Słabe nagłośnienie i kiepska organizacja - Sylwester na Rynku Głównym

Sylwester na Rynku Głównym za nami. Jeszcze zanim się rozpoczął, miałem spore wątpliwości związane z tym wydarzeniem, które niestety potwierdziły się w jego trakcie. Zapraszam do lektury szczegółowej analizy imprezy sylwestrowej w Krakowie.

Jeszcze przed Sylwestrem na łamach LoveKraków.pl poddałem pod wątpliwość jakość artystyczną imprezy organizowanej przez TVN, gminę miejską Kraków i Krakowskie Biuro Festiwalowe. Moje obawy potwierdzili też czytelnicy – w przeprowadzonej sondzie tylko 118 osób (16,1%) jednoznacznie pozytywnie wyraziło się o programie Sylwestra na Rynku Głównym, ponad dwa razy więcej ankietowanych było niezadowolonych (257 osób, czyli 35%). Najwięcej było głosów pośrednich – prawie 47% biorących udział w ankiecie wybrało opcję "ważne, że w ogóle jest" lub "może być".

Niestety, postawiona przeze mnie w tamtym artykule teza potwierdziła się – przynajmniej w przypadku artystów, których miałem okazję zobaczyć przez niewiele ponad godzinę, gdy przebywałem na terenie imprezy. Okazało się, że Future Folk to siódma woda po Gooralu, wokalista Lady Pank zapomniał zabrać ze sobą głosu, a Czesław Mozil w niczym nie przypomina już niestety prawdziwego artysty, którym był u zarania polskiej kariery parę lat temu. Bodaj najciekawiej wypadła nieco już zapomniana Natalia Kukulska, która zaskoczyła silną, czystą barwą głosu, a także Feel, którego przyzwoite wykonanie coveru Guns N'Roses przypadło mi do gustu. Nie zauważyłem, by ktokolwiek śpiewał z playbacku, co jest niewątpliwym plusem. Ciężko mi za to ocenić prowadzących imprezę, bo ani ich za bardzo nie widziałem, ani nie słyszałem (o czym za chwilę).

Ponad godzinny pobyt tam wystarczył, by szczegółowo zaobserwować, jak przebiega organizacja imprezy. Niestety, porównania z polską czołówką festiwali muzycznych, którymi TVN częstował na konferencji prasowej w listopadzie, skończyły się już na wejściu – na źle oznakowane bramki napierał dziki tłum niedoinformowanych ludzi (niektórych pod wpływem alkoholu). Tego problemu można było po części uniknąć, wystarczyło nad wejściami zaznaczyć, że np. w tym miejscu ruch odbywa się tylko w jedną stronę. Sprawnie przebiegało za to przeszukiwanie wchodzących (na teren imprezy nie wolno było wnosić szkła), choć i w tym miejscu odnotowuję spory zgrzyt – zostałem szczegółowo "obmacany" przez panią ochroniarkę, mimo iż przepisy wyraźnie stanowią: przeszukiwać może tylko osoba tej samej płci. Akurat mi to specjalnie nie przeszkadza, ale inne osoby mogły się poczuć tym procederem dotknięte.

Mottem przewodnim imprezy było hasło "Kraków – miasto żywiołów". Multimedialna scena zmieniała więc wystrój tak, by pasował on do danych części poświęconych czterem żywiołom. Niestety, wizualizacje pozostawiały sporo do życzenia. Domyślam się, że ich prostota była wymuszona przez transmisję telewizyjną – na ekranie telewizora trudno byłoby dostrzec skomplikowane obrazy. Niestety, TVN zdecydował, że właśnie te proste wizualizacje będą dominowały nad obrazem z kamer ze sceny. Tym sposobem przez większą część występów jedynie najwyższe jednostki oraz publiczność zgromadzona blisko sceny miała szansę zobaczyć, co aktualnie się na niej dzieje. Ci stojący w większej odległości mogli się tego tylko domyślać.

Tym bardziej, że nagłośnienie pozostawiało sporo do życzenia. O ile można zrozumieć to, że muzyka nie mogła przekraczać pewnego poziomu głośności (ze względu na zabytkową zabudowę Rynku było po prostu cicho), o tyle fakt, iż niekiedy kompletnie nie było słychać prowadzących, a brzmienie muzyki było totalnie płaskie i przebasowione, jest nie do przyjęcia. Organizatorzy chwalili się "najlepszym sprzętem nagłośnieniowym w Polsce". Być może nie wiedzieli, że dobre głośniki nie wystarczą – do obsługi nagłośnienia potrzebni są wykwalifikowani akustycy, którzy uwzględnią ograniczenia lokalizacyjno-techniczne tak specyficznego miejsca, jakim jest Rynek Główny.

To jednak pestka w porównaniu z tym, co działo się po drugiej stronie Sukiennic. Rozstawiono tam telebim z transmisją, ale zapomniano postawić głośnik. A szkoda, bo między kościółkiem św. Wojciecha a pomnikiem Adama Mickiewicza wywiązała się alternatywna impreza (głównie polegająca na piciu alkoholu i jedzeniu produktów zakupionych w stojących tam kramach), która aż prosiła się o muzyczną oprawę.

Organizatorzy szacują, że w imprezie sylwestrowej wzięło udział około 20 tysięcy osób. Skoro z miejskiej kasy przeznaczono na ten cel 2 miliony złotych (3 miliony zapewnił TVN i sponsorzy), rachunek jest prosty – udział jednej osoby w Sylwestrze na Rynku Głównym kosztował miasto 100zł. Pytanie, ile uczestników zapłaciłoby taką kwotę za bilet na tę imprezę, pozostanie bez odpowiedzi. Pewne jest jedno - w komentarzach na Facebooku nie zostawiliście na TVN-owskim Sylwestrze suchej nitki.

***

Następnego dnia wieczorem, gdy przechodziłem przez Rynek Główny, zaobserwowałem, że płyta jest już wysprzątana, za co służbom sprzątającym należy się uznanie. Jednym słowem, miasto wywiązało się ze swojej roli, bo też dobrze zabezpieczyło imprezę – na jej terenie policja nie odnotowała żadnego incydentu, sporo razy interweniować za to musiało pogotowie ratunkowe, które podstawiło na rynek pięć karetek. Sprawnie funkcjonowała też komunikacja miejska – w godzinach szczytu (już po północy) autobusy i tramwaje nocne kursowały w krótkich odstępach czasowych, wzmocniono też przepustowość taboru.

fot. Lykografia.pl