Tarnów przyniósł do Grupy Azoty 150 mln zł straty. „Zielone kołnierzyki” na ratunek

Tarnowska fabryka jest najsłabszym ogniwem w Grupie Azoty. Ale straty generuje nie tylko z własnej winy. Nowy zarząd uważa, że w pięciu ruchach możliwe jest uzdrowienie spółki-matki.

Po analizach okazuje się, że do wstania Tarnowa z kolan wystarczy na początek uważne przyjrzenie się wydawanym pieniądzom. Uszczelnienie wydatków, myślenie w kategoriach własnych korzyści oraz pomysł na flagowy produkt. To najkrótsza recepta na ewentualny sukces.

Na kłopoty Chołody?

Odpowiedzialnym za uzdrowienie sytuacji w tarnowskiej spółce został wiceprezes Artur Chołody.

To Wielkopolanin. Pochodzi z Pleszewa. Tam ukończył Liceum im. Stanisława Staszica. W rodzinnym mieście pełnił funkcję radnego.

Jest absolwentem prawa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zdał egzamin radcowski. Absolwent studiów podyplomowych MBA ZZL Franklin University Ohio i WSB Poznań. Dokształcał się na studiach podyplomowych z zakresu Psychologii Zarządzania, Zarządzania Organizacją Pozarządową, Przedsiębiorczości Internetowej oraz Metodologii Nauk Ekonomicznych.

W 2022 roku obronił doktorat w poznańskiej Wyższej Szkole Bankowej.

Jak czytamy w oficjalnym biogramie jest wspólnikiem Wielkopolskiej Grupy Prawniczej, specjalizującej się w zamówieniach publicznych oraz obsłudze firm ubiegających się o międzynarodowe kontrakty publiczne. W swojej karierze przeprowadził skutecznie restrukturyzację Fabryki Narzędzi Specjalnych, „tworząc podwaliny pod budowę polskiej grupy kapitałowej w branży narzędziowej”, jak czytamy w oficjalnym biogramie.

Artur Chołody był m.in.: wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych w Poznaniu oraz przewodniczym rady nadzorczej Zakładu Energetyki Cieplnej w Ostrzeszowie.

Grupa Azoty
Grupa Azoty
Grupa Azoty

W 2024 roku zasiadał także w radzie nadzorczej Alior Banku, przez kilka miesięcy był delegowany do pełnienia funkcji wiceprezesa.

Do Grupy Azoty trafił 1 października 2025 roku. W spółce odpowiada za procesy restrukturyzacyjne, energetykę, politykę kapitałową oraz obsługę prawną.

Jest też dyrektorem generalnym zakładu w Tarnowie.

Diagnoza, która boli

Nie powiało optymizmem podczas pierwszego spotkania dyrektora generalnego Grupy Azoty z dziennikarzami. Na przywitanie przyszło bowiem usłyszeć kilka informacji w kwestii kondycji Tarnowa na tle całej grupy.

– Miejsce, w którym jesteśmy jako fabryka w Tarnowie jest bardzo trudne. Ze wszystkich fabryk mamy najgorsze wyniki. Dzisiaj, jak byśmy na to realnie spojrzeli, to problemem całej Grupy jest fabryka w Tarnowie – rozpoczął Artur Chołody.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu, przedsiębiorstwo z ul. Kwiatkowskiego przyniosło Grupie Azoty 150 milionów złotych. Ale straty.

Podjąłem się tej misji, żeby to zmienić. Chodzi o to, żeby Tarnów, który jest właścicielem wszystkich pozostałych spółek był tym, która Grupie pomaga osiągać sukcesy. To jest cel na ten rok. Bo wyjście Tarnowa z minusa, jest jak dołożenie gdzieś indziej plusa
Artur Chołody, wiceprezes Grupy Azoty

Artur Chołody przedstawił 5-punktowy plan reanimacji tarnowskiego przedsiębiorstwa. To opracowanie, które przygotował zespół złożony w większości z menadżerów pracujących w Tarnowie. Poza energetyką, gdzie najwięcej do powiedzenia mają ludzie z Kędzierzyna.

Założenia są ambitne. Wynik Tarnowa ma się poprawić o co najmniej 100 mln zł.

Para nie będzie szła w gwizdek

Pierwszymi miejscami, gdzie szukano oszczędności stała się energetyka. To zresztą kula u nogi całej Grupy. Planowane inwestycje w tym względzie mają globalnie przynieść 350 milionów złotych oszczędności.

W Tarnowie, tylko w pierwszym roku, ma w kasie zostać 28 milionów. W jaki sposób?

