Smutny stadion przy Kałuży, ale punkt Cracovia uratowała

Cracovia zremisowała z Ruchem Chorzów 1:1 w 6. kolejce Lotto Ekstraklasy. Tempo meczu przy pustych trybunach w pierwszej połowie było dobrym środkiem nasennym. Na szczęście po bramce Niebieskich w 44. minucie druga połowa przyniosła sporo emocji.

Wydarzenie: Cracovia przy Kałuży w tym sezonie ekstraklasy jeszcze nie przegrała. Po dwóch szczęśliwych zwycięstwach z Piastem Gliwice i Wisłą Kraków, teraz przyszedł czas na remis z Ruchem Chorzów. Jeden punkt Pasom zapewnił na nieco ponad pięć minut przed końcowym gwizdkiem Miroslav Covilo.

Bohater: Spotkanie toczyło się w dość nudnych okolicznościach - przy pustych trybunach i z małą ilością celnych strzałów. Do przerwy w tej statystyce było 1:1. Nieco ożywienia w samej końcówce pierwszej części wniósł Jakub Arak. Patryk Lipski dośrodkował piłkę z prawej strony, ta zahaczyła jeszcze o któregoś z graczy Niebieskich i szczęśliwie trafiła do Araka, który wykorzystał pierwszy celny strzał chorzowian. Bramka do szatni zwiastowała emocje w drugich 45 minutach. Sam Arak w drugiej części spotkania mógł dołożyć przynajmniej dwie bramki i zakończyć spotkanie z hat-trickiem na koncie.

Rozczarowanie: Cracovia w pierwszej połowie była stroną dominującą. Dłużej utrzymywała się przy piłce i próbowała zamknąć gości na ich połowie. Ta sztuka jej się skutecznie udawała, choć celnych strzałów było jak na lekarstwo. Niebiescy liczyli na kontry. Tuż przed końcowym gwizdkiem Jakub Arak skarcił piłkarzy Pasów golem do szatni. Szkoda dwóch sytuacji Erika Jendriska i Marcina Budzińskiego, bo gdyby uderzyli w piłkę bardziej precyzyjnie, to Cracovia na przerwę nie schodziłaby przy niekorzystnym wyniku.

Warto zwrócić uwagę: Stadion przy Kałuży świecił pustkami. Kibice z uwagi na race odpalone w ostatniej kolejce minionego sezonu nie mogli wejść na trybuny, by dopingować swoich piłkarzy. Nieobecność fanów rzutowała na jakość widowiska.

- Po słabej pierwszej połowie i bramce do szatni, druga część spotkania wreszcie przyniosła ciekawe akcje. W 54. minucie Piotr Ćwielong podawał do Araka. Piłka po uderzeniu napastnika Ruchu na milimetry minęła słupek. Cracovia szybko odpowiedziała, lecz futbolówka po strzale głową Miroslava Covili również przeleciała obok słupka. Obie strony wymieniały cios za cios.

- W 62. minucie Grzegorz Sandomierski ustrzegł swoją drużynę przed utratą bramki. Lipski przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i mocnym strzałem próbował pokonać bramkarza gospodarzy. Sandomierski zabłysnął dobrym instynktem. Chwilę później znów popisał się kapitalną interwencją.

- Na pięć minut przed końcem, to Ruch został skarcony za niewykorzystane sytuacje. Cracovia po dwóch zmarnowanych okazjach po rzutach wolnych, wreszcie zdołała pokonać Kamila Lecha. Strzelcem gola dla Pasów był nie kto inny jak Covilo, który na swoim koncie ma już 4 bramki i jest najlepszym strzelcem Pasów. Akcję bramkową zainicjowało dwóch zmienników. Sebastian Steblecki zagrał do Mateusza Wdowiaka, a ten z prawego skrzydła dośrodkował w pole karne. Najwyżej do piłki wyskoczył Serb, który zapewnił Pasom wyrównanie.

Cracovia – Ruch Chorzów 1:1 (0:1)

Bramki: Arak (44.) – Covilo (84.)

Cracovia: Sandomierski – Ferraresso (84. Steblecki), Polczak, Wołąkiewicz, Deleu – Covilo, Dimun (46. Vestenicky) – Szczepaniak, Budziński, Wójcicki (82. Wdowiak)– Jendrisek.

Ruch: Lech – Konczkowski, Grodzicki, Koj, Oleksy – Surma, Urbańczyk – Mazek (69. Moneta), Lipski, Ćwielong (90+4. Kowalczyk) – Arak (84. Nowak).

Żółte kartki: Dimun – Grodzicki, Koj, Oleksy.

Sędziował Paweł Gil (Lublin).