„Rynek Główny to show, Mały Rynek to spotkanie”. Dwa świąteczne jarmarki w sercu miasta
Dwa jarmarki, jedna atmosfera – podobieństwa i różnice
W tym roku świąteczny Kraków ma dwa serca. Kilkadziesiąt metrów dzieli monumentalny Jarmark Bożonarodzeniowy na Rynku Głównym od kameralnego Kiermaszu Bożonarodzeniowego na Małym Rynku. Idea jest wspólna: świąteczna oprawa, stragany z jedzeniem i rękodziełem, muzyka. Różni je jednak skala, charakter i sposób opowiadania o tradycji.
Rynek Główny to klasyka gatunku. Jarmark organizowany przez Krakowską Kongregację Kupiecką działa tu od lat i przyciąga tłumy. Ponad sto kiosków handlowych, kupcy z kilku krajów, bogata oferta prezentów i gastronomii oraz rozbudowany program sceniczny tworzą widowisko, które dla wielu turystów jest obowiązkowym punktem wizyty w Krakowie. Nowością jest wenecka karuzela, która – jak mówią rodzice – „robi robotę”.
Mały Rynek z kolei debiutuje w tej roli. Kiermasz organizowany przez IMAGO stawia na rzemiosło, żywe dziedzictwo i bezpośredni kontakt z twórcami. Mniej straganów, więcej warsztatów, rozmów i wydarzeń edukacyjnych. To przestrzeń bardziej do zatrzymania się niż do „odhaczenia”.
– Tu jest jak w pocztówce – mówi Anna, 34-letnia turystka z Gdańska, stojąc z kubkiem grzanego wina na Rynku Głównym. – Dużo ludzi, głośno, drogo, ale dokładnie tego się spodziewałam. Przyjechałam po klimat – przyznaje.
Ceny wciąż kontrowersyjne
Ceny są tematem powracającym w niemal każdej rozmowie. Na Rynku Głównym za klasyczne jarmarczne dania trzeba zapłacić od kilkudziesięciu złotych. Choć organizatorzy przewidzieli zniżki dla posiadaczy Karty Krakowskiej, wiele osób i tak kręci głową.
– Dla mnie to raczej spacer niż jedzenie – śmieje się Marek, 62 lata, krakowianin z Krowodrzy. – Patrzę, słucham kolęd, dzieci jadą na karuzeli. Pajdę chleba wolę zrobić w domu – dodaje.
Na Małym Rynku opinie brzmią inaczej. – Jest ciszej, bardziej „po krakowsku” – ocenia Zofia, 27-letnia studentka historii sztuki z Tarnowa. – Można pogadać z szopkarzem, zobaczyć, jak powstają ozdoby. Mam wrażenie, że tu się coś tłumaczy, a nie tylko sprzedaje – zauważa.
Kiermasz przyciąga także rodziny. Warsztaty, animacje i spotkania z Mikołajem sprawiają, że dzieci nie są tu jedynie dodatkiem do zakupów. – Syn zrobił własną ozdobę i jest dumny jak paw– mówi Katarzyna, 41 lat, z Wieliczki.
Inna kobieta stojąca w kolejce po grzańca, przyznaje, że 25-procentowa zniżka na jedzenie „naprawdę robi różnicę”.
Oba wydarzenia łączy jedno: mimo narzekań na ceny, trudno oprzeć się świątecznej atmosferze. – Poszliśmy na oba i to był dobry wybór – podsumowuje Susanna, 45-letnia turystka z Kopenhagi.
W jej opinii, „Rynek Główny to show, Mały Rynek – spotkanie. Razem tworzą pełny obraz miasta”.
W tym sensie grudniowy Kraków nie każe wybierać. Raczej zaprasza, by przejść kilka kroków dalej i zobaczyć święta z dwóch perspektyw. Jednej głośnej i olśniewającej. Drugiej – spokojniejszej, bliższej ludziom.
***
A jakie są Wasze opinie na ich temat? Na relacje czekamy pod adresem: redakcja@lovekrakow.pl