Spam na skrzynkach radnych. Sprawa trafiła do prokuratury
– Takie praktyki trzeba tępić – mówi radny Paweł Węgrzyn, komentując sprawę masowo wysyłanych e-maili z apelami o niegłosowanie za przyjęciem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru „Św. Jacka–Twardowskiego”. Sprawa trafiła do prokuratury.
Na urzędowe skrzynki radnych miejskich wysłano blisko 3,7 tysięcy e-maili o tej samej treści. Nie byłoby w tym nic dziwnego – to klasyczny rodzaj wywierania presji społecznej na władzach – gdyby nie fakt, że osoby, które dostały odpowiedź od radnych, były mocno zaskoczone całą sprawą i twierdziły, że nie wysyłały żadnych wiadomości.
Proceder przez przypadek odkryła radna Marta Patena. Odpisała na blisko 2,5 tysiąca wiadomości, z czego odpowiedzi przyszło 50. W tym te o treści, która jasno wskazywała, że posiadacz danego adresu nic o wysłanym apelu do radnej nie wiedział. Co jeszcze ciekawsze, e-maile wciąż spływają na skrzynki radnych, choć głosowanie nad projektem planu odbyło się w zeszłą środę.
Radny Paweł Węgrzyn, który jest kierownikiem studiów podyplomowych Społeczeństwo informacyjne, mówi wprost: mamy podejrzenia o popełnieniu przestępstwa. I to nie jednego. – Phishing, spam i spoofing – wymienia zabronione czynności radny. Przekładając to na „nasz” język, chodzi o wyłudzanie danych (np. adresów mailowych), zaśmiecanie i blokowane skrzynek pocztowych oraz ogólne naciąganie. – Przez to mamy zapchane skrzynki i na przykład zaproszenia na spotkania przychodzą z opóźnieniem, a wiele spraw od mieszkańców ginie – komentuje szef radnych PO Grzegorz Stawowy. Pojawia się też zarzut udostępnienia narzędzia, które masowo wysyłało wiadomości elektroniczne.
Inne tego typu narzędzia są zabezpieczone. Podpisywanie petycji bądź wysyłanie wiadomości do kilkunastu osób osłania się w ten sposób, że osoba, która wpisuje swojego e-maila musi jeszcze potwierdzić, że jest właścicielem danego adresu. W tym przypadku nawet nie trzeba było wpisywać poprawnego maila, a dowolną literę bądź cyfrę i już się wspierało apel.
– Wczoraj zostało złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa i teraz kwestią prokuratury jest co z tym zrobi. Ciąg dalszy zależy od niej. Trudno powiedzieć co będzie dalej. Po rozmowie z prokurator rejonową poprosiłem o nadzór z racji precenedsu, bo pierwszy raz sprawa dotyczy ciała politycznego i spraw internetowych – informuje przewodniczący rady miasta Bogusław Kośmider.
Kto jest winny?
– Ktoś inny oceni czy są to przestęptwa, bo ważna jest też intencja. Najważniejsze, abyśmy to zachowanie nazwali nagannym, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że gdybyśmy wciąż używali tradycyjnej poczty i ktoś sfałszowałby kilka tysięcy podpisów, to byłoby to naganne – twierdzi Węgrzyn.
Strona, dzięki której można było wysłać apel nie jest związana w widoczny sposób ze stroną zieloni.org, która należy do stowarzyszenia Zielony Zakrzówek. Jednak gdy się przyjrzymy widać, że w trakcie przeładowywania strony łączy się ona z serwerem zieloni.org. Tak, jak widać na zdjęciu poniżej. – Nie chcemy wskazywać, kto to zrobił, ale przedstawiciele Zielonego Zakrzówka sami na sesji przyznawali, że to oni stworzyli stronę z petycją – komentuje Stawowy.
Nie pierwszy raz
Radni dostają setki e-maili. Również takich masowych. Grzegorz Stawowy podał kilka przykładów, w których znalazły się wiadomości od osób sprzeciwiających się planowi zagospodarowania dla Błoń. – Odpisałem na wszystkie, nie przyszła żadna odpowiedź – mówi. Równie zastanawiające dla Stawowego były maile od „działkowiczów”. – Ci 70- i 80-letni działkowicze protestowali za pomocą internetu? – zapytał retorycznie. Inne niepokojące wiadomości już były jawnymi pogróżkami. W ich treści lokalni politycy mogli wczytać, że ktoś ich „wymorduje, a ich dzieci będą się palić w piekle”.
Jak mówi szef radnych PO, nie chodzi tutaj o same wiadomości, a o fałszowanie rzeczywistości. – To robi wrażenie, że blisko 4 tysiące osób jest za lub przeciwko czemuś – mówi Stawowy. – Realnie wpływa to na nasze decyzje – dodaje. – Może się to skończyć tym, że radni w ogóle nie będą używać skrzynek elektronicznych – przestrzega Paweł Węgrzyn.