Strategiczne dokumenty zakładnikami referendum?
Krakowscy urzędnicy przedstawili kompleksową informację na temat przygotowań i prac nad strategią miasta oraz planem ogólnym. Przez ponad dwie godziny referowali to, co do tej pory zrobili i co jeszcze przed nimi w procesie tworzenia tych ważnych dokumentów.
„Na sali czuć dziwny zapach”
Łukasz Maślona z Krakowa dla Mieszkańców wprost wskazał, że zarówno prezydent, jak i radni z koalicji rządzącej boją się pokazać projekty dokumentów w trakcie trwania procedury referendalnej. Radny stwierdził, że unoszący się na sali „dziwny zapach” to strach przed referendum.
Ganił też politycznych przeciwników za opieszałość w przygotowaniu projektów, przypominając, że mieli na to czas od 2024 roku.
Maślona uważa, że nie ma szans na uchwalenie tych dokumentów w ustawowym terminie, co w konsekwencji doprowadzi do paraliżu planistycznego w mieście. – Czy to buduje wiarygodność Krakowa w oczach inwestorów i mieszkańców? – pytał. Dodał, że gdy 1 lipca tego roku studium straci ważność, nie będzie możliwości uchwalania ani modyfikowania planów miejscowych.
Radny wprost zapytał też prezydenta, czy ten schował projekty, by pokazać je dopiero po referendum, oraz czy konsultowanie ich w okresie wakacyjnym to dobry pomysł. Polityk chciał się również dowiedzieć, czy mieszkańcy, którzy złożyli kilkanaście tysięcy wniosków, otrzymali na nie odpowiedzi.
„Nic nie zostało schowane”
Wiceprezydent Stanisław Mazur stwierdził, że nie chodzi o ukrywanie dokumentów, lecz o odpowiedzialność za to, co się publikuje. Uważa on, że obecne wersje planu ogólnego i strategii nie mają odpowiedniej jakości, by można było zaprezentować je opinii publicznej.
Według Mazura miasto zdąży z przyjęciem dokumentów do 31 sierpnia (same konsultacje powinny zacząć się w maju lub czerwcu). Wiceprezydent nie zgadza się z tezą o paraliżu Krakowa, wskazując na wysoki odsetek pokrycia gminy planami miejscowymi.
Nie najlepszy okres?
Sporo „politycznej kuchni” zdradził przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej. Grzegorz Stawowy wyjawił, że jego koledzy z KO od roku nie biorą udziału w pracach nad planem ogólnym, ponieważ ich postulaty nie są brane pod uwagę, a format prac odbiega od znanych im standardów.
Stawowy odniósł się też do kwestii ukrywania dokumentów.
Jak dodaje, podczas konsultacji – ze względu na kampanię – na prezydenta mogłyby być wywierane naciski różnych grup interesu. – Jeśli to wszystko opóźni się o kilka tygodni, nic się nie stanie – twierdzi Stawowy.
Zwrócił również uwagę, że to opozycja może walnie przyczynić się do prawdziwego paraliżu miasta, jeśli referendum się powiedzie, a nadzór nad gminą przejmie komisarz. Wtedy wszystkie prace zostałyby wstrzymane na kilka miesięcy. Grzegorz Stawowy uważa, że nad dokumentami należy się uważnie pochylić – dopuszcza możliwość błędu, ale podkreśla potrzebę czasu na poprawki. Stwierdził też, że sprawy nabiorą rozpędu po opublikowaniu projektów.
Niezadowolone głosy – kolejne kamyki do referendalnego ogródka?
Radny Michał Starobrat wprost stwierdził, że plan nie jest ujawniany, ponieważ kilkadziesiąt tysięcy osób mogłoby się poczuć nim pokrzywdzonych.
Choć radny Grzegorz Stawowy nie zgadzał się z opinią opozycji, niejako przyznał jej rację, przewidując, że konsultacje zamieniłyby się w „festiwal oczekiwań” pod groźbą odwołania Aleksandra Miszalskiego.
Apel o zdrowy rozsądek
Po tej wymianie zdań głos jeszcze raz zabrał wiceprezydent Stanisław Mazur, deklarując, że w działaniach miasta nie ma „ani krzty polityki, tylko zdrowy rozsądek”.
– To nie są dokumenty, które służą deweloperom i preferują wielki kapitał kosztem mieszkańców. Są one racjonalne i wyważone – uważa zastępca Aleksandra Miszalskiego.