Sławomir Ptaszkiewicz: Kraków ma problemy jak ponad 100 lat temu [Rozmowa]
Dlaczego zdecydował się opuścić Platformę Obywatelską? Kto okłamuje Jacka Majchrowskiego? Czy będzie ubiegać się o fotel prezydenta? Co sądzi o Jarosławie Gowinie? – na te oraz inne pytania odpowiada w rozmowie z Patrykiem Salamonem, Sławomir Ptaszkiewicz, radny który zdecydował się na odejście z partii Donalda Tuska.
Patryk Salamon: Opuścił Pan klub radnych PO, a także partię. Co się takiego wydarzyło, że podjął Pan decyzję o odejściu?
Sławomir Ptaszkiewicz, radny i prezes Korporacji Samorządowej im. Dietla: Są trzy podstawowe powody. Po pierwsze, nie odpowiada mi nakreślony przez Platformę kierunek polityczny. Zawarliśmy koalicję z prezydentem, ale nie realizujemy priorytetów, które są w programie partii.
Po drugie, Miasto jest zamknięte na biznes, czego przykładem jest Nowa Huta Przyszłości, która była strategicznym projektem PO, zainicjonowanym przeze mnie. Widzę szereg zaniedbań w realizacji zadania. Zrobiliśmy konkurs urbanistyczny i od roku nic się nie dzieje w tym temacie. W tym samym czasie firmy takie jak BMW i Volkswagen podejmują decyzję o lokalizacji swoich fabryk, a my, jako Miasto, nie oferujemy niczego.
Kolejnym elementem, który zdecydował o tym, że odszedłem z Platformy Obywatelskiej, to brak wiedzy o finansach miasta. Mówimy, że większość rzeczy nie możemy realizować, bo nie mamy na to pieniędzy i generalnie przez cały rok słyszymy takie opowieści. Tylko dwa razy w przeciągu roku dostajemy inne komunikaty. Pierwszy okres, to uchwalanie budżetu, a drugi to podejmowanie decyzji o udzieleniu absolutorium. Wtedy radni powtarzają, że wszystko jest w porządku.
Przy okazji uchwalania budżetu oraz udzielania absolutorium radni kłamią?
Głoszą, że dobrze dzieje się w kwestii finansów miasta, bo to jest wygodny argument na zbycie problemu. Nikt nie ma odwagi, żeby sięgnąć po informacje i sprawdzić, które elementy są stare i zardzewiałe. Dużą część wydatków przeznaczamy na archaiczne konstrukcje, które się nie sprawdzają – a my ciągle dosypujemy do nich pieniędzy. To tylko zamalowywanie problemów. Wszystko wraca do nas jak bumerang.
Jako radni nie potrafimy podejmować problemów we właściwy sposób. Podczas ostatniej sesji radni zablokowali moją uchwałę na temat debaty publicznej poświęconej bezpieczeństwu w Krakowie. Chciałem, żebyśmy na poważnie zdiagnozowali problem z udziałem mieszkańców, bo tylko wtedy mamy szansę, aby go rozwiązać, a nie zwoływać konferencje prasowe i zwiększać wydatki na funkcjonariuszy o kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Nieefektywne zarządzanie i uciekanie od rozwiązywania problemów oznacza niebranie odpowiedzialności za miasto.
Co się Panu nie podobało w koalicji Jacka Majchrowskiego z Platformą Obywatelską? Czy tylko to, że dość łagodnie partia przeszła z porozumienia programowego na klasyczną koalicję personalną, włącznie z obsadzaniem spółek miejskich swoimi ludźmi?
Liczę, że moje wyjście będzie elementem dodającym odwagę, aby wyrwać się z tego niewygodnego dla wszystkich uścisku. Liczba zawieranych przez radnych kompromisów z prezydentem oraz ukłonów Jacka Majchrowskiego wobec Radnych jest tak wielka, że nikt nie zauważa rzeczywistego obrazu miasta. Toniemy w masie wzajemnych drobnych zobowiązań.
Moim zdaniem prezydent jest okłamywany w wielu obszarach. Najlepszym przykładem są miejskie inwestycje. Wydłużają się po raz kolejny terminy, wzrastają budżety. Jesteśmy zaskakiwani w ostatniej chwili zmianami finansowymi.
Prezydent nie panuje nad rzeczami dziejącymi się w Krakowie?
Jacek Majchrowski albo nie ma wiedzy, albo brakuje mu ludzi, którzy profesjonalnie potrafią zidentyfikować temat i nim zarządzać. Albo jesteśmy okłamywani celowo, albo w wyniku niekompetencji urzędników. Musimy w końcu dojść do prawdy. Nie możemy pozwalać, żeby przy kolejnych inwestycjach przekraczano założone budżety, nie dotrzymywano terminów.
