Sąd w części unieważnił zapisy uchwały. Strefa czystego transportu zostaje
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie częściowo uwzględnił skargę wojewody na uchwałę w sprawie Strefy Czystego Transportu.
Najważniejsza decyzja dotyczy paragrafu zwalniającego osoby zameldowane w Krakowie. Sąd uznał, że nie można uzależniać zwolnień w SCT od formalnego zameldowania. Jeżeli ktoś faktycznie mieszka w Krakowie, to jest mieszkańcem gminy i nie można go gorzej lub lepiej traktować tylko dlatego, że nie ma meldunku. Miasto będzie musiało to przepisać na kryterium faktycznego zamieszkiwania, a nie administracyjnego wpisu.
Sąd zakwestionował zwolnienie tylko dla osób jadących do placówek finansowanych z NFZ. Uznano, że skoro działają też prywatne placówki medyczne, to pacjenci korzystający z nich nie mogą być gorzej traktowani. Innymi słowy: jeżeli ktoś jedzie do lekarza, to nie ma znaczenia, czy to NFZ czy prywatnie – uchwała musi to uwzględnić.
– Sąd nie unieważnił zwolnienia mieszkańców. Podważył jedynie kwestie meldunku, jako kryterium – podkreśla prezydent Krakowa Aleksander Miszalski w mediach społecznościowych.
Jednocześnie sąd oddalił skargę w pozostałym zakresie. Oznacza to, że zasadniczy kształt SCT – jej granice, obowiązujące normy emisji, system opłat dla kierowców spoza Krakowa oraz sam mechanizm funkcjonowania strefy – pozostają w mocy.
Wyrok nie jest prawomocny i może zostać zaskarżony do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Do czasu ewentualnego prawomocnego rozstrzygnięcia uchwała nadal obowiązuje, ale najbardziej kontrowersyjny element – bezterminowe uprzywilejowanie krakowian – został już zakwestionowany przez sąd administracyjny.
Uzasadnienie sądu
Sąd podkreślił, że samorząd nie może różnicować praw mieszkańców na podstawie formalnego zameldowania.
Jak wskazał skład orzekający, mieszkańcem gminy jest osoba, która faktycznie mieszka na jej terenie, a nie ta, która jedynie posiada meldunek. Z tego powodu rada miasta nie miała podstaw, by uzależniać przywileje w Strefie Czystego Transportu od posiadania meldunku w Krakowie.
Jednocześnie sąd zaznaczył, że nie ma kompetencji do poprawiania uchwały ani jej „naprawiania”. Może jedynie stwierdzić nieważność tych zapisów, które są niezgodne z prawem – i właśnie taką decyzję podjął w odniesieniu do części przepisów uprzywilejowujących krakowian.
WSA odniósł się także do zwolnień przewidzianych dla osób przyjeżdżających do Krakowa w związku z leczeniem.
Uchwała uzależniała takie zwolnienie od korzystania ze świadczeń finansowanych ze środków publicznych, czyli w praktyce w ramach NFZ. Zdaniem sądu nie było żadnych racjonalnych podstaw do takiego rozróżnienia.
Sędziowie zwrócili uwagę, że na rynku działają również prywatne placówki medyczne, które nie mają kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, a mimo to udzielają świadczeń zdrowotnych na porównywalnym poziomie. Nie ma więc powodu, by pacjent korzystający z prywatnej opieki był w gorszej sytuacji niż osoba leczona w ramach NFZ.
W ocenie sądu podmioty lecznicze – niezależnie od formy finansowania – dysponują odpowiednią infrastrukturą informatyczną, pozwalającą potwierdzić fakt i czas pobytu pacjenta w placówce.
Kwestie techniczne, w tym ochrona danych osobowych i wrażliwych, mogą być regulowane w umowach zawieranych z placówkami medycznymi, co nie stanowi przeszkody dla wprowadzenia równego systemu zwolnień.
