Artykuł sponsorowany

Szkoły są dziś filarem obronności kraju

Radna Anna Bałdyga, przewodnicząca Komisji Edukacji z zaangażowaniem, mówi o największych bolączkach krakowskiej oświaty. Porusza tematy, które dotyczą bezpośrednio uczniów, rodziców i nauczycieli.

LoveKraków.pl: To teraz szkoły już nie mają być fajne tylko obronne? 

Anna Bałdyga, przewodnicząca komisji edukacji RMK: Wprost przeciwnie! Teraz muszą być nawet fajniejsze. O „fajności” placówek edukacyjnych mówimy wtedy, gdy uczniowie postrzegają swoje szkoły jako miejsca przyjazne, usieciowione i dające poczucie bezpieczeństwa. Dopiero wtedy możliwy jest wszechstronny rozwój młodych ludzi, nawet taki, który niekoniecznie musi być zbieżny z wyobrażeniami dorosłych w tym zakresie (śmiech).

Zatem w czym tkwi obronna moc szkół?

Ano właśnie w tym poczuciu wspólnotowości i szerokich relacjach, jakie można w nich nawiązać. W naszej rzeczywistości przyfrontowej, dezinformacja, manipulacja i teorie spiskowe stały się szczególnie niebezpieczne, jako element wojny hybrydowej. Jesteśmy wręcz bombardowani przekazami, które mają nas nie tylko przestraszyć, ale także zantagonizować wobec siebie. Niestety jako społeczeństwo wyraźnie oblewamy test z odporności na dezinformację. A to zaczyna się już w szkole…

No dobrze, to w takim razie odchudzamy podstawę programową, czy dodajemy przedmioty obronne?

Sęk w tym, że odporność na dezinformację nie jest tylko kwestią wiedzy. Informacji o świecie mamy dziś aż za wiele, co jest przytłaczające, powoduje niepewność i lęk. Wtedy szukamy prostych odpowiedzi, poczucia sprawczości, a to już prosta droga do wiary w różnego typu teorie spiskowe. Zapomnijmy o tym, że uczeń to „puste naczynie”, w które trzeba wlać, jak najwięcej wiedzy. Postawmy raczej na logiczne myślenie, umiejętność weryfikacji źródeł danych oraz na ogólny dobrostan uczniów. Jeśli poczują się częścią większej wspólnoty, będą dużo bardziej odporni na manipulację i fake newsy, niezależnie od tego czy poziom przyswojonej wiedzy będzie wysoki czy nieco niższy. A zjednoczone, racjonalnie myślące społeczeństwo jest dziś tak samo istotne jak obrona przeciwlotnicza - jako żona oficera Wojska Polskiego nie boję się użyć takiego porównania.   

A propos tej sprawczości uczniów… zostało z niej jeszcze cokolwiek?

Niestety niewiele. Kluczowa jest tutaj technologia i dzienniki elektroniczne, które działają nazbyt opresyjnie wobec uczniów. Odbierają im szansę na samodzielne poinformowanie rodziców o gorszym dniu w szkole czy złej ocenie. Efekt? Uczniowie przestali się interesować swoimi ocenami. Coraz częściej to rodzice „siedzą w powiadomieniach”, kontrolując stopnie i zadania domowe. A uczniowie stawiają cichy opór. Widać go np. w podejściu do przedmiotów dodatkowych. Niezależnie od nazwy czy treści, każda dodatkowa lekcja ma „pod górkę”. Coraz więcej uczniów dla zasady eliminuje wszystko co nieobowiązkowe, a każda nadprogramowa godzina spędzona w szkole, zdaje się ich palić „żywym ogniem”. To źle wróży dla ważnych i ciekawych inicjatyw, jakimi są edukacja zdrowotna czy edukacja obywatelska. Obecnie nawet atrakcyjne projekty grantowe, naszpikowane kompetencjami przyszłości, realizowane po lekcjach w szkole przez praktyków, nie zawsze mogą liczyć na uzbieranie minimum uczestników. 

