„Sytuacja kryzysowa prowokuje fotografów” [Rozmowa]

W Krakowie trwa Miesiąc Fotografii. Motywem przewodnim tegorocznej edycji wydarzenia jest „Kryzys. Jaki kryzys?”. O tym, dlaczego festiwal jest doceniany przez zagranicznych krytyków i jego szczególnej atmosferze rozmawiamy z Agnieszką Dwernicką, dyrektorką Miesiąca Fotografii.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: „Kryzys. Jaki kryzys?” to tegoroczny motyw przewodni Miesiąca Fotografii. Skąd pomysł na takie hasło?

Agnieszka Dwernicka, dyrektorka Miesiąca Fotografii: To była wspólna decyzja z kuratorem Programu Głównego, Lars Willumeitem. Tworząc festiwal zastanawialiśmy nad tym, co aktualnie dzieje się z medium fotografii. Doszliśmy do wniosku, że istnieje kryzys w obrębie opowiadania historii przez fotografów. Nie chcieliśmy jednak pozostać przy samej diagnozie – „tak, istnieje kryzys”, tylko zapytać „z jakim kryzysem mamy do czynienia? jaka jest jego geneza? gdzie on może nas zaprowadzić?”. W sytuacji, gdy kryzys stał się cechą charakterystyczną naszej codzienności, zmagamy się z nim na poziomie prywatnym, publicznym i globalnym, postanowiliśmy potraktować hasło festiwalu również w przewrotny sposób. Chcemy pokazać, że sytuacja kryzysowa może generować nowe możliwości i prowokuje fotografów do poszukiwań nowych form narracji wizualnej.

Miesiąc Fotografii to jeden z najważniejszych europejskich festiwali fotograficznych. Co świadczy o jego sile?

Myślę, że nasza moc tkwi w sposobie programowania całego festiwalu. Podczas każdej edycji zapraszamy niezależnego kuratora do wspólnego tworzenia koncepcji Programu Głównego. Wystawy, które się na niego składają są też tak dobierane, by widz zawsze mógł znaleźć coś dla siebie. Dzięki temu program MFK jest różnorodny, nieoczywisty i nie opiera się na pokazywaniu fotografii wprost. Właśnie to najczęściej doceniają krytycy z zagranicy. Nie bez znaczenia jest też szczególna atmosfera Krakowa oraz wydarzenia wokół festiwalu. To wtedy na spotkaniach z artystami, kuratorami, naszymi gości dzieje się najwięcej i czujemy, że festiwal żyje.

Na co w tym roku szczególnie warto zwrócić uwagę?

To np. mocna reprezentacja kolektywów. To chyba znak naszych czasów, że artyści chcą pracować teraz kolektywnie. Na wystawie Sekcji ShowOFF prezentujemy młodych artystów debiutantów i tam też można znaleźć kilka „perełek”. Jednak w mojej ocenie zupełnie wyjątkowa jest możliwość spotkania i rozmowy z artystą podczas festiwalu, do czego gorąco zachęcam.

Która z tegorocznych prac prezentowanych w ramach festiwalu wywołały na Pani największe wrażenie?

Każda z tegorocznych wystaw z zaangażowaniem opowiada o problemach współczesnego świata, z drugiej strony  stanowi  też refleksję nad mechanizmem funkcjonowania fotografii jako medium. Jedna z moich ulubionych prac to projekcja multimedialna, wielokanałowa, prezentowana na wystawie „Świeże spojrzenie. Nowe formy narracji wizualnej” w dawnej fabryce tytoniu przy ul. Dolnych Młynów 10. Praca zatytułowana „Mak. Śladami afgańskiej heroiny”, autorstwa Roberta Knotha i Antoinette de Jong, powstawała przez 20 lat. Artyści rozpoczęli swoją drogę zawodową jako fotoreporterzy, zbierali materiał dotyczący produkcji afgańskiej heroiny oraz kanałów jej dystrybucji. W pewnym momencie zwykła dokumentacja fotograficzna przerodziła się w ogromny projekt artystyczny o społecznym znaczeniu. Robert i Antoinette podróżowali śladami narkotyku od Afganistanu, poprzez Centralną Azję, Bałkany, Somalię, aż do Londynu. Byli świadkami powstania Talibów i amerykańskiej interwencji na Bliskim Wschodzie po 11 września. Ich monumentalna opowieść unaocznia ciemną stronę globalizacji, odsłania konteksty i konsekwencje podróży narkotyku ze Wschodu na Zachód, z nałogami, konfliktami, chorobami, przestępczością i ubóstwem, które za sobą zostawia.