Smog. Miasto wywiązuje się z obietnicy
Z jednej strony pozytywne wieści płyną z magistratu – z 467 pieców węglowych w budynkach zarządzanych przez gminę zostały jedynie dwa. Z drugiej strony, radny Łukasz Wantuch twierdzi, że we wrześniu 2019 roku zostanie nam ok. 3 tys. pieców węglowych w prywatnych domach. Być może problem rozwiążą tylko radyklane działania.
Na początek dobra informacja. Miasto w tym roku pozbędzie się wszystkich pieców węglowych, które stanowiły źródło ogrzewania w budynkach zarządzanych przez ZBK. To efekt uchwały kierunkowej z 2015 roku, którą radni zobowiązali prezydenta do likwidacji nieekologicznych źródeł ogrzewania.
Jeszcze dwa lata temu w 100 budynkach miejskich kopciło blisko 500 pieców i kotłowi. W grudniu radni dostali informacje, że zostały jedynie dwie kotłownie, które z powodów formalnych nie mogły zostać zlikwidowane przed końcem roku 2018.
– Cieszę się, że miasto może się czymś pochwalić. Do września nie będziemy mieć żadnego budynku należącego do gminy, w którym są kotły węglowe. To sukces – komentuje wiceprzewodniczący rady miasta Łukasz Wantuch.
Problemy
Radość nie przesłania jednak radnemu rzeczywistości. – Zakładam, że we wrześniu tego roku wciąż w Krakowie będzie dymić około trzech tysięcy pieców (z około 5,7 tys., które zostały – przyp. red.) – stwierdza Wantuch.
Polityk nie poprzestaje jednak na czarnowidztwie. – Zgłosiłem do budżetu poprawkę na 100 tys. złotych. Te środki mają wystarczyć na powołanie specjalnego zespołu, który zajmie się tymi sprawami. Moim zdaniem w grę będą wchodziły przymusowe likwidacje pieców, oparte o wyroki sądowe – dodaje radny.
Łukasz Wantuch przypomina też, że wciąż jest czas na złożenie wniosku. Najubożsi nadal mogą liczyć na 100% dofinansowania na wymianę kotłów oraz na system wsparcia od miasta dotyczący rachunków za ogrzewanie.