Spór o koszenie trawników. Zaskakujące wyniki badań krakowskich naukowców
Kiedy myślimy o koszeniu trawników, przed oczami mamy zazwyczaj kwestie estetyczne – albo równo przycięty, zielony dywan, albo wysokie, dzikie łąki. Okazuje się jednak, że ta rutynowa czynność niesie za sobą konsekwencje, których nie widać gołym okiem.
Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego dowodzą, że częstotliwość używania kosiarki drastycznie zmienia skład chemiczny roślin, wpływając na całe miejskie ekosystemy.
Wyniki analiz przeprowadzonych na trawnikach przydrożnych w Krakowie i Katowicach zostały opublikowane w prestiżowym „Journal of Environmental Management”.
Badacze udowodnili, że koszenie to coś więcej niż zabieg pielęgnacyjny – to poważna ingerencja w biogeochemię miasta, czyli obieg pierwiastków między glebą, roślinami a zwierzętami.
Niewidzialna zmiana
Trawniki są fundamentem miejskich sieci pokarmowych. To, co dzieje się z roślinami, bezpośrednio uderza w organizmy roślinożerne oraz te, które rozkładają martwą materię organiczną.
Jak wyjaśnia współautor artykułu pt. „Mowing reshapes the multielement stoichiometry of aboveground plant matter: A lesson from two cities for urban lawn management”:
– To ważne, ponieważ rośliny tworzące trawniki są pokarmem dla wielu organizmów – od owadów żerujących na łodygach i liściach po mieszkańców gleby rozkładających martwą materię organiczną. Dla nich znaczenie ma nie tylko dostępność pokarmu, lecz także jego wartość odżywcza. Można ją ocenić na podstawie proporcji pierwiastków, takich jak węgiel, azot czy fosfor, obecnych w tkankach roślin – mówi dr Michał Filipiak z Wydziału Biologii UJ.
Chemiczny bilans kosiarki
Co dokładnie dzieje się w tkankach ściętych roślin? Częste koszenie (sześć razy w roku) powoduje drastyczne przesunięcia w proporcjach pierwiastków. Bilans tych zmian niesie za sobą zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki.
Przy częstym koszeniu w pędach roślin mocno wzrastało stężenie fosforu, potasu i magnezu. Rekordzistą okazał się sód – jego zawartość była prawie 10 razy wyższa niż na trawnikach koszonych tylko raz w roku. Dla wielu roślinożerców oznacza to pożywniejszy pokarm.
Częste strzyżenie trawy skutkowało spadkiem stężenia metali ciężkich, w tym trującego ołowiu. Dzięki temu mniej zanieczyszczeń przenika w głąb łańcucha pokarmowego.
Z drugiej strony, kosiarki doprowadzały do obniżenia zawartości pierwiastków kluczowych dla zdrowia i rozwoju zwierząt, takich jak żelazo, mangan, nikiel, chrom, miedź czy cynk.
W efekcie częste koszenie stawia miejską faunę przed dylematem: dostarcza im bogatszego w sód i czystszego od ołowiu pokarmu, jednocześnie drastycznie zubożając go o inne, niezbędne do życia metale.
Projekt badawczy został sfinansowany ze środków budżetu państwa w ramach programu Ministra Edukacji i Nauki „Nauka dla Społeczeństwa” na lata 2023-2025. Pracami zespołu kierowała dr Małgorzata Stanek z Instytutu Botaniki im. W. Szafera PAN.