Rozmowa na dzień dobry: Jak Teatr Słowackiego „przepowiedział” koniec świata
Natalia Grygny, LoveKraków.pl: Trwający właśnie sezon w Teatrze Słowackiego upływa pod hasłem „Koniec świata”. Cóż, ta „teatralna przepowiednia” poniekąd właśnie się sprawdziła…
Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru Słowackiego w Krakowie: Kiedy we wrześniu ogłaszaliśmy program sezonu, łącząc go hasłem „Koniec świata”, pamiętam uśmiechy dziennikarzy i widzów, że to takie przesadzone, że zbyt podkręcamy i tak już niewesołe doniesienia ze świata. Tymczasem myśmy tak czuli. To wynikało z naszych rozmów z artystami przed sezonem, tematów, wokół których krążyły nasze rozmowy. Nigdy by nam jednak do głowy nie przyszło, że wspomniane słowa i tytuł staną się realne aż tak szybko. Teraz, w trakcie pandemii, zaczęliśmy początek końca świata, świata, jaki znaliśmy do tej pory. Wszystko, co robiliśmy do tej pory, było za szybko, za dużo, za bardzo na kredyt i z potwornymi konsekwencjami dla naszego otoczenia i naszej planety. Kiedyś musiał nastąpić moment krytyczny. Tylko nie byliśmy sobie w stanie wyobrazić, że staniemy się jego uczestnikami.
Pandemia trwa, teatr działa w sieci. Na początek zaskoczyliście widzów fantazją o premierze, której nie było…
27 marca miała się odbyć premiera spektaklu „Ludwiczek” inspirowanego życiem i twórczością Ludwiga van Beethovena. W zamiarze miał to być spektakl o tym, jak słuchamy muzyki i że tak naprawdę nie ma ona należytego miejsca w naszym życiu, bo jesteśmy pogrążeni w chaosie dźwięków. Próby do premiery przerwała pandemia, jednak Daniel Malchar i Rafał Szumski, reżyserzy spektaklu, oraz Paweł Penarski, autor multimediów i realizator wideo, postanowili przygotować fantazję online na temat premiery, która się nie odbyła. Aktorzy w kwarantannie, w swoich mieszkaniach, nawiązują do życiorysu Beethovena i do szalejącej XVIII i XIX wieku gruźlicy, realnego zagrożenia życia w tamtych czasach.
Fot. Bartek Barczyk/Teatr Słowackiego
A co pan sądzi o teatrze w sieci? Czy na dłuższą metę ten pomysł się sprawdzi?
To, co powstało, oddaje nasze uczucia, że prawdziwego teatru nie da się robić w internecie czy telewizji. Prawdziwy teatr zdarza się tylko raz i w teatrze. Dlatego pokazaliśmy naszą tęsknotę za sceną i widzami. Widzowie są blisko naszych aktorów, w ich mieszkaniach, mogą się przyjrzeć, jak oni przygotowują się do roli, improwizują. Zamknięcie i izolacja stają się mniej uciążliwe dla wszystkich, po obu stronach kamery.
Później nadszedł czas na „teatralny” serial. Kto wpadł na taki pomysł?
Wolałbym go nazywać „nieteatralny”. Właściwie od początku mieliśmy pomysł na tzw. przedstawienie komórkowe, czyli wydarzenie filmowe zrealizowane w sposób bezpieczny dla naszych aktorów i realizatorów, w ich własnych domach. Potem ten pomysł ewaluował i razem z Jakubem Roszkowskim, naszym kierownikiem literackim, ale też zdolnym reżyserem (w normalnych warunkach gramy dwa jego przedstawienia – „Rabację” i „Smoka!”) postanowiliśmy, że będzie to serial online inspirowany twórczością Larsa von Triera i horrorami typu Blair Witch Project. Zaczyna się od zebrania w teatrze, na które dyrektor niezbyt mądrze, już po rozpoczęciu zarazy, zwołuje cały zespół. W czasie gdy trwa zebranie, wydarza się coś…. Nikt nie może opuścić miejsca, w którym aktualnie się znalazł. W teatrze muszą zostać aktorzy i pracownicy, każdy ukrywa się w innym miejscu. Budzą się demony, duchy. I już nie wiadomo, gdzie jest gorzej, czy z samym sobą i z duchami w ciemności, czy na zewnątrz, gdzie szaleje epidemia. Scenariusz pisze na bieżąco Jakub Roszkowski, następnie reżyseruje, za wideo odpowiada Paweł Penarski, a muzykę tworzy Mateusz Bieryt. Gra cały zespół teatru i wbrew temu, co widać na ekranie, wszyscy pracują bezpiecznie i osobno.
W ostatnich tygodniach przygnębia nas pandemia, zagrożenie zdrowia i życia, ale i skutki ekonomiczne, które będą jej następstwem. Czy teatr liczy już straty?
Z całą pewnością czeka nas kryzys ekonomiczny. Właściwie cały świat. My mamy to szczęście, że mamy swojego organizatora. W najgorszej sytuacji będą teatry prywatne, a zwłaszcza wielu artystów nie posiadających stałego zatrudnienia. Nasz dochód to także w ogromnej części wpływy z biletów, z wynajmu, z turystyki. Te stracimy i to będzie oznaczało zupełnie inne funkcjonowanie.
Teatr pomaga również w walce z koronawirusem. Krawcowe szyją maseczki, kombinezony, fartuchy dla lekarzy i personelu medycznego.
Jestem dumny z postawy naszych pań z pracowni krawieckich: męskiej i damskiej. Panie włączyły się we wspólną akcję pomocy służbom medycznym w naszym mieście, szyją albo u siebie w domu, albo w naszych pracowniach, ale z zachowaniem wszelkich warunków higienicznych i izolacji.
A czy ma pan jakieś rady, jak radzić sobie z izolacją?
Wiem, że to trudne, ale jeśli to możliwe, radziłbym dawkowanie informacji medialnych. W większości są bardzo przygnębiające i w skondensowanej dawce na pewno powiększą nasz stres. Jeżeli nie wykonujemy pracy zdalnej, postarajmy zająć się sobą i swoimi najbliższymi. Wykorzystajmy to totalne zatrzymanie dla siebie, jakkolwiek. I nie zamartwiajmy się sprawami, na które nie mamy wpływu. Postarajmy się znaleźć takie, nawet najdrobniejsze, na które taki wpływ mamy.