Rośliny w mieście czekają na deszcz
Rekordowa wiosenna susza nie trafia na pierwsze strony gazet, przytłoczona informacjami o koronawirusie. Brak dużych nagłówków nie zawiesza jednak zmian klimatycznych, których jesteśmy świadkami w ostatnim czasie. Zdjęcia wyschniętego Jeziora Czorsztyńskiego czy Wisły robią duże wrażenie.
Widoczne oznaki
W Krakowie widocznym znakiem problemu są pojawiające się coraz częściej pożary traw, które błyskawicznie obejmują duże tereny – czy to z powodu celowego podpalenia, czy z powodu ludzkiej nieostrożności. W ostatnim czasie takie duże pożary miały miejsce m.in. w Sidzinie, Skotnikach, na Wzgórzach Krzesławickich i dwukrotnie w rejonie Bonarki.
W ostatnich dniach Zarząd Zieleni Miejskiej ogłosił, że z powodu suszy czasowo przestaje kosić trawy. W praktyce i tak niewiele byłoby teraz do koszenia, ponieważ trawniki w wielu miejscach są zupełnie wysuszone. Tam, gdzie trawa jest jednak za wysoka, mieszkańcy mogą to zgłaszać do ZZM.
Ekologiczniej i taniej
Jak mówi Łukasz Pawlik, wicedyrektor jednostki odpowiedzialny za utrzymanie, w tym roku w zdecydowanie większym stopniu konieczne jest podlewanie roślin, wstrzymano za to na razie część standardowych prac utrzymaniowych, co ma oprócz waloru ekologicznego także wymiar ekonomiczny, związany z kryzysem wywołanym epidemią. Jeśli oceniać po komentarzach na oficjalnym profilu jednostki, taka decyzja spotkała się z pozytywnym przyjęciem – wyższa trawa przestała się już kojarzyć z zaniedbaniem, lecz z bioróżnorodnością i szansą zatrzymania w ten sposób części wód opadowych.
Urzędnicy liczą na to, że opady w końcu się pojawią i że rośliny odżyją już bez podlewania, które z oczywistych względów jest możliwe tylko w ograniczonej liczbie miejsc – tam, gdzie nowe nasadzenia nie poradziłyby sobie same. Innych zmian związanych z suszą ZZM na razie nie planuje.
Wielkie oszczędzanie
Pomimo cięcia wydatków z miasta nie znikną sezonowe rabaty kwiatowe. – One nie generują dużych kosztów. Większość kwitnących tam roślin to rośliny wieloletnie, więc wymagają coraz mniej intensywnego utrzymania. Rośliny, które już się przyjęły, nie wymagają intensywnej pielęgnacji – tłumaczy Pawlik.
Jak mówi, zauważalne dla mieszkańców będą dwie zmiany. Pierwsza to obniżony standard koszenia, czyli w praktyce – wyższa trawa. Druga to większa liczba miejsc, w których jesienią liście nie będą wygrabione.