Stanisław Mazur: Koniec taniej pracy i taniej turystyki nie musi być zły

Czy Kraków potrzebuje turystyki? – Oczywiście. Ale problem leży w tym, jak zmienić jej model. Bo era turystyki masowej powinna szybko dobiec końca – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl prof. Stanisław Mazur, zastępca prezydenta Krakowa.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Raport „Sympatyczny Lunapark” pokazuje, że centrum Krakowa stało się produktem turystycznym, a nie żywym miastem. Czy nie obawia się Pan, że wizerunek „historycznego lunaparku” staje się barierą dla inwestorów z sektorów wysokich technologii czy nowoczesnych usług?

Prof. Stanisław Mazur, pierwszy zastępca prezydenta Krakowa: Kraków w ostatnich dekadach wyrósł na jedno z najważniejszych europejskich miast w branży turystycznej. Nie powinniśmy tego lekceważyć ani się na to obrażać. Musimy jednak dostrzegać negatywne strony tzw. turystyfikacji i podejmować działania, żeby ją cywilizować i ograniczać.

W ubiegłym roku Kraków odwiedziło około 15 mln osób, w tym 2,33 mln z zagranicy. To cieszy branżę turystyczną. Niesie jednak za sobą wiele problemów, w tym gentryfikację, wzrost kosztów życia i cen mieszkań, komercjalizację przestrzeni miejskiej i degradację zabytków. W efekcie prowadzi to do obniżenia jakości życia, szczególnie osób mieszkających w centrum miasta. A jakość życia ma znaczenie także dla inwestorów i pracowników z sektorów wysokich technologii i nowoczesnych usług.

Stare Miasto
Stare Miasto
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Czy poważny biznes chce lokować swoje siedziby w mieście, które w świecie kojarzy się głównie z tanią rozrywką i „szwendaniem się” po Rynku?

To nie do końca prawda, bo Kraków nie kojarzy się w świecie tylko z tanią rozrywką. A biznes, podejmując decyzje, kieruje się przede wszystkim dostępnością wysoko wykwalifikowanych pracowników, profesjonalizmem uczelni, jakością infrastruktury, komfortem podróżowania. Coraz większego znaczenia nabiera też dostępność cenowa mieszkań. Ważna dla biznesu jest również jasna wizja rozwoju miasta i konsekwencja jej realizacji. I – podkreślę – ważna jest jakość życia oraz możliwość komfortowego obcowania z dziedzictwem historycznym i ofertą kulturalną miasta. Nadmierna turystyfikacja temu nie sprzyja, ale to kwestia proporcji – bo i biznes ze świata czasem chce „poszwędać się” po Rynku.

Istnieje ryzyko, że postępująca turystyfikacja centrum wypycha z miasta klasę kreatywną i specjalistów, których Kraków potrzebuje do budowania gospodarki opartej na wiedzy? Jak miasto zamierza przywrócić równowagę między potrzebami turysty a potrzebami pracownika sektora nowoczesnego biznesu?

Dodam do tego jeszcze potrzeby zwykłego mieszkańca, który też chce korzystać z miasta, ale nie chce czuć się w nim obco i potrzebuje dostępności jego usług, również cenowej. Znów zaznaczę: to kwestia proporcji.

O branżę kreatywną powinniśmy jednak walczyć, bo to opłaca się wszystkim. Przywołam tu teorię klasy kreatywnej opisaną przez Richarda Floridę. Przypisane do niej zawody przesądzają o sile gospodarki i perspektywach jej rozwoju. Prace i D. D. Brooksa wykazały, że miasta, które przyciągają klasę kreatywną, rozwijają się, natomiast te, którym się to nie udaje, popadają w stagnację.

W opracowaniach tych pojawia się ważny dla naszej rozmowy wątek preferowanych form spędzania czasu przez osoby z klasy kreatywnej. Florida posługuje się zwrotem „kultura ulicy”, pojmowanym jako „bogata mieszanka kawiarni, ulicznych muzyków, małych galerii i restauracji, czyli wszystkich tych elementów kultury, w ramach których trudno oddzielić uczestnictwo od obserwacji”. Jeżeli zgodzić się z Floridą, to pytanie brzmi: jak taką przestrzeń zapewnić albo jak taką przestrzeń – która w Krakowie przecież jest – ochronić. I jak nie przesadzić w atrakcyjności turystycznej, która bywa budowana kosztem mieszkańców.

Jak?

