Słaby bój na dole tabeli. Cracovia z kolejnym remisem
Kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Kałuży długo musieli czekać na gole. Pierwsze trafienie padło dopiero w 81. minucie. Kiedy gospodarze chcieli pójść za ciosem i strzelić drugą bramkę, tuż przed końcowym gwizdkiem Bruk-Bet Termalica Nieciecza zdołał doprowadzić do wyrównania.
W tabeli ekstraklasy z kolejki na kolejkę robi się coraz ciaśniej. Fakt, że w czołówce jest ścisk, wcale nie oznacza, że na dole nic się nie dzieje. Cracovię z jej sobotnim rywalem przed 14. serią spotkań dzielił tylko punkt, więc mecz ten miał rangę spotkania o sześć punktów. Jednak jakość widowiska mocno rozczarowała.
Groźni ze stałych fragmentów
Pasy od początku próbowały zagrać pressingiem i zdominować rywala. W trakcie pierwszej połowy gospodarzom udawało się kontrolować grę w środku pola, jednak akcji ofensywnych było jak na lekarstwo i jeśli już udało się zagrozić bramce strzeżonej przez Jana Muchę, to najczęściej było to po stałym fragmencie. Najgroźniejszą sytuację Cracovia miała tuż przed przerwą. Po rzucie wolnym piłka trafiła do Jakuba Wójcickiego. Ten jednak trafił nieczysto i futbolówka opuściła plac gry.
Piłkarze Bruk-Betu odpowiadali szybkimi atakami, ale oni również nie błyszczeli w ataku. Dużą zasługę miała w tym defensywa gospodarzy, w której zgodnie z zapowiedziami trener Michał Probierz nie mieszał. Akcje Romana Gergela wielokrotnie kończyły się na Lennardzie Sowahu. Więcej szczęścia miał Szymon Pawłowski, jednak po jego zagraniach również niewiele się działo pod bramką Grzegorza Sandomierskiego. Na kilkadziesiąt sekund przed przerwą dośrodkowanie Pawłowskiego skutecznie zablokował Piotr Malarczyk.
Chwilowy zryw
Goście drugą połowę rozpoczęli aż z dwoma zmianami. Boisko opuścił Roman Gergel i Vitalijs Maksimenko. Trener Michał Probierz postanowił personalnie nic nie zmieniać. Cracovia jednak wyszła na kolejne 45 minut bardzo wysoko ustawiona. Na sytuacje z obu stron nie trzeba było długo czekać. Wpierw Patrik Misak znakomicie obsłużył Łukasza Piątka. Gracz z Niecieczy posłał jednak piłkę nad poprzeczką. Cracovia odpowiedziała trafieniem w słupek po rzucie rożnym. Niecelną próbę zaliczył Michał Helik.
Kolejny kwadrans znów przypominał to, co działo się w pierwszej połowie z niewielką optyczną przewagą gospodarzy. Było dużo gry w środku pola z nieczęstymi wyjściami pod pole karne przeciwnika. Nieco świeżości wnieśli na boisko David Guba i Mateusz Szczepaniak. Obaj mogli zaliczyć wejście smoka. W 75. minucie Słowak dopadł do piłki, zbiegł w pole karne, ale źle przymierzył, bo trafił wprost w interweniującego Grzegorza Sandomierskiego. Kilkanaście sekund później gracz Pasów, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku, uderzeniem z dystansu posłał piłkę tuż obok bramki.
Skuteczny obrońca
Cracovia zmusiła Bruk-Bet do obrony, co w którymś momencie mogło spowodować, że gościom powinie się noga. Błąd w bramce popełnił Jan Mucha, dzięki czemu Michał Helik w 81. minucie mógł cieszyć się z gola. Obrońcę krakowian podaniem na piąty metr obsłużył Szymon Drewniak. Dla Helika to czwarta bramka w sezonie. Więcej trafień na swoim koncie w drużynie Pasów ma tylko Krzysztof Piątek (6).
Znów remis
Gospodarze chcieli pójść za ciosem i szukali drugiego gola. Nic jednak nie wpadło już do bramki Bruk-Betu. Swoją okazję w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry mieli natomiast goście. Wpierw Łukasz Piątek ustrzelił słupek, po czym zakotłowało się w polu karnym Cracovii. Do piłki dopadł Vlastimir Jovanović. Silny strzał po ziemi próbował wybronić jeszcze Michał Helik, jednak nie zdołał on ustrzec swojego zespołu przed utratą gola, a zarazem prowadzenia.
Cracovia – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:1 (0:0)
Bramki: Helik (81.) - Jovanović (90.)
Cracovia: Sandomierski – Fink, Malarczyk, Helik, Sowah – Covilo (75. Szczepaiak), Drewniak – Wójcicki (80. Wdowiak), Hernandez, Mihalik (66. Zenjov) – K. Piątek.
Bruk-Bet: Mucha – Szeliga, Putiwcew, Maksimenko (46. Śpiączka), Miković – Kupczak, Jovanović – Pawłowski (74. Guba), Ł. Piątek, Gergel (46. Stefanik) – Misak.
Żółte kartki: Malarczyk – Maksimenko, Misak, Guba.
Sędziował Zbigniew Dobrynin (Łódź).