Śmierć młodej kobiety. W tle handel lekami. Trwa proces przed sądem
Była uzależniona od narkotyków
Był początek 2025 roku, kiedy oficer dyżurny policji otrzymał zgłoszenie o nagich zwłokach kobiety, które zostały odnalezione w bloku przy ulicy Brogi w Krakowie.
Znajdowały się w windzie.
Ostatecznie sprawa trafiła do krakowskiego sądu.
Miała zaledwie 27 lat
Na ławie oskarżonych zasiedli: Mateusz P. (rocznik 1999) oraz Lidia Ż. (rocznik 2000).
Dziewczyna, której ciało znaleziono w windzie, miała 27 lat. Prokuratura ustaliła, że była uzależniona od narkotyków i zmagała się z depresją.
W 2024 roku wyprowadziła się z domu rodzinnego i zamieszkała w Krakowie.
Znała się z oskarżonym Mateuszem P.
28 stycznia ubiegłego roku przyszła do niego w odwiedziny. Wspólnie przyjmowali środki odurzające, w tym m.in. morfinę.
Z ustaleń śledczych wynika, że 30 stycznia, w godzinach porannych, Mateusz zauważył, że 27-latka jest nieprzytomna. Nie wezwał jednak do niej lekarza:
Prokuratura twierdzi, że mężczyzna postanowił pozbyć się ciała 27-latki z mieszkania.
O pomoc poprosił Lidię Ż., która akurat zadzwoniła do niego, bo chciała kupić leki.
Dziewczyna ostatecznie przyjechała na ulicę Brogi. Z ustaleń śledczych wynika, że poszkodowana była nieprzytomna i charczała.
Mateusz i Lidia umieścili ją na krześle obrotowym, a następnie przenieśli do windy i tam pozostawili.
Przed sądem odpowiadają za nieudzielenie pomocy.
Podczas prowadzonego przez prokuraturę postępowania przygotowawczego Mateusz przyznał się do tego zarzutu.
Jak wyjaśniał, przestraszył się konsekwencji, że wraz z 27-latką zażywał narkotyki.
Gdy przebudził się 30 stycznia około północy, dziewczyna była fioletowa i zimna.
W trakcie posiedzenia aresztowego w sądzie mówił, że zażywała m.in. oksykontin oraz morfinę, które przyniosła ze sobą.
Kiedy zauważył, że przestała chrapać, próbował oblewać ją zimną wodą i resuscytować, ale nie przyniosło to skutku.
Lidia, przesłuchana w charakterze podejrzanej, nie przyznała się do zarzutu nieudzielenia pomocy.
Jak stwierdziła, pomogła wynieść 27-latkę z mieszkania, ponieważ uznała, że jeśli tego nie zrobi, to dziewczyna umrze.
Do sądu w kajdankach
W środę 6 maja odbyła się kolejna rozprawa, podczas której wyjaśnienia uzupełniające składał Mateusz P.
Na salę sądową został doprowadzony z aresztu, w kajdankach. Za kratkami, jak wyznał, przebywa już od 16 miesięcy.
W drugiej połowie maja ma się odbyć posiedzenie, na którym zapadnie decyzja, czy wobec oskarżonego dalej będzie stosowany areszt tymczasowy.
Podczas środowej rozprawy wyjaśnienia Mateusza P. nie dotyczyły głównego wątku sprawy.
Kolejny raz temat wróci na wokandę 10 czerwca.
Cztery dziewczyny straciły życie
Prokuratura twierdzi, że śmierć 27-latki ma związek z działalnością grupy przestępczej, która zajmowała się rozprowadzaniem leków na bazie opioidów oraz benzodiazepiny.
Z ustaleń śledczych wynika, że trafiały do młodych kobiet z problemami emocjonalnymi. Nie tylko decydowały się na zakup leków, ale niejednokrotnie były również wykorzystywane seksualnie. Prokuratura podaje, że cztery dziewczyny straciły życie.
Do sprawy będziemy jeszcze na naszych łamach powracać.