Wymaga to działań na kilku poziomach. I poważnego traktowania wypracowanych dokumentów.

Po pierwsze: określenia w strategii rozwoju miasta, że naszym celem jest budowanie innowacyjnej gospodarki, która nie może się rozwijać bez klasy kreatywnej, a co za tym idzie – wskazania działań, które będą temu służyć. Trwają właśnie prace nad nową strategią rozwoju naszego miasta.

Po drugie: wprowadzenia w Planie Ogólnym zapisów, które będą chronić przestrzenie ważne dla budowania klasy kreatywnej, i ich przeniesienia do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Trwają prace nad tym dokumentem.

Po trzecie: wykorzystania już istniejących instrumentów zapobiegających skutkom nadmiernej turystyfikacji. Wiele z nich jest wykorzystywanych w miastach europejskich borykających się z nadmiarem turystów.

Dodam, że już widzimy pozytywne efekty działań Nocnego Burmistrza i Komisji Zrównoważonej Gospodarki Nocy – to rozwiązanie jest stosowane w kilkudziesięciu miastach na świecie, m.in. w Rotterdamie, Amsterdamie, Londynie i Pradze. Z pewnością pozytywny efekt przynosi także uchwała o ograniczeniu sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych w sklepach. Jej efektem jest znaczący spadek interwencji policji w godzinach obowiązywania uchwały, bo liczba interwencji policji związanych ze spożywaniem alkoholu spadła o niemal 70 proc. w porównaniu do lipca 2022 roku. Z kolei liczba interwencji straży miejskiej spadła o kolejne 33,9 proc., porównując pierwszy rok obowiązywania nocnego ograniczenia (lipiec 2023 – lipiec 2024) z drugim rokiem obowiązywania przepisów (lipiec 2024 – lipiec 2025).

Wreszcie, z wielką nadzieją czekamy na ucywilizowanie najmu krótkoterminowego, co ma nastąpić w maju tego roku. Projekt ustawy, będący implementacją dyrektywy europejskiej, zakłada między innymi wprowadzenie obowiązkowego rejestru najmu, identyfikację lokalu, nowe zasady opodatkowania. Liczmy, że samorządy lokalne zostaną wyposażone w prawo do określania limitu dni takiego najmu oraz wyznaczania stref ograniczeń w zakresie najmu krótkoterminowego. To bardzo potrzebne rozwiązania, które racjonalnie wykorzystane pomogą w ograniczeniu negatywnych skutków najmu krótkookresowego.

Nie możemy także zapomnieć o wspieraniu lokalnych przedsiębiorców poprzez promowanie lokalnych sklepów i usług nadających koloryt naszemu miastu. Wspomnę tylko o kilku przykładach, jak „Mapa Krakowskich Rzemieślników”, „Program dedykowanych lokali”, „Szlak punktów informacyjno-edukacyjnych o lokalnościach”. Na pewno trzeba te działania poszerzać i szukać nowych inicjatyw.

Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Często powtarza się tezę, że turystyka to jeden z najważniejszych filarów krakowskiej gospodarki. Czy dysponują Państwo rzetelnymi, aktualnymi danymi, które weryfikują ten „mit”?

Turystyka nie jest największym sektorem krakowskiej gospodarki, ale jest ważną jej częścią. Wpływy Krakowa z turystyki wyniosły w 2024 roku ponad 9 mld zł. To niestety mniej niż w roku poprzednim – o 14,6 proc. Jest to efektem spadku liczby turystów zagranicznych.

Miasto rozwija się, kiedy jego gospodarka jest zdywersyfikowana, kiedy jest w niej miejsce dla firm technologicznych, centrów usługowych, dla przemysłu, rzemiosła, ale także dla turystyki. Chcemy, aby turystyka rozwijała się w Krakowie, ale w sposób zrównoważony, respektujący potrzeby mieszkańców.

Proszę zwrócić uwagę, że w miastach, które uchodzą w Europie za najbardziej innowacyjne, posiadające silne sektory firm technologicznych, udział turystyki w PKB miejskim jest znaczący. W przypadku Londynu turystyka generuje blisko 12 proc. PKB miasta, w Amsterdamie około 6 proc. lokalnego PKB, w Barcelonie około 13 proc., a w Rzymie około 12 proc. To pokazuje, że nowoczesna, innowacyjna gospodarka może współistnieć z turystyką – pamiętając oczywiście, że każde z tych miast zmaga się z turystyfikacją.

