Róża Thun: Za rządu PiS fala hejtu wezbrała

Kandydatka na europosła Róża Thun została w mediach społecznościowych nazwana szmatą, którą należy spalić na stosie. Złożyła zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury. We wtorek opowiadała przed sądem o tym, że nie można pozwalać na tego typu zachowania.

Na jednym z portali społecznościowych Tomasz B. umieścił wpis obrażający europosłankę. Ta postanowiła, że nie zostawi tak sprawy i zgłosiła ten fakt do prokuratury. W kwietniu rozpoczął się proces Tomasza B., który teraz odpowiada karnie za swój czyn.

We wtorek przed sądem zeznawała Róża Thun. Powiedziała, że takie wpisy nie mieszczą się ani w granicach prawa, ani nie są żartami. Zdaniem polityk nazwanie jej szmatą pozbawia godności osobistej, a dalsza część zdania nawołuje do przemocy.

– Czułam i czuję się przez to zagrożona. Podobnie moi współpracownicy. W całym biurze panuje napięta atmosfera i poczucie zagrożenia. Wprowadziliśmy dodatkowe środki ostrożności – mówiła.

Jak dodała Thun, od słów do czynów nie jest daleko, o czym przekonaliśmy się w styczniu tego roku w Gdańsku.

Bezkarni

Polityk zdaje sobie sprawę, że nie wszystkim musi się podobać to, co mówi i jakiej opcji politycznej sprzyja, jednak zaznacza, że należy rozróżnić krytykę od hejtu. A jego poziom znacznie wzrósł od czasów przejęcia władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość, stwierdziła europosłanka.

– Krytykuję uzależnianie sądownictwa od partii rządzącej, łamanie konstytucji. Udzielam się w manifestacjach KOD-u. Od czasów rządów partii PiS fala hejtu nasiliła się – uważa polityk.

Według Thun różnego rodzaju nienawistne wpisy mogą być również powodowane przez nieprawdziwe informacje pojawiające się w polskich mediach publicznych.

Nie interesuje się polityką

W sądzie zabrakło oskarżonego. Zeznawała natomiast jego żona. Malwina B. stwierdziła, że wraz z małżonkiem nawet nie wiedzą, kim jest Róża Thun i że nie interesują się polityką, ale mężczyzna należy do Wojsk Obrony Terytorialnej. Z relacji kobiety wynika, że jej mąż nie ma pojęcia, skąd wziął się wpis.

Malwina B. tłumaczyła, że z jego telefonu korzysta ona oraz ich syn, a czasem aparat przechodzi z ręki do ręki, kiedy ze znajomymi coś oglądają. Świadek stwierdziła również, że oskarżonemu zdarzyło się zostawić telefon na siłowni.

Jej zdaniem takiego wpisu w imieniu jej męża mogła niepostrzeżenie dokonać osoba trzecia.