Rodzice walczą z dyrektorem Centrum Młodzieży im. dr. Henryka Jordana. Poszło o salę za 5 zł
Brak przejrzystości działań i nie do końca zrozumiałe zasady w kwestii gospodarowania gminnym mieniem – to główne zarzuty jakie są stawiane dyrektorowi Centrum Młodzieży im. dra Henryka Jordana przez kilku rodziców dzieci tam uczęszczających. Rodzice walczą także o równe traktowanie wszystkich, którzy korzystają z miejskiej placówki.
– Naszym zdaniem działania pana dyrektora prowadzą do likwidacji Centrum Młodzieży poprzez wynajmowanie sal podmiotom prywatnym, które za wiele większe opłaty organizują zajęcia dla dzieci na terenie placówki, co wiąże się z likwidacją pracowni i stopniowym zwalnianiem pracowników – tłumaczy pani Ewelina (nazwisko do wiadomości redakcji) jedna z niezadowolonych rodziców.
Dyrektor z przypadku?
Niepokój rodziców wzbudziły nie tyle umowy, o których wcześniej nie wiedzieli, co – ich zdaniem – aroganckie zachowanie dyrektora w stosunku do nich oraz do podległych mu pracowników. Dodatkowo, zdaniem naszej rozmówczyni, dyrektor Kocurek dostał stanowisko w dość niejasnych okolicznościach. Jak do tego doszło? W 2009 roku grupa radnych Platformy Obywatelskiej wystąpiła z szeregów klubu oraz partii i poparła Jacka Majchrowskiego. W wielkim skrócie chodziło o przyjęcie budżetu w koncepcji prezydenta Krakowa. Wówczas plotki mówiły o tym, że niepokorni radni zostaną wynagrodzeni za ten akt zdrady. Oczywiście to tylko plotki.
I tak z grupy renegatów: Łukasz Osmenda jest obecnie sekretarzem rady nadzorczej w Krakowskim Holdingu Komunalnym (miejska spółka), Bartłomiej Garda jest radnym miasta Krakowa (startował z listy wyborczej Jacka Majchrowskiego), Elżbieta Sieja – obecnie dyrektor Domu Pomocy Społecznej przy ul. Łanowej (wcześniej dyrektor dwóch innych DPS-ów) i Bartłomiej Kocurek – dyrektor CM im. dra Henryka Jordana.
Jak podkreśla nasz rozmówca, wątpliwości wzbudza kwalifikacja Kocurka do kierowania placówką dydaktyczną, a nie konotacje polityczne. Jednak rozwiewa je Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa, tłumacząc, że dyrektora nie obowiązuje Karta Nauczyciela, co oznacza, że nie musi mieć odpowiedniego wykształcenia pedagogicznego. Dodatkowo, jak mówi sam dyrektor Kocurek, jest on z wykształcenia pedagogiem i przed przejęciem funkcji dyrektora, pracował w Centrum Młodzieży pięć lat.
Sale za 5 złotych
Kolejne wątpliwości wzbudza podpisana umowa z fundacją „Z Pasją dla Dzieci”, która ma uruchomić Społeczną Szkołę Podstawową Pasja. Szkoła będzie mieć do dyspozycji dwie wyposażone sale lekcyjne (zarezerwowane na 8 godzin dziennie), toalety, szatnie oraz pomieszczenia dla sekretariatu.
Fundacja za godzinę lekcyjną zapłaci 5 złotych i 200 złotych za sekretariat. Według rodziców, są to bardzo niskie stawki, zważając, że czesne za jednego ucznia ma wynosić 350 złotych (jest to cena promocyjna dla pierwszego roku, która obowiązywać będzie przez 6 lat, a następne roczniki miałyby płacić około 800 złotych), a dodatkowo gmina dopłaci do każdego ucznia około 455 złotych. Pieniądze te miałyby spływać na konto szkoły od stycznia 2015 roku.
– To rażąca niegospodarność mieniem gminnym – uważa nieformalna liderka rodziców zaniepokojonych działalnością kierownictwa Centrum Młodzieży. – Trudno w tak atrakcyjnej lokalizacji znaleźć tak preferencyjne ceny za wynajęcie sal. Czynsz na ul. Krupniczej za taką powierzchnię na zasadach rynkowych to około 15 tysięcy złotych. Na zasadach dyrektora Kocurka szkoła będzie płacić około tysiąca miesięcznie. Za takie stawki gmina będzie dopłacać do tej szkoły – mówi.
Z kolejnej umowy, zawartej w tym samym dniu z również prywatną firmą, która wynajmuje salę taneczną i prowadzi w niej zajęcia dla dzieci, wynika, że podmiot ten będzie płacił osiem razy więcej, bo 40 złotych za godzinę użytkowania jednej sali. Jak tłumaczy Filip Szatanik na podstawie ustawy o gospodarce nieruchomościami, „dyrektor placówki samodzielnie ustala wysokość czynszu, przy czym ustalając jego wysokość powinien kierować się zasadą gospodarności”.
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że na prace remontowe, w tym II i III piętra, gmina miejska przeznaczyła około 800 tysięcy złotych. – Dlaczego teraz mają być wynajmowane za bezcen? – rozkłada ręce rodzic.