Wygląda na to, że przynajmniej rodzice lubią te dzienniki elektroniczne, większość z nich instaluje je na swoich telefonach…

I to kolejny paradoks, bo często jest wprost przeciwnie. To jarzmo, które sami sobie nakładają w obawie, że dzieci samego go nie udźwigną, a to wpłynie na ich przyszłość zawodową. Ale proszę powiedzieć co ma zrobić rodzic, który ledwo przyjechał do pracy i jeszcze nie zdążył kawy zaparzyć, a już ma ileś powiadomień o braku stroju, zadania, spóźnieniu na lekcję czy dwójce z kartkówki? W takim momencie nawet nie może zadzwonić do dziecka, bo trwają lekcje. Swoją frustrację wyładowuje więc pisząc do nauczyciela wiadomości, w stylu „a za co taka ocena?”, „jak to możliwe?”, „sama sprawdziłam dziecku i jest dobrze”. Nauczyciele są coraz bardziej zmęczeni ilością tego typu napastliwych maili od rodziców. O niskim dobrostanie nauczycieli możemy zrobić oddzielny artykuł, ale warto przynajmniej zadać sobie pytanie w jaki sposób nauczyciel, który sam czuje się wypalony, może wspierać dobrostan swoich uczniów? I tu znów wracamy do „fajności” szkół i ich wymiaru obronnego dla społeczeństwa. 

W takim razie co kKomisja Edukacji robi w temacie?

To prawda, że do kluczowych zmian potrzebujemy współpracy władz centralnych, w tym Kuratorium Oświaty. I takie silne wsparcie otrzymujemy, to cieszy, ale tempo zmian, z perspektywy rodziców i uczniów, jest zbyt wolne. Co do zaś samej Komisji to bardzo walczę, aby nie sprowadzać jej do roli administratora miejskich pieniędzy. Zawsze chętnie rozszerzam porządek obrad o aspekty bardziej miękkie, nawet jeśli nie towarzyszy im konkretna uchwała. W posiedzeniach regularnie biorą udział związki zawodowe nauczycieli, często przychodzą także rodzice. Coraz częściej, do wybranych punktów, zapraszam także pedagogów szkolnych czy przedstawicieli rad rodziców. Chcę, aby Komisja Edukacji była przestrzenią spotkań otwartą dla wszystkich interesariuszy krakowskiej edukacji. 

Co udało się już osiągnąć?

Usportowienie. Zajęcia sportowe są bardzo ważne, mają ogromny wpływ na dobrostan uczniów, zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Najlepsze efekty przynosi jako forma profilaktyki, jeszcze zanim pojawią się problemy. Tymczasem nasze nastolatki są dziś średnio 7 kg cięższe niż jeszcze 2-3 dekady temu. Na szczęście wraz z zastępcą prezydenta Łukaszem Sękiem nastąpiła silna dynamizacja aktywności sportowej miasta. Sport jest teraz na fali (dla mnie zawsze!). I my chętnie z tego korzystamy. Przykład? Kraków zapewnia bezpłatne lekcje pływania dla ok. 60 proc. rocznika klas drugich (wcześniej trzecich). Zajęcia są wkomponowane w plan zajęć lekcyjnych, a rodzice opłacają jedynie transport. To ewenement w skali całego kraju. Oprócz ruchu kluczowa jest także realna umiejętność pływania. Czy na tym poprzestajemy? Nie! Od początku roku prowadzimy intensywne działania, w tym inwentaryzację basenów przyszkolnych, aby regularnie zwiększać udział dzieci w nauce pływania. Naszym celem jest 100 proc. rocznika.

Ale to tylko jeden rocznik, czy jest coś dla wszystkich dzieci?

Dzieci i rodziców, a nawet seniorów, owszem. Moi koledzy z klubu Tomek Daros i Piotr Moskała złożyli projekt uchwały o otwarciu boisk szkolnych dla mieszkańców Krakowa. W wakacje uruchomiliśmy pilotaż programu. Mieszkańcy zyskali swobodny dostęp do obiektów sportowych wybranych szkół, a placówki otrzymały dodatkowe środki na utrzymanie, monitoring czy obsługę uczestników. W tym miejscu chciałam bardzo podziękować dyrektorom szkół, którzy jeszcze przed uruchomieniem tego projektu, zaufali i otworzyli swoje boiska, po godzinach pracy, dla mieszkańców.

Jakimi innymi obszarami będzie chciała się zaopiekować komisja pod Pani przewodnictwem?

