Rybitwy w dwóch wersjach. Przedsiębiorcy mówią o likwidacji firm, miasto odpowiada: To nieprawda
Na placu przed magistratem stoją przedstawiciele firm działających na Rybitwach. Są skupieni w Klastrze Rybitwy. Organizacja ta powstała formalnie w grudniu 2022 roku na fali sprzeciwu wobec planów ówczesnych władz miasta. Wówczas urzędnicy Jacka Majchrowskiego chcieli w południowej części Krakowa stworzyć drugi Manhattan z dzielnicą wysokościowców.
Padają mocne słowa: „Nowe Miasto 2.0”, „wywłaszczenie przemysłu”, „deweloperskie lobby”, „likwidacja kilkunastu tysięcy miejsc pracy”. Z drugiej strony Urząd Miasta Krakowa przekonuje, że masterplan to próba uporządkowania jednego z najbardziej chaotycznych fragmentów miasta.
W tej dyskusji trudno dziś o spokój. Jeszcze trudniej o wspólny zestaw faktów.
„To dokument pisany pod deweloperów”
Przedsiębiorcy zrzeszeni w Klastrze Rybitwy nie mają wątpliwości. Ich zdaniem masterplan przygotowany pod nadzorem wiceprezydenta Stanisława Mazura jest powrotem do idei Nowego Miasta, która kilka lat temu wywołała jeden z największych sporów planistycznych w Krakowie.
– To jest Nowe Miasto 2.0. Celem tego dokumentu jest wyrugowanie działalności gospodarczej i zastąpienie jej zabudową mieszkaniową – mówił podczas konferencji prasowej Remigiusz Tytuła z Klastra Rybitwy.
Według przedsiębiorców dokument pomija koszty społeczne, problemy gospodarki wodnej i ryzyko konfliktów przestrzennych. Padają też zarzuty, że firmy nie były realnie włączone w jego przygotowanie.
– Rozmowy ograniczały się do wysłuchiwania naszych argumentów. Nie doproszono nas do pracy nad koncepcją ani do jej opiniowania – słyszeliśmy.
Narracja protestujących jest jednoznaczna: miasto chce wprowadzić mieszkaniówkę, a ta – prędzej czy później – doprowadzi do wypchnięcia przemysłu.
Miasto: konsultacje były i trwają
Wiceprezydent Krakowa Stanisław Mazur odpiera te zarzuty. W rozmowie z LoveKraków.pl podkreśla, że masterplan od początku był dokumentem roboczym i konsultowanym.
– Odbyłem od 20 do 25 spotkań z różnymi środowiskami: przedsiębiorcami, inwestorami, instytucjami, radnymi dzielnicowymi, aktywistami. I to nie jest koniec – mówi.
Mazur przyznaje, że spotkanie z przedstawicielami Klastra Rybitwy ostatecznie się nie odbyło, ale – jak podkreśla – nie z inicjatywy miasta.
– Dwa dni przed terminem klaster zrezygnował ze spotkania ze mną. Wcześniej spotykali się natomiast z wiceprezydentem Kracikiem i z Wydziałem Planowania Przestrzennego – wskazuje.
Co więcej, część przedsiębiorców sama przyznaje, że kontakt z miastem istniał.
Podczas konferencji prasowej Remigiusz Tytuła mówił wprost, że urząd wprowadził poprawki do masterplanu na wniosek przedsiębiorców – i to w ciągu kilku dni.
Przenosiny firm odpadowych: była oferta czy jej nie było?
Jednym z najmocniejszych zarzutów protestujących jest twierdzenie, że miasto nigdy nie zaproponowało realnej alternatywy dla firm z sektora gospodarki odpadami.
– Nikt nam nie przedstawił konkretnej oferty przeniesienia działalności – mówią przedsiębiorcy.
Tymczasem Stanisław Mazur twierdzi, że rozmowy dotyczyły właśnie tego segmentu rynku.
– Nie mówimy o likwidacji działalności gospodarczej na Rybitwach. Rozmowy o ewentualnej relokacji dotyczą wyłącznie firm najbardziej uciążliwych – z sektora odpadowego. I nie są to decyzje administracyjne, tylko rozmowy i pokazywanie alternatywnych lokalizacji – podkreśla.
Podczas konferencji przedstawiciel firmy Miki pytany wprost o taką propozycję nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć.
– Coś tam było mówione, ale żadnych konkretów nie było – stwierdził, klucząc między pytaniami.
Smród, o którym nikt nie chce mówić
Jednym z tematów, który najmocniej dzieli mieszkańców i przedsiębiorców, jest odór unoszący się nad Rybitwami i Płaszowem.
Dla mieszkańców problem jest oczywisty. Dla części firm – niewygodny.
Gdy podczas konferencji padło pytanie o współodpowiedzialność za uciążliwości zapachowe, przedstawiciel firmy Miki unikał jednoznacznej odpowiedzi. Zamiast tego odsyłał do dokumentów, ekspertyz i opinii sprzed kilku lat.
– Rybitwy to pojemne słowo – słyszeliśmy.
Nie padła jednak jasna odpowiedź, skąd dokładnie pochodzi zapach, który od lat zgłaszają mieszkańcy.
Jednocześnie przedsiębiorcy podkreślają liczbę kontroli i brak decyzji zamykających zakłady.
Miasto nie ukrywa, że właśnie uciążliwości środowiskowe są jednym z powodów planowanych zmian.
– Chcemy, by działalność gospodarcza była nowoczesna i możliwie najmniej konfliktowa społecznie – mówi Mazur.
Deweloperzy w tle
Najcięższy zarzut pada jednak wprost: według protestujących wiceprezydent Mazur działa w interesie deweloperów.
– To kolejny wiceprezydent lobby deweloperskiego w Krakowie – mówił prezes KZN Bieżanów.
Mazur odpowiada bez ogródek.
– To teza nieprawdziwa. To ja wstrzymałem wydawanie pozwoleń na budowę mieszkań, dopóki nie powstał masterplan. Inwestorzy byli z tego bardzo niezadowoleni – podkreśla.
W jego wersji dokument ma właśnie ograniczać samowolną zabudowę, a nie ją napędzać.
– Stawiamy twarde warunki: niska intensywność zabudowy, duży udział zieleni, infrastruktura finansowana przez inwestorów, szkoły, drogi. Najpierw miasto, potem mieszkania – deklaruje.