Przez cztery letnie miesiące letnie będziemy działać bez kotła węglowego. Oprzemy się wyłącznie na naszej parze odpadowej. Z tych pieniędzy, które sami zaoszczędzimy, chcemy dokonać wymiany kotła na gazowy. Podkreślam, z naszych pieniędzy, bez proszenia się u innych – mówi.

Azoty w Tarnowie
Azoty w Tarnowie
Paweł Topolski

Do tej pory tarnowskie Azoty w ciągu godziny produkowały około 165 ton pary. A do procesów technologicznych potrzebne było raptem trzydzieści. Nadwyżka była przerabiana na prąd, który był… droższy niż na wolnym rynku.

Przynajmniej w przypadku firmy w Kędzierzynie.

W sumie ta zmiana – czyli rezygnacja z palenia i nowy kocioł – powinny przynieść Tarnowowi 80 mln. oszczędności.

Nowy kocioł firma ma już na oku. Stoi on w Anglii. To urządzenie, które zostało wyprodukowane specjalnie pod unikatową instalację. Instalacji nie uruchomiono. Kocioł stoi nieużywany. I, jak słyszymy, można go kupić w dobrych pieniądzach.

Lada dzień na Wyspy poleca energetycy Grupy Azoty, żeby przypatrzeć się dokładnie maszynie. Być może uda się ją jeszcze sprowadzić w tym roku.

Wyłącznie kotła węglowego planowane jest w ciągu najbliższych trzech tygodni. Skąd taki pośpiech?

– Oczywiście, że wolelibyśmy robić to wolniej. Ale nie mamy czasu, bo nie mamy kasy. Efekt? Będziemy żyli z własnej pary odpadowej, nie będziemy produkować prądu, tylko parę wykorzystamy produkcyjnie – mówi wiceprezes.

W pięć tygodni 39 zleceń dla swoich

Z przeprowadzonej analizy wynika, że w rozmaitych spółkach córkach Grupy Azoty prawie 2000 osób pracuje w sektorze remontowym, remontowo-budowlanym i projektowym. Siedemset z nich zatrudnia Tarnów.

Artur Chołody sprawę stawia jasno.

Zlecenia mają być dla swoich. I tu nie chodzi o to, żeby skrzywdzić lokalnych przedsiębiorców, ale w Tarnowie usługi wykonywały spółki z całego kraju. A przecież mamy swoje spółki i swoich pracowników. Przeprowadziliśmy dokładna analizę, co możemy zlecać w ramach Grupy. Zarabiają nasi pracownicy i kapitał zostaje w Grupie – wyjaśnia.

Program prowadzony jest od pięciu tygodni. Tylko w tym czasie spółki pozyskały aż 39 nowych zleceń. Koniunktura i zapotrzebowanie są, więc niewykluczone są przyjęcia nowych pracowników.

Grupa Azoty
Grupa Azoty
Grupa Azoty

– Każde zlecenie przejrzymy najpierw pod kątem, czy może je wykonać nasza spółka – mówi z naciskiem.

Kolejna kwestia to ogarnięcie całego majątku Grupy. Szczególnie tego, który jest obecnie wynajmowany różnym podmiotom. Naliczono w sumie około 700 najemców. W tym segmencie, po urealnieniu cen za wynajem, spółka liczy na duże przychody. Zarząd wprost mówi, że owe nieruchomości to „Piąta fabryka w Grupie”

Doradcy będą sobie musieli radzić sami

Wielokrotnie podkreślano, że do przesady rozbuchany jest sztab zewnętrznych ekspertów i doradców w Azotach. Ironicznie czasem mówiono, że Grupa z firmy produkcyjnej stała się fabryką złożoną z ekspertów.

Jak twierdzi wiceprezes, na oszczędnościach z tytułu ograniczenia doradzania się osiągnięto „znaczne rezultaty”.

– Mój zespół, na przykład składa się z ludzi z Tarnowa i energetyków z Kędzierzyna. Znany jestem z oszczędności. U mnie doradcy będą kosztowali mniej niż w tamtym roku. Zewnętrzni są potrzebni do negocjacji z bankami czy Orlenem – twierdzi.

Tarnów wreszcie przestanie być sponsorem kawy dla całej Grupy. To, co udało się wynegocjować, to wyjęcie kosztów korporacyjnych. Do tej pory bowiem spółka-matka otrzymywała nieznaczną rekompensatę. Teraz, a właściwie od 1 stycznia, każdy ma płacić za siebie.