Kolejnym obszarem jest kultura. I znów nie chodzi tutaj o okazjonalne wizyty w muzeach czy teatrach. To już się dzieje. Mówię o szerokim dostępie, takim zatopieniu się w kulturalnym życiu miasta. A które miasto nada się do tego lepiej niż Kraków? Już teraz wiele warsztatów artystycznych zahacza, mniej lub bardziej, o arteterapię, a ich twórcy są wyróżniani w konkursach miejskich. Będziemy dążyć do tego, aby krakowskie przedszkolaki i uczniowie, traktowali kulturę jako swoją codzienność oraz szansę na wyrażenie lub wyciszenie trudnych emocji. 

Mamy sport i kulturę. Co jeszcze jest potrzebne, aby wzmacniać dobrostan młodych krakowian?

Przede wszystkim zdrowie. Bez dobrej diagnostyki i opieki zdrowotnej ani sport, ani kultura nie zadziałają w pełni. Tymczasem obserwujemy narastający problem z medycyną pracy. Zmiany procedur potrzebne są „na wczoraj”. Oczywiście medycyna pracy to nie jest miejsce, w którym chętnie dzielimy się informacją o problemach zdrowotnych. Nauczyciele boją się o pracę, a uczniowie (i ich rodzice!) chcą się dostać do wymarzonej szkoły. Ale sygnałów o nazbyt pobieżnych, a nawet nie wykonywanych w ogóle, świadczeniach medycznych, jest o wiele za dużo. Nie może być tak, że dzieci z nadwrażliwością słuchową, w spektrum autyzmu itp. są kierowane do klas technicznych, na praktyki w głośnych, przepełnionych tramwajach lub w zakładach do pracy z głośnym, trudnym w obsłudze sprzętem. To zwyczajnie niebezpieczne! Szokująca była dla mnie informacja, że uczeń z daltonizmem został skierowany na praktyki elektroniczne. Obecnie nie ma procedur, które by to wychwytywały, o ile rodzic sam nie poinformuje o diagnozie dziecka. A dzieci ze specjalnymi potrzebami mamy coraz więcej. Dlatego napisałam w tym zakresie bardzo szeroką interpelację, bo tu dobra wola nie wystarczy. Potrzebujemy działań systemowych. 

Interpelacje są skuteczne?

Tak wiem, radni piszą setki interpelacji (śmiech). Rolą interpelacji jest zwrócenie uwagi na problem, a niekoniecznie rozwiązanie go od ręki. Często trzeba najpierw znaleźć rozwiązanie prawne, aby móc w ogóle zadziałać w temacie. Ale napisałam kiedyś interpelację odnośnie do tabletek jodku potasu, które władze wojewódzkie umieściły w wybranych szkołach Krakowa na wypadek kryzysu. Tabletki nie tylko straciły ważność po ok. 2 latach, ale także były źródłem stresu dyrektorów, w jaki sposób miałaby się odbywać ich dystrybucja w sytuacji zagrożenia i społecznej paniki. Mam informację z Urzędu Wojewódzkiego, że właśnie teraz trwa proces wymiany tabletek na nowe, a dodatkowo będą organizowane szkolenia dla dyrektorów szkół z organizacji dystrybucji. Podsumowując, warto pisać interpelacje, ale zwarte, konkretne i ukazujące jakiś ogólny problem. Niestety wiele interpelacji wskazuje na jednostkowe sytuacje i są raczej formami zapytań, które można wyjaśnić jednym telefonem do urzędu. Być może niektórzy radni potrzebują „nabijać” sobie w ten sposób statystyki. 

A co z kwestiami administracyjnymi, np. ujednoliceniem systemów, w tym płatności? Dużo w tym obszarze zostało do zrobienia? 

Tak, to kolejna z bolączek. Chociażby mikropłatności. Gdyby przedszkola, bursy czy internaty miały swoje indywidualne rachunki dla uczniów, to pracownicy nie musieliby co miesiąc sprawdzać, kto wpłacił, kto się pomylił w tytule i co miał na myśli, robiąc przelew. To znacznie usprawniłoby pracę urzędu, ale także życie samych rodziców. W tej sprawie także napisałam interpelację, aby przy okazji dużych zmian informatycznych, które zachodzą w całym urzędzie, nie zaniedbać tej kwestii. 

