Rozmowa na dzień dobry. ZZM: To był rok lasu. W przyszłym kończymy ważne inwestycje
Jakub Drath, LoveKraków.pl: Jaki był kończący się rok dla krakowskiej zieleni?
Piotr Kempf, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej: Na pewno warto podkreślić ten rok jako kolejny rok zakupów terenów pod zieleń. Las Borkowski czy to nowy park przy ul. Łokietka – to przykłady, które pokazują, że myślimy nie tylko o tym, co teraz, ale też o tym, co będzie. Las Borkowski pokazuje stosunek miasta do tego, co dzieje się z terenami leśnymi. Do tej pory zapomniane, gdzieś na uboczu, stają się tematem numer jeden. My jako ZZM zalesiliśmy w tym roku ponad 20 hektarów, co daje ok. 120 tysięcy drzewek, w tym las „Prawiek”. Lasy zaczynają być bardzo istotnym elementem w dyskusji o przyszłości zieleni. To jest coś, czego do tej pory nie mieliśmy i czego nie robią inne miasta. Do tego można jeszcze doliczyć przyjęcie przez radę miasta powiatowego programu zwiększania lesistości. Podsumowując, można powiedzieć, że rok 2019 to rok lasu.
A w dziedzinie inwestycji?
Na pewno warto podkreślić prawie ośmiohektarowy park Reduta, który został ukończony i oddany do użytkowania. Powstały też trzy kolejne parki kieszonkowe, więc widać, że w inwestycjach też cały czas coś się dzieje. I jeszcze kolejny temat, czyli przewijająca się przez cały rok dyskusja wokół koszenia lub niekoszenia trawy. Kilka lat temu podstawowym problemem dla mieszkańców było to, dlaczego jeszcze nie skosiliśmy, a w 2019 roku widać wyraźną zmianę, bo mieszkańcy domagają się jak największej powierzchni, które będziemy utrzymywać w inny sposób. Mówimy tu o „ekostrefach”, których w przyszłym roku będziemy mieć ponad sto hektarów i co ważne, spotyka się to z akceptacją. Kilka lat temu zaczynaliśmy tymi pionierskimi pomysłami, żeby na Błoniach pozostawiać kawałek niekoszonego pastwiska, a w tym roku spotykamy się ze zrozumieniem, kiedy w jednym z ogrodów na Plantach, czyli w sercu miasta, kosimy rzadziej i nie grabimy liści.
ZZM często spotyka się z zarzutem, że zajmuje się propagandą sukcesu, więc zapytam od innej strony. Co się nie udało w tym mijającym roku?
Niezależnie od tego, co jest nam zarzucane, myślę, że w tym roku wiele się działo. Bardzo często podkreślamy, że pewne inwestycje zostały rozpoczęte, nad czymś pracujemy, coś przygotowujemy, pewnie przez najbliższe dwa lata będziemy jeszcze odmieniać przez wszystkie przypadki słowo „Zakrzówek”. Myślę, że to nie jest tak, że nie mówimy o tym, co się nie udało, tylko jest wiele rzeczy, które są dopiero w trakcie i trudno jest je podsumować. To jest chyba dobry moment na przejście do roku 2020, kiedy ci wszyscy, którzy krytykują za opieszałość czy zbyt małą ilość terenów zielonych oddawanych do użytkowania, doczekają się zakończenia różnych inwestycji. Można byłoby pomyśleć, że to rok wyborczy, bo tyle zadań będzie kończonych.
Przykłady?
Mówimy tu o parku Jerzmanowskich, który jest w trakcie rewitalizacji. Mówimy tu o parku Duchackim, który w końcu jest w trakcie prac, po wielu, wielu latach. O wodnym placu zabaw, który przez kilka lat od wygranej w budżecie obywatelskim nie mógł doczekać się realizacji. O parku w Czyżynach, który jest na ukończeniu i będzie oddany do użytku w okresie wakacyjnym. To będzie nasza odpowiedź na pytanie, czy jest to tylko propaganda, czy realne działania. Musimy przyzwyczaić się do tego, że pewne działania wymagają trochę czasu, zwłaszcza jeśli chodzi o przygotowanie inwestycji. W tym czasie robimy różne mniejsze rzeczy, np. parki kieszonkowe, które są łatwiejsze w przygotowaniu i wykonaniu, a duże parki muszą mieć przygotowaną dokumentację, muszą uzyskać wszystkie zgody i niezbędne pozwolenia, by móc ruszyć z pracami. W tym roku rozpoczęliśmy wiele inwestycji, które w przyszłym roku będą dokańczane, ale trudno jest o tym opowiedzieć. Można mówić o tym, że rozpoczęliśmy prace, ale wtedy mieszkańcy pytają „dlaczego tak długo”. A moment, w którym kończymy prace, pozwala odczuć, że dużo zmienia się w zieleni. Park Duchacki, park Lotników Polskich, Zalew Nowohucki – to wszystko te elementy, gdzie można powiedzieć, że to tylko PR, że mówimy o tężni, a wciąż nie jest otwarta. Oczywiście, bijemy się w piersi, że pewne rzeczy moglibyśmy robić lepiej, ale mimo wszystko możemy spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby te inwestycje były przeprowadzone najszybciej jak to możliwe.
Muszę wrócić do pytania. Co mogło być zrobione lepiej?