Hala w Czyżynach to inwestycja źle realizowana?
Radni zostali podstawieni pod ścianą. Musieli zdecydować, że inwestycja będzie miała zapewnione większe dofinansowanie. Kilka miesięcy temu inwestor zapewniał nas, że potrzeba tylko 12 mln złotych, dziś, po zmianie zarządu w Agencji Rozwoju Miasta, okazuje się, że potrzebujemy ponad 40 milionów złotych.
ARM informuje nas, że podrożały technologie, jednak sytuacja na rynku wskazuje, że wszystko potaniało, więc ktoś mija się z prawdą. Są rzeczy, które ze sobą nie współgrają. Nie znamy prawdy. Mieszkańcy nie znają prawdy, my radni nie znamy prawdy!
Jakie są Pana plany polityczne? Planuje Pan powołać klub w Radzie Miasta Krakowa?
Aby tworzyć trwałą zmianę potrzeba 20 procent w Radzie Miasta, czyli 8-9 radnych, którzy zechcą zmieniać Kraków. Jestem przekonany, że na sali obrad są osoby, dla których wartości, dobro wspólne, zaangażowanie, sposób patrzenia na miasto jako całość, a nie tylko przez pryzmat dzielnicy, to priorytety.
Mam nadzieję, że znajdą się radni, którzy mają odwagę wyrwać się z różnego rodzaju zależności. Trzeba zerwać z przeszłością i nie obawiać się przyszłości. Myślę, że mieszkańcy nas docenią i nagrodzą za bieżącą pracę w nadchodzących wyborach. Ci, którzy tkwią w przeszłości giną i zaczynają się cofać. Ci, którzy myślą tylko o przyszłości, a nie rozwiązują dzisiejszych problemów, również giną i nie osiągają celów. Mam nadzieję, że Radni tę teraźniejszość dostrzegają i podejmą wyzwanie.
Kto może do Pana dołączyć? Będą to radni z PO, PiS czy może dwójka radnych niezależnych?
Widzę osoby z różnych klubów, które potrzebują jakiejś inspiracji. Chciałbym, żeby motywacją była nowa marka. Liczę, że uda mi się stworzyć klub z dziewięciu osób.
Myśli Pan nad utworzeniem własnej listy na wybory samorządowe?
Jeśli klub będzie osiągać dobre efekty, to się zdecydujemy na listę wyborczą. Mamy pieniądze, zbudujemy dobrą organizację, będziemy mogli się pochwalić dobrymi rezultatami – wierzę, że uda nam się tego dokonać.
Jak może nazywać się ugrupowanie?
Klub im. Józefa Dietla. Aktualnie mamy problemy, z którymi nasi poprzednicy musieli radzić sobie ponad sto lat temu. Dziś Kraków trzeba posprzątać, wyczyścić. W pierwszej kolejności włodarze miasta muszą zająć się problemem braku bezpieczeństwa czy nieuporządkowaną przestrzenią publiczną.
Potrzebujemy odważnych decyzji, kiedy podejmujemy wyzwania dotyczące lokalizacji obiektów, które mają służyć mieszkańcom Krakowa na pokolenia. Takiej odwagi chciałbym również oczekiwać i chciałbym inspirować się za pośrednictwem Dietla. Oczekuję tego samego od kolegów radnych.
Rozważa Pan start w wyborach na prezydenta Krakowa?
To jest przedwcześnie, żeby o tym rozmawiać. Na razie próbujemy zbudować organizację.
Naprawdę nie rozważa Pan scenariusza prezydenckiego?
Podejmuję wyzwania, dlatego nie mówię nie. Jeszcze chwilę trzeba na to poczekać. Żeby podjąć wyzwanie prezydenckie, potrzeba trzech elementów: ludzi, którzy będą cię popierać, pomogą w działaniu; pieniędzy, żeby móc odważnie realizować wizje oraz idei. Cześć z tych zasobów mamy, ale czy to jest moment, że mieszkańcy potrzebują takiej osoby, są do tego przekonani, tego nie wiem. Nie chce robić tego na siłę.
Kogo widziałby Pan na stanowisku prezydenta?
Jarosława Gowina! On pokazuje, że ma odwagę pójść w innym niż wszyscy kierunku. Ma odwagę mówienia o prawdzie i problemach. Swoją postawą daje sygnał, że potrafi służyć ludziom. W tych wartościach jesteśmy spójni. Nasze fundamenty to: służebna postawa wobec ludzi, uczciwość, zaangażowanie, współpraca.