Rekord sezonu Wisły Kraków. Kibice czekali ponad dwa lata
W niedzielę podopieczni Mariusza Jopa zdobyli trzy punkty w Opolu. Na niedawno oddanym do użytku stadionu Odry zdobyli szybkie dwa gole pod koniec pierwszej połowy. „Wielbłąd” Patryka Letkiewicza po zmianie stron był czymś w rodzaju wyciągnięcia pomocnej dłoni dla rywala, ale podopieczni Jarosława Skrobacza mają na tyle niskie umiejętności piłkarskie, że do końca nie potrafili wiślakom szczególnie zagrozić.
Było to czwarte ligowe zwycięstwo Białej Gwiazdy w I lidze. To pierwsza taka seria w sezonie. Poprzednia, trzy kolejne tryumfy, też trafiła się pod wodzą Mariusza Jopa, gdy pod koniec września zastąpił Kazimierza Moskala i awansował z asystenta na pierwszego trenera.
Podkreślał, że potwierdziły się analizy, z których wynikało, że będzie dużo bezpośredniej gry, bez rozgrywania od bramki. – My w pierwszej połowie nie weszliśmy w ten styl. Byliśmy groźni, gdy budowaliśmy akcje od tyłu, jak byliśmy cierpliwi, byliśmy spokojni. Natomiast w drugiej połowie było trochę za dużo bezpośredniego grania z naszej strony. Po straconej bramce pojawiła się nerwowość i pewnie z tego to wynikało. Mieliśmy też kilka dobrych momentów w ataku szybkim, w fazie przejściowej, żeby ten mecz zakończyć wcześniej – stwierdził Jop.
Dziwne zachowanie Łukasza Zwolińskiego
Kropkę nad „i” mógł postawić Angel Rodado. Będący jednak na wyraźnym spalonym Łukasz Zwoliński uprzedził go i strzelił, ale oczywiście bramka nie mogła zostać uznana. Zachowanie napastnika, być może mocno poirytowanego serią spotkań bez trafienia, nie zostało dobrze odebrane przez obserwatorów. – Myślę, że źle ocenił sytuację. Trudno, ale można było sobie oszczędzić nerwów w końcówce – skomentował Jop.