Taki mistrz to nie mistrz? Cracovia gra z Lechem
W niedzielę Cracovia stanie przed bardzo nietypowym wyzwaniem. Pasy zagrają przed własną publicznością jednocześnie z mistrzem Polski i ostatnią drużyną w tabeli. Mowa oczywiście o Lechu Poznań, który do Krakowa przyjeżdża przełamać fatalną passę.
Nieoczekiwana zmiana miejsc
Mecze pomiędzy Cracovią a Lechem od dawna nazywane są mianem "spotkań przyjaźni". Wszystko to oczywiście za sprawą swego rodzaju sztamy, która łączy fanów obu drużyn. Od lat na młynach stadionów w Poznaniu i w Krakowie - rzecz jasna tym przy Kałuży - obok flag gospodarzy wiszą te reprezentujące niedzielnego rywala. Niezmienna aż do zbliżającego się meczu było jeszcze jedno - kwestia faworyta. To Poznaniacy zawsze byli tymi, którzy walczą o wyższe cele i przystępują do starć z Cracovią w roli drużyny na papierze lepszej. Tym razem jest inaczej.
Aktualnie cała piłkarska Polska śmieje się z Lecha. No dobrze, może z wyjątkiem wielkopolski - tam przeważają obecnie ludzie zadumani i zasmuceni postawą swoich ulubieńców. Dziesięć meczów, siedem porażek, sześć zdobytych goli. To nie dorobek beniaminka, ani ligowego średniaka. To statystki mistrza Polski. Tego samego mistrza, który, po fantastycznej końcówce ubiegłego sezonu, kampanię 2015/16 rozpoczął od efektownego rozbicia Legii Warszawa w Superpucharze. Lech przegrał w tym sezonie między innymi z oboma beniaminkami, a i ostatniego meczu w Krakowie podopieczni Macieja Skorży nie wspominają dobrze. Kolejorz w trzeciej kolejce po drugiej stronie Błoń w kiepskim stylu przegrał 0:2 z Wisłą.
Z czym do Europy?
Co bardziej uważni czytelnicy w sformułowaniu "podopieczni Macieja Skorży" dostrzegli brak jednego niezwykle istotnego słowa - "jeszcze". Podopieczni "jeszcze" Macieja Skorży w tygodniu doznali bowiem kolejnej porażki w europejskich pucharach, a posada szkoleniowca wisi już nie na włosku, ale na wątłej nici pajęczyny. W czwartek Kolejorz chciał wziąć rewanż za nieudane boje w eliminacjach Ligi Mistrzów i wreszcie pokazać szwajcarskiej Bazylei, który z tej pary jest zespołem lepszym. Lepszym było jednak Basel, które ograło przerażonego mistrza Polski 2:0.
To, co od zawsze dla szkoleniowców polskich drużyn stanowi największy problem, to umiejętność ustabilizowania formy podczas gry na dwóch frontach. I choć co po niektórzy w Poznaniu głośno i wyraźnie ogłosili, że "Liga Europy liczy się mniej", Lechowi właśnie takiej konsekwencji nie brakuje. Zero zdobytych bramek i jeden punkt w Europie. Jedno jest pewne - liczby nie wskazują na faworyzowanie i przyznawanie priorytetu którymkolwiek z rozgrywek.
Ból głowy trenera Zielińskiego
Dość już o Lechu, w końcu to Pasy mają być przecież wreszcie faworytami w meczu przyjaźni z Poznaniakami. Spotkania z Lechem w roli gospodarza nie wychodziły w ostatnich latach Cracovii zbyt dobrze. Owszem, od czasu do czasu udało się uratować remis, ale jeśli Pasy przegrywały, to wysoko. 1:6, 0:3, 1:4 - takie wyniki padały w ostatnich latach, kiedy na stadion przy Kałuży przyjeżdżała poznańska lokomotywa. Tym razem niewiele wskazuje jednak na to, aby do Krakowa zajechał elegancki parowóz. Przy Kałuży spodziewana jest raczej rozklekotana ciuchcia, która - jak lata temu przewidział Julian Tuwim - "już ledwo sapie, już ledwo zipie".
Wiele wskazuje na to, że podopieczni Jacka Zielińskiego kiepską serię, czy może prędzej mały dołek, mają już za sobą. Po dwóch z rzędu porażkach, z Termaliką i Zagłębiem, Cracovia najpierw odblokowała się w pucharowym meczu w Katowicach, a kilka dni później wygrała u siebie po raz pierwszy w tym sezonie. Niewiadomą pozostaje za to skład, jaki na mecz z Kolejorzem desygnuje szkoleniowiec Cracovii. Krzysztof Pilarz czy Grzegorz Sandomierski? Dariusz Zjawiński czy Deniss Rakels? Hubert Wołąkiewicz czy Paweł Jaroszyński? We wszystkich trzech przypadkach to pierwsze nazwiska wydawały się na swojej pozycji numerem jeden, jednak w ostatnim tygodniu zostały z powodzeniem zastąpione przez konkurentów.
Spory ból głowy czeka więc w najbliższych godzinach trenera Pasów, dla którego niedzielne spotkanie będzie wyjątkowe. To właśnie podczas swojej pracy w Poznaniu Zieliński osiągał bowiem największe sukcesy. W roli szkoleniowca Kolejorza Jacek Zieliński wygrał krajowy Superpuchar, a w swoim pierwszy sezonie z przytupem sięgnął po tytuł mistrza Polski. - Mam do Lecha ogromny sentyment, ale od tego czasu minęło pięć lat. Wspomnienia trochę więc ostygły. W Poznaniu mają teraz swoje problemy, ale nie zapominajmy, że to wciąż mistrzowie Polski - zaznacza Zieliński.
Spotkanie pomiędzy Cracovią a Lechem poprowadzi sędzia z Bydgoszczy - Daniel Stefański. Początek meczu w niedzielę o godzinie 18.