Szkoły muszą pomóc przy programie 500+ [VIDEO]

Jak podała dzisiejsza Gazeta Wyborcza, władze nakazały dyrektorom placówek oświatowych oddelegowanie pracownika, który miałby się zająć odbieraniem wniosków do rodziców zainteresowanych wzięciem udziału w programie 500+. Nie wywołało to fali zadowolenia. Miasto nie wycofuje się z pomysłu i tłumaczy, że nikt nie będzie obciążony nadmierną pracą.

W Krakowie z programu może skorzystać 38 tysięcy rodzin, dlatego można spodziewać się podobnej liczby wniosków. Za jego realizację odpowiadają samorządy. Na to w naszym mieście zostało przeznaczone 4,5 mln złotych. Aby przyspieszyć nabór, prezydent stwierdził, że rodzice będą mogli składać wnioski w szkołach, przedszkolach i żłobkach samorządowych. Dyrektorzy szkół anonimowo narzekali, że nie wyrabiają ze swoją pracą, a mają jeszcze zajmować się dodatkowym zadaniem. Oprócz tego boją się zajmować danymi wrażliwymi.

Uniknąć wielogodzinnych kolejek

Jak tłumaczy wiceprezydent ds. edukacji, Katarzyna Król, Jacek Majchrowski miał pewne prawo wydania takiej decyzji. – W Krakowie prawie 40 tys. rodzin jest upoważnionych do składania wniosków. Celem prezydenta jest to, by jak najsprawniej to przeprowadzić i aby rodzice nie oczekiwali w wielogodzinnych kolejkach, które się na pewno utworzą w tych kilku czy kilkudziesięciu punktach – mówi Król.

Szkoły byłyby więc traktowane jako dziennik podawczy. Osoby, które odbierałyby wnioski, nie sprawdzałyby ich poprawności, tylko weryfikowały dane. Dodatkowo z takiego udogodnienia mogliby korzystać jedynie rodzice dzieci uczęszczających do konkretnych placówek. – A jeżeli dany rodzic będzie miał problem, to dostanie broszurę informacyjną, gdzie należy szukać pomocy – twierdzi wiceprezydent.

Dodatkowe wynagrodzenie

Osoby oddelegowane do pomocy przy odbiorze wniosków zostaną również wcześniej przeszkolone, a za pracę otrzymają stosowne wynagrodzenie. – Nie wyobrażam sobie, że nie będzie woli wsparcia zwłaszcza, że są to pracownicy samorządowi. To jednorazowa akcja i rozłożona na kilkaset punktów nikogo zbytnio nie obciąży – podkreśla zastępczyni Jacka Majchrowskiego.