Sprawa lustracyjna ekspertki od edukacji. Pracowała też w krakowskim kuratorium oświaty
63-letnia lustrowana od lat pełniła różne funkcje w edukacji, była m.in. wiele lat nauczycielem, dyrektorem zespołu szkół i wizytatorem ds. szkolnictwa zawodowego w Kuratorium Oświaty w Krakowie.
W 2009 r. jako osoba pełniąca funkcję publiczną złożyła oświadczenie lustracyjne, w którym zaprzeczyła, by była pracownikiem lub współpracownikiem tajnych służb PRL. W 2022 r. jej sprawą zajął się Instytut Pamięci Narodowej. Po kwerendzie w archiwach prokurator IPN uznał, że kobieta skłamała w swoim oświadczeniu.
Odkryto teczkę personalną kandydata na tajnego współpracownika pseudonim ''Bożena". Sprawę skierowano do krakowskiego sądu, który uznał, że lustrowana złożyła jednak prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Z takim orzeczeniem nie zgodził się IPN i wygrał sprawę przed sądem apelacyjnym. Akta wróciły więc do sądu okręgowego. W środę rozpoczął się ponowny proces Bożeny M.
– Napisałam prawdę, że nie współpracowałam z SB – lustrowana powtórzyła swoje poprzednie stanowisko. Z ujawnionych na rozprawie informacji wynika, że w 1985 r. była studentką Politechniki Krakowskiej, gdy została telefonicznie wezwana do siedziby milicji na ul. Mogilską. Początkowo myślała, że to żart kolegów ze studiów, ale oddzwoniła na podany jej numer i faktycznie okazało się, że ma się tam stawić.
Rozmawiał się z nią Jerzy L., oficer kontrwywiadu, był po cywilnemu.
– Nie pamiętam, czy mówił kim jest. Wspominał, że mam potencjał, ale nie składał wprost żadnej propozycji współpracy – wyjaśniała lustrowana. Nie dał jej niczego do podpisania, prosił jedynie o zachowanie w tajemnicy tej rozmowy. Kobieta, jak przekonuje, tajemnicy nie dochowała, o rozmowie poinformowała rodzinę i przyszłego męża.
Oficer kontrwywiadu jako świadek
Jerzego L. przesłuchano jako świadka w pierwszym procesie. Mówił, że już nie pamięta lustrowanej Bożeny M., nie kojarzył, by się spotkali w kawiarni Pod Pawiem, a taką informację zawarł w jednej ze służbowych notatek.
Zainteresowanie tajnych służb Bożeną M. wynikało z faktu, że miała kontakt z obywatelem Niemiec Reinhardem K., jeździła z nim po Krakowie, pomagała zadbać o noclegi. Mężczyzna był szefem jednego z towarzystw polsko-niemieckich, bywał w Polsce.
Lustrowana zaprzeczała, by spotykała się z oficerem kontrwywiadu w kawiarni. Przekonywała, że w miejscu zamieszkania pod Krakowem nie miała telefonu i nie było możliwe, by miała w ten sposób kontakt z Jerzym L. oprócz tej jednej wizyty na Mogilskiej. Obciążają ją jednak zachowane notatki oficera kontrwywiadu.
Prokurator Renata Gościniak wniosła, o trzyletni zakaz pełnienia funkcji publicznych przez Bożenę M., sama lustrowana i jej obrońca o uznanie, że oświadczenie lustracyjne było jednak zgodne z prawdą. Sąd z uwagi na zawiłość sprawy ogłoszenie wyroku odroczył do 8 listopada.