Rumak przebiegł po Pasach
Wstyd, klęska, zażenowanie – te słowa najlepiej podsumowują poniedziałkowy spektakl zaserwowany przez piłkarzy Cracovii. Podopieczni Wojciecha Stawowego skompromitowali się przed własną publicznością ulegając Lechowi Poznań 1:6 w meczu 17. kolejki T-Mobile Ekstraklasy.
Nic nie zapowiadało takiej katastrofy w dzisiejszym meczu. Mało tego, przed spotkaniem większość kibiców Cracovii wierzyła w zwycięstwo swojego teamu. Wiara ta nie była bezpodstawna, gdyż Pasy bez problemu uporały się w ostatnim sparingu ze słowacką drużyną MFK Ruzomberok aż 3:0. Jednak rzeczywistość w brutalny sposób zweryfikowała nadmiernie rozbudzone nadzieje sympatyków drużyny z Krakowa.
Punktualnie o godzinie 18 sędzia Marcin Borski rozpoczął spektakl jednego aktora, jakim był Lech Poznań. Trener Kolejorza, Mariusz Rumak w doskonały sposób przygotował swój zespół do wczorajszego spotkania. Wysoki pressing, jaki zastosowali zawodnicy z Poznania był kluczem do zwycięstwa.
Cracovia broniła się od samego początku. Zespół Pasów miał wielkie problemy z wymianą kilku celnych podań. Krakowska tiki-taka, przy wzmożonej agresji podopiecznych Rumaka, zupełnie nie istniała. Najlepszym podsumowaniem fatalnej gry krakowian z początku meczu jest fakt, że dopiero w 8. minucie gospodarze zagościli z piłką na połowie przeciwnika!
W 9. minucie nastąpiło wymierzenie kary – w sytuacji sam na sam z bramkarzem nie pomylił się napastnik gości, Kasper Hamalainen. Minutę później drużyna Lecha mogła prowadzić 2:0, gdyż Łukasz Teodorczyk z dziecinną łatwością ograł w polu karnym gospodarzy Mateusza Żytkę i z najbliższej odległości uderzył w słupek.
Na odpowiedź Cracovii trzeba było czekać do 29. minuty. Wtedy to tylko z wiadomych sobie powodów sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Vladimira Boljevica. Piłkarz nie znajdował się na pozycji spalonej.
W 34. minucie Pasy nadziały się na kontrę gości. Szymon Pawłowski wyłuskał piłkę w środkowej strefie boiska i natychmiast zagrał do Gergoe Lovrencsicsa, który mierzonym strzałem podwyższył wynik na 2:0. Na pięć minut przed przerwą, Lech podwyższył prowadzenie na 3:0. Po precyzyjnie bitym rzucie rożnym przez Douglasa Marcin Kamiński strzelił głową ostatnią bramkę w pierwszej połowie.
Druga połowa to dalszy koszmar w wykonaniu Cracovii. Ledwo sędzia oznajmił rozpoczęcie drugiej połowy, a już wynik na tablicy świetlnej pokazywał cztery po stronie gości. Celne podanie Hamalainena sfinalizował Murawski, który rozgrywał jubileuszowy, dwusetny mecz w ekstraklasie.
Delikatny uśmiech zagościł na twarzach kibiców Cracovii w 61. minucie. Akcja rezerwowych – Przemysława Kity i Bartłomieja Dudzica – zakończyła się honorową bramką tego drugiego. Był to pierwszy gol napastnika Pasów w tym sezonie.
Niestety, radość z bramki zdobytej przed gospodarzy trwała niespełna trzy minuty. Łukasz Teodorczyk po precyzyjnym podaniu kiksie Pilarza zdobył piątą bramkę dla Kolejorza. Dzieła zniszczenia dokonał Bartosz Ślusarski, który zaledwie dwie minuty wcześniej zameldował się na boisku.
Można mówić, że Cracovia nie miała szczęścia pod bramką Lecha (trzy słupki), grała bez swoich dwóch największych gwiazd – Saidiego Ntibazonkizy oraz Dawida Nowaka. Nic jednak nie usprawiedliwia takiej klęski gospodarzy. Drużynie z ekstraklasy tak grać nie przystoi. Wojciech Stawowy miał rację mówiąc: – Dostaliśmy dziś lekcję futbolu i piłkarskie lanie. Przepraszam kibiców za to, że źle przygotowałem zespół od strony mentalnej.
Cracovia – Lech Poznań 1:6 (0:3)
Bramki: Dudzic (61) – Hamalainen (9), Lovrencsics (34) , Kamiński (40), Murawski (46), Teodorczyk (64), Ślusarski (76)
Cracovia: Pilarz - Kuś, Żytko, Kosanović, Marciniak - Danielewicz ( Dudzic 56), Dąbrowski, Zejdler (Kita 46) - Štraus, Boljević, Steblecki (Bernhardt 46).
Lech Poznań: Gostomski - Douglas, Pawłowski, Teodorczyk, Lovrencsics, Murawski, Drewniak (Trałka 46 ), Hamalainen ( Ślusarski 74), Ceesay (Arboleda 65), Możdżeń, Kamiński.
Sędziował: Marcin Borski
Żółte kartki: Zejdler, Kuś, Kita - Drewniak, Lovrencsics.
Widzów: 10025.