Z perspektywy dyrektorów największym utrapieniem jest konieczność wpisywania tych samych informacji w wielu różnych miejscach. Mamy kilkanaście systemów edukacyjnych, które nie są ze sobą zgrane, ponieważ pochodzą od różnych dostawców. Z punktu widzenia cyberbezpieczeństwa to duże zagrożenie, zwłaszcza w przypadku tak wrażliwych danych, jak te rekrutacyjne. Już dziś obiektami ataków hakerskich coraz częściej padają np. szpitale. Szkoły także są zagrożone. Od początku kadencji tworzy się Centrum Obsługi Informatycznej, które ma ujednolicić wszystkie systemy i zautomatyzować pracę, zwiększając jej efektywność. Na razie idzie to powoli, ale wierzę, że uda się to uruchomić przed końcem kadencji. To jeden z moich priorytetów.

Pani zaangażowanie widać też w kwestii remontów. Co udało się zrealizować w ostatnim czasie w krakowskich szkołach?

Już myślałam, że Pani o to nie zapyta (śmiech). Ale to prawda, od remontów nie uciekniemy. Zdecydowanie więcej niż połowa placówek edukacyjnych w Krakowie przeszła proces termomodernizacji, to bardzo duże osiągnięcie. Otwieramy nowe obiekty sportowe, jak niedawną halę artystyczno-sportową w XXX LO, z nowoczesnym wyposażeniem i parkietem na miarę NBA. Ale na co dzień widać, że szklanka jest w połowie pusta. Mamy ogromną liczbę budynków tzw. tysiąclatek[1]. Dziś szkoły te wymagają gruntownych remontów, a nawet przebudowy. Także przykro jest odwiedzać znane na całą Polskę licea, w których odpada tynk, a w ubytki w ścianach można włożyć palec. Z kolei szkoły techniczne borykają się z organizacją pracowni do nauki zawodu (tu światełkiem w tunelu jest powstające, nowoczesne Branżowe Centrum Umiejętności BCU).

Ale akurat w kwestii samych remontów mam sporą satysfakcję. Mogę liczyć na silne wsparcie kolegów z klubu, którzy rozumieją jak ważne są warunki nauki dla młodych Krakowian. To zaowocowało ponad dwukrotnym zwiększeniem budżetu remontowego dla szkół. W tym roku przeznaczyliśmy na inwestycje i remonty ponad 200 mln zł. Po wakacjach, które są naturalnym okresem remontowym w szkołach, mamy wykorzystane 90 proc. środków. Liczę, że w kolejnych latach radni także nie zawiodą przy ustalaniu budżetu i w ciągu kilku lat zmiany w infrastrukturze edukacyjnej Krakowa będą widoczne gołym okiem dla każdego. 

Jakie wyzwania stoją jeszcze przed członkami Komisji Edukacji?

Jednym z trudniejszych tematów były w minionym roku kwestie dotacji dla przedszkoli niesamorządowych (publicznych i niepublicznych). Wywołało to sporo emocji i niestety zamieszanie, które próbowano wykorzystać dla celów politycznych. Na szczęście dialog z przedstawicielami tych placówek nie został zerwany. Spotykamy się regularnie, monitorujemy sytuację i szukamy rozwiązań w aktualnych ramach prawnych. 

Podobnie było ze związkami zawodowymi i pracownikami administracji i oświaty, którzy bardzo długo czekali na obiecaną podwyżkę. Tę kwestię także udało się zaopiekować, choć pewnie nie w pełni i wiele jest jeszcze do zrobienia. 

Dlatego otwórzmy się na siebie, rozmawiajmy, współpracujmy. Bo edukacja to ludzie. 

Poruszyła Pani temat przedszkoli niepublicznych. Jakie są tutaj główne problemy?

Chodzi o dotacje i stawki czynszowe. Negocjujemy z samorządem, który był w tej sprawie nieugięty. Chcemy, żeby wszystkie przedszkola – samorządowe, niesamorządowe i publiczne – funkcjonowały na równych zasadach.

Wiem, że sytuacja jest dramatyczna dla niektórych przedszkoli, które wynajmują lokale od Skarbu Państwa i dowiedziały się o ogromnym wzroście czynszów. Nie może być tak, że jednym podniesiemy czynsz o 500 proc., a innym wcale. Chcemy znaleźć rozwiązanie, np. rozłożyć te płatności w czasie. Zwłaszcza, że nie da się wygasić przedszkola z dnia na dzień. Mieliśmy niedawno uchwałę o wygaszeniu podstawówki, ale ten proces potrwa ponad siedem lat. Trzeba mieć dużą wrażliwość, żeby wspierać wszystkich.

Edukacja jest naprawdę fajna.

[1] Pod koniec lat 50. komuniści rzucili hasło „Tysiąc szkół na Tysiąclecie”