WSA zaznaczył przy tym, że rada miasta działała w granicach ustawowego upoważnienia do ustanowienia strefy, jednak w części dotyczącej zwolnień i uprzywilejowania określonych grup przekroczyła granice dopuszczalnego zróżnicowania sytuacji prawnej użytkowników SCT.
Cztery skargi
W Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Krakowie trwała dziś rozprawa dotycząca uchwały Rady Miasta Krakowa w sprawie Strefy Czystego Transportu.
Skargi złożyli wojewoda małopolski oraz poseł Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Adamczyk. Po drugiej stronie postępowania występowali m.in. Krakowski Alarm Smogowy oraz Fundacja Frank Bold, które bronią legalności uchwały.
Wojewoda: naruszono konstytucję i zasadę proporcjonalności
W imieniu wojewody głos zabrał Mirosław Chrapusta, dyrektor Wydziału Prawnego i Nadzoru Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego.
– Ograniczając prawa obywateli, nie można naruszać ich istoty. Druga zasada to zasada równości wobec prawa. Nie można nikogo dyskryminować z jakiegokolwiek powodu – mówił Chrapusta.
Podkreślał, że uzasadnienie uchwały nie spełnia wymogów prawa.
– Uzasadnienie uchwały budzi istotne wątpliwości. Jest deficyt merytorycznej refleksji. Nie wskazano fundamentalnych przepisów do wprowadzenia strefy – zaznaczał.
Zdaniem wojewody rada miasta nie wykazała, że SCT była konieczna w takich granicach i w takiej formule. – Trzeba było uzasadnić, że wprowadzenie było konieczne właśnie w tych granicach i z tymi zasadami – mówił Chrapusta.
Spór o dane GIOŚ
Przedstawiciel wojewody odniósł się również do raportów o jakości powietrza.
– Przywołano badania sprzed lat. O Krakowie powiedziano w nich tylko tyle, że jest miastem istotnie zanieczyszczonym – mówił.
Wskazywał, że raport GIOŚ pokazuje przekroczenia w jednym punkcie pomiarowym.
– Przekroczenie dotyczy jednego miejsca i obejmuje obszar o długości około 300 metrów. W raporcie jest też mowa o poprawie jakości powietrza – zaznaczył.
„Dyskryminacja kierowców spoza Krakowa”
Jednym z głównych zarzutów wojewody było zróżnicowanie sytuacji kierowców.
– Presja na wymianę pojazdów nie dotyczy wszystkich, tylko mieszkańców spoza Krakowa – mówił Chrapusta.
W jego ocenie niezależnie od tego, kto jest właścicielem samochodu, jego wpływ na środowisko jest taki sam.
– Jeśli już różnicujemy, to nie krakowian i nie-krakowian, ale mieszkańców strefy i pozostałych – podkreślał.
Poseł Adamczyk: uchwała ogranicza wykonywanie mandatu
Na rozprawie wystąpił również poseł PiS Andrzej Adamczyk, który złożył własną skargę na uchwałę. – Doszło do naruszenia zasady niedyskryminacji – mówił.
Podkreślał, że od 2005 roku wykonuje mandat poselski w Krakowie, a oba jego biura znajdują się na terenie SCT.
– Uchwała naruszyła moje możliwości kontaktu z wyborcami i przedstawicielami instytucji – wskazywał.
Jak argumentował, jako poseł musi uczestniczyć w sesjach rady miasta, sejmiku województwa, konferencjach i spotkaniach publicznych, a jego samochód z 2013 roku nie spełnia wymogów SCT.
Krakowski Alarm Smogowy: chodzi o zdrowie i życie
Po drugiej stronie sporu głos zabrał Andrzej Guła, współzałożyciel Krakowskiego Alarmu Smogowego.
– Fundamentalna kwestia jest taka: strefa jest po to, żeby chronić zdrowie i życie krakowian – mówił.
Jak podkreślał, istnieje szeroki dorobek naukowy potwierdzający wpływ zanieczyszczeń komunikacyjnych na zdrowie.