Na pewno poprawienia wymaga ostatni przypadek parku Reduta, czyli ten nieszczęsny problem z nadmiarem koszy, które rzucają się w oczy. Faktycznie, sami nie jesteśmy zachwyceni tym, jak wyglądają. W związku z tym wprowadzimy tam zmianę: wykorzystamy to, co nam się przydarzyło do wprowadzenia innowacji. W parku Reduta w 2020 roku kosze zostaną poustawiane tak, by służyły do segregowania śmieci. Poukładamy je po pięć, zgodnie z podziałem, według którego segregujemy odpady w domach. Każdy kosz będzie oznaczony innym kolorem, wspólnie z MPO przygotujemy akcję informacyjną. Będziemy zachęcać do sortowania śmieci w przestrzeni publicznej, czego do tej pory w Krakowie nie robiliśmy, a są kraje, które robią to od lat. Więc znów można nam zarzucić PR, bo zrobiliśmy źle, a i tak się bronimy i udajemy, że jest dobrze. Nie udajemy – wiemy, że mogliśmy to zrobić lepiej, ale każde potknięcie może dać dodatkowy impuls do działania.
Mówiliśmy o tym, co się w przyszłym roku uda zakończyć. A jakie zadania się w przyszłym roku dopiero rozpoczną?
Takim przykładem jest park rzeczny Wilga, który z różnych powodów, niekoniecznie zależnych od nas, odsunął się w czasie. Utworzenie nowej instytucji Wody Polskie skomplikowało sytuację, trzeba było od nowa uzyskać pozwolenie na budowę. Teraz mamy go już w budżecie i to będzie pierwszy rok, kiedy park będzie realizowany.
Na którym odcinku?
Pomiędzy ulicami Brożka i Ruczaj. To odcinek w okolicach Lasku Kopty, czyli znów kontynuacja tego, byśmy mogli jednocześnie korzystać z dobra dość dzikiej przyrody, jaka tam się wytworzyła, równocześnie nie ingerując w nią zbytnio. Tak, żeby parki rzeczne były rzeczywiście parkami rzecznymi, a nie miejscem rozrywki, bo myślę, że musimy o tym coraz bardziej myśleć. Planujemy też udostępnić w pełni Rudawę w ramach projektu „Wisła łączy”. Rzeki będą tym tematem, który przez następne dwa lata będzie się nam przewijał. Ale też nabraliśmy doświadczenia w realizacji projektów jak najbardziej proekologicznych, by jak najmniej ingerować w przestrzeń przyrodniczą przy rzekach. Jest coraz większe zrozumienie ze strony mieszkańców, że nie wszystko musi być wyasfaltowane, szerokie, równe i wygodne. Te przestrzenie, które mogą pozostać dziką przyrodą, taką pozostają.
Na przyszły rok zapowiedziana też została rewitalizacja parku Bednarskiego.
To park, który ostatni swój remont miał w 1964 roku. Nie ujmując mu nic, wymaga teraz solidnej renowacji, raz na 50 lat zdecydowanie mu się taka należy. Rozpoczynamy nową inwestycję, mam nadzieję, że spotka się z akceptacją. Będziemy się starali jak najmniej ingerować w przyrodę, ale też podkreślać to, co jest tam wartościowego. To też pokazuje, na jakim etapie jesteśmy, jeśli chodzi o współpracę z konserwatorami zabytków. Do tej pory park Bednarskiego rozbijał się o brak porozumienia między miastem a wojewódzkim konserwatorem zabytków. Teraz jest inaczej, mamy wszystkie pozwolenia. Warto też przypomnieć przy tej okazji inną sprawę, czyli plac św. Ducha i Teatr Ludowy. Dwie przestrzenie publiczne przy teatrach, które zmienią swoje oblicze we współpracy z konserwatorem zabytków. Oprócz nowych inwestycji, cały czas trwa gdzieś rewitalizacja parku zabytkowego, takim przykładem jest teraz park Jerzmanowskich.
Czy to znaczy, że etap z takimi incydentami jak wojna o donice na placu Nowym już się zakończył?
Nawet jeżeli będą pojawiały się różnego rodzaju dyskusje na temat sensowności zieleni w donicach czy wygradzania jakiejś przestrzeni za ich pomocą, co spotykało się ze sprzeciwem ze strony konserwatora, to przykłady współpracy są jasnym sygnałem, że jesteśmy po tej samej stronie barykady. Nie ma konfliktu, czy zieleń czy zabytki. Jesteśmy w stanie usiąść i wspólnymi siłami znajdować rozwiązanie.
Rozmawialiśmy o tym, jakie inwestycje znalazły się w planie na przyszły rok. A co z pieniędzmi na wykupy nowych terenów?
W przypadku wykupów dyskusja sprowadza się do tego, że obydwie strony muszą chcieć. Przyjęty program zwiększania lesistości otwiera nam drogę do tego, żeby wykupować pod tereny leśne. Jeśli chodzi o kwoty, nie martwiłbym się o to, że zabraknie, bo doświadczenie pokazuje, że jeśli znajdują się chętni, by współpracować z miastem, jesteśmy w stanie uzbierać środki. W tym roku na wszystkie wykupy, nie tylko pod zieleń, było zapisanych 10 milionów, a sama pierwsza rata za Las Borkowski i teren zielony przy ul. Łokietka to kwota 11 milionów. Takie przykłady, podobnie jak wcześniej Zakrzówek, pokazują, że jest wola ze strony prezydenta, żeby zasoby terenów zieleni się powiększały.