„To nie mój problem”
– Remonty są przeprowadzane nie dla szkoły, tylko dla Centrum Młodzieży. Do godziny 14-15 mamy wolne sale i staramy się je wynajmować w miarę możliwości, żeby przynosiły jakikolwiek dochód. Tak samo jak wynajmujemy jedną salę dla szkoły niepublicznej i w soboty Politechnice Krakowskiej. Mnie by satysfakcjonowała jak najwyższa kwota, ale zawsze, kiedy dwie instytucje się kontaktują, muszą się dogadać – odpowiada dyrektor Bartłomiej Kocurek. Dodatkowo dyrektor twierdzi, że umowa z firmą, która miała prowadzić zajęcia taneczne to „zupełnie inna sprawa”, ponieważ wynajmowane powierzchnie się różnią, a dodatkowo ta szkoła nie wystartowała.
Zapytaliśmy też dyrektora o to, czy gmina nie będzie płaciła podwójnie za to, że dana szkoła będzie mogła wynajmować pomieszczenia za takie stawki. – To nie mój problem i nie moja sprawa. Nie wnikam w to, w jaki sposób finansowana jest szkoła. Ta kwota (5 złotych za godzinę – przyp. red.) nie wzięła się z sufitu, tylko jest wypadkową cen, jakie są w szkołach i przedszkolach. Jakbym nie wynajął obu sal tej szkole, to jedna z nich stałaby na pewno pusta. Ciężko też mówić o podwójnym płaceniu, ponieważ w zimie stoją one do popołudnia puste, a cały czas są ogrzewane – mówi dyrektor Centrum Młodzieży im. dra H. Jordana. Jednak Bartłomiej Kocurek nie jest w stanie podać, z jakich stawek utworzyła się „cena wypadkowa”.
Darmowy parking i darmowy banner?
Kolejnym spornym elementem jest płatny parking przy CM. Obecnie aby z niego korzystać trzeba zapłacić. Zgodnie z umową zawartą z fundacją, rodzice dzieci tam uczęszczających będą mogli z niego korzystać bezpłatnie. – Dostaną pilota do nowej bramy zamontowanej za miejskie pieniądze. A my nie mieliśmy takiej możliwości, by w ogóle skorzystać z parkingu. Być może będziemy mieli taką możliwość od września – mówią rodzice. To nie koniec bonusów – również korzystanie z zajęć pozalekcyjnych ma być bezpłatne. A „zwykli” rodzice muszą płacić 300 złotych rocznie.
– Nie ma takiego zapisu w umowie o darmowym parkingu – zaprzecza dyrektor Kocurek. – Każdy musi płacić za postój, reszta jest wynajmowana komercyjnie. Ze szkołą sytuacja jest taka i będzie to dotyczyło rodziców innych dzieci, że będą mogli skorzystać z parkingu na określony czas odprowadzenia i odbioru – dodaje.
Rodzice są też zaskoczeni, iż wiszący na budynku banner promuje szkołę. Za darmo. – Banner wisi w ramach umowy. Nam zależy na tym, aby wynajmować pomieszczenia i pomagamy szkole w rekrutacji, pozwalając na wywieszenie banneru i na rozmieszczenie ulotek tej szkoły w naszym budynku – mówi Kocurek. Z dokumentów, jakie posiadamy nie wynika jednak, aby zawieszenie banneru oraz dystrybucja ulotek były przedmiotem umowy.
Kto kłamie?
– Wiem, że niektórzy rodzice wprowadzają taką atmosferę strachu, a to kolejny przykład próby atakowania mojej osoby z pobudek czysto prywatnych – ocenia Kocurek. – Wydział edukacji wie jak to wygląda, pan prezydent przeprowadzał kontrolę i do tej pory nie dostałem żadnych znaków, że coś jest nie tak – dodaje.
Rodzic zaprzecza jakoby miał właśnie taką motywację. – Jesteśmy po prostu zaniepokojeni działalnością dyrektora i tym, jak traktuje nas oraz pracowników – mówi. – Dąży do prywatyzacji Centrum Młodzieży. – Pod skargami do prezydenta podpisało się dziesięciu innych rodziców, jednak nie przynoszą one żadnych skutków – tłumaczy.
– Nie zamierzam prywatyzować czegokolwiek i nie jestem do tego władny. Robię wszystko dla dobra pracowników, rodziców, dzieci. Ale są osoby, które nie są zadowolone i wiem, czemu one to robią, ale nie będę tego upubliczniał. Większość rodziców jest zadowolona tego, co dzieje się w Centrum.
Zgrzyta podmiot prywatny
Sprawę przedstawiliśmy Annie Okońskiej-Walkowicz, która w latach 2011-2013 była wiceprezydentem ds. edukacji, a obecnie jest pełnomocnikiem prezydenta miasta ds. polityki społecznej. Twierdzi, że stawka 5 złotych za godzinę w sali lekcyjnej nie jest zbyt duża, choć może być realna. – Na edukację trzeba patrzeć też trochę inaczej. Ja wspieram edukację non-profit, która nie czerpie żadnych korzyści finansowych, a wszystkie środki są przeznaczane na rozwój i inwestycje. Trochę mi zgrzyta, że to jest podmiot prywatny – mówi Anna Okońska-Walkowicz. – Słuszne jest więc pytanie, czy 5 złotych to cena rynkowa – dodaje.
Wątpliwości byłej wiceprezydent wzbudza jednak fakt, że gmina będzie płacić dwa razy. – Podmiot ten będzie prowadził szkołę z ciekawą ofertą pozalekcyjną – gmina będzie przekazywać subwencje, a drugi raz płacić za lekcje pozalekcyjne. I w ten sposób szkoła ta staje się bardziej atrakcyjna. To nie jest fair – ocenia była wiceprezydent. Zdaniem Okońskiej-Walkowicz to jest największy zgrzyt. – Wychodzi na to, że wkładamy do kieszeni właściciela publiczne pieniądze.