Artykuł sponsorowany

SCT - to odpowiedź na konkretny problem zdrowotny i na nadchodzące zmiany w prawie europejskim

Kraków ma już za sobą jedną z najtrudniejszych lekcji walki o czyste powietrze. Po wprowadzeniu w 2019 roku zakazu spalania węgla i drewna liczba dni smogowych wyraźnie spadła, a mieszkańcy realnie odczuli poprawę jakości życia. To jednak nie oznaczało końca problemów. W powietrzu pozostał związek chemiczny, który dziś jest jednym z największych wyzwań zdrowotnych miasta. Chodzi o dwutlenek azotu, czyli NO₂, pochodzący głównie z ruchu samochodowego.

Najnowsze pomiary wykonane jesienią 2025 roku pokazują, że problem nie jest marginalny. W żadnej z 46 badanych lokalizacji w Krakowie stężenia NO₂ nie spełniły zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, która za bezpieczny uznaje poziom 10 µg/m³ w ujęciu średniorocznym. W zdecydowanej większości punktów przekroczone zostały również nowe normy europejskie, które w najbliższych latach będą obowiązywać także w Polsce. Co piąte miejsce pomiarowe notowało stężenia wyższe niż obecnie dopuszczalne limity.

To dane, które trudno zignorować. Tym bardziej że są one spójne z wcześniejszymi badaniami i raportami, m.in. Generalnej Inspekcji Ochrony Środowiska. Od lat stacja pomiarowa przy al. Krasińskiego pokazuje, że normy dla dwutlenku azotu są tam przekraczane regularnie, a głównym źródłem problemu pozostaje intensywny ruch samochodowy. Szacunki wskazują, że transport drogowy odpowiada nawet za 75–85 procent emisji NO₂ w mieście.

Wyjątkowo czytelnym przykładem jest Most Grunwaldzki. Gdy ruch odbywał się tam bez ograniczeń, stężenia dwutlenku azotu sięgały blisko 40 µg/m³. W czasie remontu i wyłączenia mostu z ruchu samochodowego poziom NO₂ spadł do około 14 µg/m³, mimo obecności ciężkiego sprzętu budowlanego. To jedno z najmocniejszych potwierdzeń bezpośredniego związku między ruchem aut a jakością powietrza.

Dlaczego to tak istotne? Dwutlenek azotu nie jest tylko problemem statystycznym. Jego podwyższone stężenia realnie wpływają na zdrowie mieszkańców. Zwiększają ryzyko astmy, alergii, chorób układu oddechowego i krążenia. Badania prowadzone na Uniwersytecie Jagiellońskim pokazały również, że w dni z wysokimi poziomami NO₂ dzieci osiągają gorsze wyniki w testach poznawczych, co oznacza problemy z koncentracją i przetwarzaniem informacji. To już nie jest kwestia komfortu, lecz długofalowych konsekwencji zdrowotnych i społecznych.

W tym kontekście Strefa Czystego Transportu, która w Krakowie obowiązuje już od miesiąca, nie jest eksperymentem ani działaniem symbolicznym. To odpowiedź na konkretny problem zdrowotny i na nadchodzące zmiany w prawie europejskim. Nowe normy jakości powietrza obniżają dopuszczalne stężenia tlenków azotu o połowę, zbliżając je do poziomów uznawanych za bezpieczne przez WHO. Miasta, które nie zaczną działać odpowiednio wcześnie, będą musiały w przyszłości nadrabiać zaległości w pośpiechu i pod presją.

Analizy prowadzone w ramach projektu CARES pokazują, że SCT może doprowadzić do spadku emisji tlenków azotu w Krakowie o kilkadziesiąt procent. To oznacza realną poprawę warunków życia dla dziesiątek tysięcy osób mieszkających przy ruchliwych ulicach, lepsze środowisko rozwoju dla dzieci uczących się w szkołach zlokalizowanych przy głównych arteriach i mniejsze ryzyko zdrowotne dla seniorów.

Warto też pamiętać, że Kraków nie idzie tą drogą samotnie. Strefy czystego transportu funkcjonują już w ponad 300 europejskich miastach, a pierwsza z nich powstała w Sztokholmie jeszcze w 1996 roku.

Po ogromnym wysiłku, jaki mieszkańcy Krakowa włożyli w likwidację ponad 45 tysięcy kopciuchów, miasto stoi dziś przed kolejnym etapem walki o czyste powietrze. Tym razem dotyczy on transportu drogowego i tlenków azotu. Strefa Czystego Transportu jest narzędziem sprawdzonym i opartym na danych. Jej celem nie jest ograniczanie mobilności, lecz ochrona zdrowia i jakości życia w mieście, które już nieraz udowodniło, że potrafi skutecznie zmieniać się na lepsze.