Śmieci dużo o nas mówią. Czasem zbyt dużo

Do czego mogą przydać się nasze dane osobowe, które dostaną się w niepowołane ręce? Na przykład do kradzieży pieniędzy z konta, rachunków do zapłacenia za pięciogwiazdkowy hotel czy kredytu na kilkaset tysięcy złotych. Tymczasem takie dane można znaleźć w odpadach. Dobitnym tego przykładem jest znalezienie ostatnio przez straż miejską kilogramów dokumentów firmowych na śmietniku w Nowej Hucie.

Niszczymy połowicznie

W ankiecie, która została przeprowadzona na potrzeby badania, połowa zapytanych stwierdziła, że starą i niepotrzebną dokumentację niszczy, np. targając papier. Oznacza to jednak, że niszczy ją tylko pozornie, bowiem z przedartych dokumentów łatwo odzyskać wszystkie informacje. Z kolei 9% badanych oświadczyło, że w całości wyrzuca dokumenty do kosza.

Podobnie jest w rzeczywistości wirtualnej. – Jedynie 37% badanych jest w nim całkowicie anonimowa, zaś ponad połowa (51%) udostępnia wszystkie swoje dane osobowe każdemu Internaucie, narażając się tym samym na wiele niebezpieczeństw związanych z kradzieżą tożsamości – mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak z biura prasowego GIODO.

Segregatory na śmietniku

Leżące dokumenty pod wiatą śmietnika w Nowej Hucie mogły zostać wykorzystane przez oszustów. Na szczęście przed nimi znalazła je straż miejska i przekazała policji. Trwa postępowanie wyjaśniające. Takich przypadków może być więcej. Z badań przeprowadzonych w warszawskim MPO wynika, że wśród makulatury pochodzącej z biur, aż 93% dokumentów nie było zniszczonych, z tego 87% to dokumenty prywatne.

– Szczegółowe analizy wykazały, że firmy wyrzucały na śmietnik dokumenty z danymi osobowymi klientów, ich imionami, nazwiskami, adresami i telefonami, a także listy płac, nazwy kontrahentów. Na śmietniku można też było znaleźć materiały zawierające dane finansowe, a także poufne informacje firmowe, takie jak korespondencja e-mailowa między pracownikami, składane oferty przetargowe, zamówienia, stany magazynowe – wylicza Małgorzata Kałużyńska-Jasak. Łącznie aż 84% przebadanych dokumentów było całkowicie identyfikowalnych i czytelnych, w tym aż 64% zawierało istotne dane, które mogły posłużyć złodziejom do kradzieży tożsamości.

Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania w Krakowie nie prowadzi badań tego, jakie dokumenty znajdują się w makulaturze. – Nie mamy danych, ale w przypadku większych ilości, które znajdziemy, wzywamy straż miejską. Zdarzają się faktury i dokumenty, ale nikt tego nie przegląda, bo nie ma na to czasu – mówi Piotr Odorczuk, rzecznik prasowy MPO.

Marek Anioł, rzecznik prasowy krakowskiej straży miejskiej, informuje, że interwencji związanych z dokumentami i danymi osobowymi jest bardzo mało. – Można policzyć je na palcach jednej ręki. Tak duża liczba dokumentów, którą znaleźliśmy w Nowej Hucie, została odkryta po raz pierwszy – mówi Anioł.

Chrońmy swoje dane

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych dr Wojciech Wiewiórowski przypomniał, że dokumenty papierowe należy starannie niszczyć oraz nie zapominać o tym, że równie te cyfrowe trzeba otoczyć ochroną. – To samo dotyczy PIN-ów, które są związane z konkretną osobą posiadającą dostęp do jakiegoś urządzenia czy karty płatniczej. Pamiętajmy, że udostępnianie PIN-ów, nawet najbliższym, może mieć niepożądane przez nas konsekwencje – przestrzegał dr Wojciech Wiewiórowski.