– W dni, kiedy mamy wysokie stężenie dwutlenku azotu, rośnie liczba osób zgłaszających się z problemami zdrowotnymi. Mamy też badania pokazujące wpływ zanieczyszczeń na rozwój dzieci – mówił Guła.
Zwracał uwagę, że nowe normy jakości powietrza są wciąż wyższe niż poziomy rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia.
– WHO mówi o 10 mikrogramach na metr sześcienny jako poziomie akceptowalnym. Akceptowalnym, bo nie istnieje coś takiego jak poziom bezpieczny – podkreślał.
Frank Bold: państwo musi spełnić nowe normy
Uchwały broniła również Fundacja Frank Bold.
– Celem jest ograniczanie negatywnego wpływu na zdrowie. Obecne limity nie odpowiadają obecnej wiedzy o skutkach zdrowotnych. To wytyczne WHO są aktualnym punktem odniesienia – wskazywał jej przedstawiciel.
Fundacja przypominała, że państwa członkowskie Unii Europejskiej mają obowiązek osiągnąć nowe poziomy jakości powietrza do 30 stycznia 2030 roku.
– Mamy tylko cztery lata. Oczywiste jest, że nie da się tego zrobić w kilka miesięcy. To proces na lata – podkreślano.
Odnosząc się do skargi posła Adamczyka, przedstawiciel fundacji wskazywał, że spełnienie norm SCT nie wymaga zakupu nowego auta.
– Poseł może korzystać nawet z 20-letniego samochodu, jeśli spełnia normy – mówił.
Jak dodawał, spór dotyczy zderzenia dwóch wartości.
– Po jednej stronie jest zdrowie ludzi, w tym dzieci i osób starszych. Po drugiej – ograniczenie poruszania się niektórymi pojazdami na części miasta. To nie jest rażący zamach na wolność. To nie wolność w rozumieniu konstytucji, tylko samowola – argumentował.
Miasto się broni
Przedstawicielka Urzędu Miasta Krakowa przekonywała przed sądem, że uchwała o Strefie Czystego Transportu została przygotowana w oparciu o obowiązujące przepisy i nie narusza interesów gmin ościennych.
Jak podkreślała, miasto nie zgadza się z tezą, że wprowadzenie SCT narusza prawa Skawiny lub innych samorządów sąsiadujących z Krakowem.
W odpowiedzi na zarzut dotyczący granic strefy wskazywała, że orzecznictwo sądów administracyjnych nie kwestionuje samej możliwości objęcia SCT dużych obszarów.
– Naczelny Sąd Administracyjny nie zakwestionował kwestii granic. Można byłoby ustanowić strefę również na terenie całego miasta – argumentowała.
Miasto odniosło się również do zarzutów o nierówne traktowanie użytkowników dróg. Jak tłumaczyła pełnomocniczka Krakowa, różnicowanie sytuacji mieszkańców i osób spoza miasta nie jest sprzeczne z prawem.
– Każda rada gminy dba o swoich mieszkańców. Dlatego zdecydowano się na takie, a nie inne zapisy. To, że uprzywilejowani są mieszkańcy jednej gminy, nie jest w systemie samorządowym niczym wyjątkowym – mówiła.
Odnosząc się do zarzutu niewystarczających podstaw merytorycznych uchwały, przedstawicielka miasta podkreśliła, że przepisy nie precyzują, z jakich czujników ani z jakiego obszaru muszą pochodzić dane wykorzystywane do oceny jakości powietrza.
– Żaden przepis nie wskazuje, z jakiego obszaru i jakich czujników mają pochodzić te dane – zaznaczyła.
Dodała, że w raportach Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska dane z czujników stanowią punkt wyjścia do dalszych analiz.
– Jeśli wczytamy się w raporty GIOŚ, dane z czujników to są dane wyjściowe. Są podstawą do modelowania matematycznego – wyjaśniała, wskazując, że to właśnie takie modele służą do oceny skali problemu i podejmowania decyzji administracyjnych.