Strażnicy miejscy zakładają, że wystawią mandaty na około 3 mln zł
Jeden z ogólnopolskich portali internetowych dziwi się, że łódzka straż miejska przedstawia w projekcie budżetu spodziewaną kwotę za mandaty – 5 milionów złotych. Cytując anonimowego komentującego twierdzi, że to „podżeganie do przestępstwa”.
„Wpływy z mandatów za wykroczenia przeciw porządkowi, bezpieczeństwu, zdrowiu i obyczajności mają wynieść 2,8 mln zł, a z mandatów za naruszenie przepisów ruchu drogowego – 2,2 mln zł” – czytamy w Expressie Ilustrowanym. Czy w Krakowie również planuje się, na jaką kwotę strażnicy miejscy wystawią mandaty i czy jest to niespotykana sytuacja?
3 miliony złotych to mus?
– Każdego roku składamy do Urzędu Miasta Krakowa dokumenty w celu przygotowania projektu budżetu. Zawierają one prognozowane, szacunkowe wpływy z mandatów karnych – tłumaczy Marek Anioł, rzecznik prasowy krakowskiej straży miejskiej. – Na 2015 rok ustaliliśmy kwotę 3 milionów złotych (identycznie jak na 2014). To jednak tylko dokumenty, które nie mają wpływu na pracę naszych funkcjonariuszy. To szacunek, a nie oblig – wyjaśnia Anioł.
Oznacza to, że strażnicy miejscy wcale nie mają rozkazu, by do tych 3 milionów złotych za wszelką cenę dobić. – Strażnik miejski sam decyduje o nałożeniu mandatu karnego. W każdej sytuacji może skorzystać też z pouczenia lub wniosku do sądu. Dane, statystyki i prognozy pomagają w analizowaniu i planowaniu służby. Nigdy jednak nie determinują naszych działań – dodaje przedstawiciel straży miejskiej.
Dlaczego nie ma fotoradarów?
Przeglądając statystyki z innych miast rzucają się w oczy kwoty, jakie są inkasowane z tytułu mandatów wystawianych przez fotoradary, które są zarządzane przez straże miejskie. W samym Wrocławiu w 2012 roku z tego tytułu do kasy miejskiej wpłynęło 2,8 miliona, w 2013 o 500 tysięcy złotych mniej. Jak informuje Agata Tatara, przewodnicząca komisji praworządności rady miasta, krakowska straż miejska nie wyrażała zainteresowania fotoradarami, a w samym mieście nie było potrzeby ich stawiania. – Nie podnosiliśmy tematu do tej pory na komisji, dlatego nie mogę powiedzieć na 100%, że fotoradary nigdy się u nas nie pojawią – dodaje radna.
Jerzy Woźniakiewicz, były przewodniczący, przypomina, że były wstępne dyskusje na ten temat, ale nic więcej. – Straż miejska straciłaby przede wszystkim wizerunkowo. Funkcjonariusze przestali być kojarzeni jako ci, którzy ścigają babcie z pietruszką czy właśnie z radarami. Krakowska straż prezentuje model działania pokazujący, że jest mnóstwo innych wykroczeń, z którymi trzeba walczyć – mówi radny dzielnicy XIV.
Woźniakiewicz twierdzi również, że fotoradary wbrew pozorom generują koszty poprzez m.in. wzrost zatrudnienia funkcjonariuszy, którzy nigdy nie wyszliby na ulice, tylko byli odpowiedzialni za przeglądanie materiałów oraz obsługę urządzeń. To, że policja nie oddała pod zarządzanie fotoradarów, spowodowały również przeszkody administracyjne – strażnicy nie mieli dostępu do bazy pojazdów, z powodu czego cała procedura z ukaraniem kierowcy, który popełnił wykroczenie, była mocno rozciągnięta w czasie.