Może czas przyznać, że turystyka to głównie branża niskopłatna i sezonowa, która nie jest silnikiem rozwoju Krakowa?

W turystyce pracuje pod Wawelem około 40 tys. osób. Kontrybucja tego sektora do miejskiego PKB kształtuje się na poziomie około 10 proc. Ale to sektor usług wspólnych tworzy największy segment krakowskiej gospodarki. Zatrudnia około 110 tys. osób i oferuje relatywnie wysokie wynagrodzenia. Sektor ten ulega obecnie w Polsce głębokim zmianom. Zmierzają one w kierunku automatyzacji, cyfryzacji oraz oferowania usług o wyższej wartości dodanej. Oceniam je jako korzystne dla krakowskiej gospodarki. Era taniej pracy kończy się w Krakowie. Ale to wcale nie jest zła wiadomość dla krakowian – i dla biznesu, i dla jego pracowników.

Korki w Krakowie
Korki w Krakowie
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Miasto kiedykolwiek policzyło realne koszty obsługi turystyki (sprzątanie, zużycie infrastruktury, bezpieczeństwo, utrata komfortu mieszkańców) w zestawieniu z wpływami z podatków od branży turystycznej? Czy ten bilans na pewno jest dodatni?

Nie sądzę, aby istniało takie opracowanie. Sedna problemu nie upatruję jednak w pytaniu, czy Kraków potrzebuje turystyki, bo oczywiście potrzebuje. Problem polega na tym, jak zmienić jej model: jak stworzyć ofertę, która przyciągałaby w mniejszym stopniu turystę masowego, a w większym stopniu byłaby skierowana do turysty premium. I jak ją promować. W efekcie – jak uczynić krakowską turystykę bardziej dochodową, ale mniej uciążliwą dla mieszkańców. Era turystyki masowej powinna szybko dobiec końca.

Jak silne jest obecnie lobby turystyczne (hotelarze, restauratorzy z centrum, operatorzy najmu krótkoterminowego) w krakowskim magistracie? Czy ich interesy nie stoją w sprzeczności z długofalową strategią ściągania do Krakowa stabilnych inwestorów i zatrzymywania tu mieszkańców?

Każdy sektor zabiega o swoje interesy. I nie dziwmy się temu ani nie udajmy, że tak nie jest – lobby jest z każdej strony. Nie dostrzegam jednak nadreprezentacji tego sektora w magistracie. Mam wrażenie, że przedstawiciele tej branży są świadomi kolizji jakości życia z nadmiernym rozwojem turystyki. Przy tym jej przedstawiciele pracują już nad konkretnymi rozwiązaniami, które pozwolą rozwijać się branży, ale zapewnią też komfort mieszkańcom.

Raport dla Krakowskiego Biura Festiwalowego wspomina, że turyści w 100 proc. polegają na Google i Bookingu. Czy to nie oznacza, że krakowska branża turystyczna stała się zakładnikiem globalnych korporacji, a miasto jedynie ponosi koszty tego układu, nie mając realnego wpływu na jakość tego ruchu?

A kto nie jest dziś zakładnikiem globalnych korporacji?

To pytanie może dotyczyć każdej branży, również Państwa – mediów. Gdzie są granice, które trzeba stawiać Big Techom? Na pewno tych granic nie postawią tylko samorządy – potrzeba krajowych i międzynarodowych rozwiązań, które – nie zatrzymując cyfryzacji – zapewnią bezpieczeństwo, dostęp do sprawdzonych informacji i prawdziwą konkurencyjność.

Czy Kraków stać na bycie „miastem sympatycznym”, podczas gdy inne metropolie – jak Warszawa czy Wrocław – budują wizerunek hubów biznesowych?

Dopowiem więc: sympatyczny Kraków jest świetnym biznesowym hubem. To nie musi się wykluczać.

O przyszłości gospodarczej przesądzą firmy technologiczne i firmy usługowe wykorzystujące zaawansowane technologie. W nowej strategii rozwoju Krakowa to priorytet. Siła krakowskiej gospodarki, a co za tym idzie jakość pracy i wysokość wynagrodzeń, zależeć będą od radykalnego podniesienia jej innowacyjności i technologicznego zaawansowania. Mamy ogromny potencjał do wykorzystania.

Kiedy nastąpi odwrócenie priorytetów, że „turysta na pierwszym miejscu”, a nie „mieszkaniec i inwestor na pierwszym miejscu”?

Już. To już się dzieje.