„Zielone kołnierzyki” w cenie

W ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy tylko z tarnowskiej firmy odeszło 170 osób. Część dobrowolnie, część poszukała sobie lepszej pracy. Niektórych kierowników i menedżerów przeniesiono do innych spółek.

To efekt polityki, która prowadzona była w ostatnich latach.

Widać dysproporcje między „zielonymi kołnierzykami a „białymi”. W Tarnowie liczba pracowników produkcyjnych się zmniejszała a rosły wsparcie czy liczba pracowników umysłowych – konkluduje Chołody.

Diametralnie ma się zmienić polityka zatrudniania. Pierwszeństwo w przyjęciach będą mieli pracownicy produkcyjni. W wypadku wakatu natychmiast ma zostać rozpisany konkurs i strata ma być uzupełniona.

Grupa Azoty
Grupa Azoty
Grupa Azoty

W przypadku biurowca – każde nowe zatrudnienie ma mieć bardzo mocne uzasadnienie biznesowe.

Dziennikarze dopytywali, czy takowe zachodziło w przypadku zatrudnienia w charakterze głównego specjalisty byłej przewodniczącej rady miejskiej Małgorzaty Mękal. Odpowiedzi nie otrzymali.

Kryzys, w jakim pogrążyła się Grupa Azoty spowodował siłą rzeczy mniejsze płace w stosunku do innych firm czy spółek. Potentat chemiczny przestał być atrakcyjnym pracodawcą. Tarnowskie związki zawodowe od dawna upominały się o podwyżki. Daremnie. Bo kasa świeciła pustkami.

W odruchu serca i w obawie przed upadkiem firmy i stratą pracy w ogóle pracownicy zrezygnowali z podwyżek oraz nagród. Czy obecnie pojawia się jakakolwiek perspektywa na lepsze pobory?

– Ostatnie lata były misją ratunkową, nie zaś rozwojową. Dziś sytuacja się poprawia. To pozwala na podjęcie negocjacji ze stroną społeczną. Było ostatnio spotkanie z ministrem Balczunem, na którym byli obecni przedstawiciele wszystkich związków zawodowych. Znamy oczekiwania. Odniesiemy się do nich. I jako pierwsi dowiedzą się o nich związkowcy i pracownicy – mówi wiceprezes.

Kryzys okazał się kołem ratunkowym

Wojna na Ukrainie oraz ostatni kryzys w Cieśninie Ormuz. Te dwa wydarzenia, paradoksalnie, pokazały siłę i kierunki, w których może rozwijać się Grupa Azoty. To sektory nawozowy oraz tworzyw sztucznych.

Zakaz eksportu nawozów, który ogłosiły Chiny i Rosja pokazał fatalną sytuację rynku europejskiego. Okazało się bowiem, że na Starym Kontynencie pozostały dwie poważne firmy chemiczne, które liczą się na rynku nawozowym.

Nawozy z Grupy Azoty
Nawozy z Grupy Azoty
Grupa Azoty

To norweska Yara, która kontroluje rynek w Zachodniej Europie i właśnie Grupa Azoty, która ma najwięcej do powiedzenia w Europie Środkowej. 

 – Jak przychodzi co do czego, zostaliśmy sami. Stanęło na tym, że Europa ma dwóch producentów nawozów. I bez dopływu zostajemy sami. A przecież mówimy o produkcji żywności, czyli o fundamentalnym bezpieczeństwie – podkreśla Chołody.

Już teraz widać duże przebudzenie w sprzedaży nawozów. Na ile poważne i długofalowe? To powinno okazać się w najbliższych dniach, gdy GA opublikuje raporty.

Przyszłość w mariażu ze zbrojeniówką

„Nitrotar” – to słowo, które kilkakrotnie przewijało się podczas spotkania. Nitrotar, czyli nowa spółka w strukturze Azotów. I zaangażowanie się Grupy Azoty we współpracę z Polską Grupę Zbrojeniową. Ta dysponuje niemal nieograniczonymi pieniędzmi. Skorzystać z nich mogłyby także tarnowskie Azoty.

Nie bez znaczenia jest fakt, że prezesem PGZ jest były szef Grupy Azoty, Tarnowianin – Adam Leszkiewicz. Co prawda niedawno zrezygnował on z funkcji kierującego radą nadzorczą Azotów. Ale, jak twierdził, powodem jego decyzji był ogrom pracy w sektorze zbrojeniowym.

Do uruchomienia instalacji nitrocelulozy i prochu wielobazowego jeszcze daleka droga. Co najmniej kilkuletnia. Ale w temacie już teraz dużo się dzieje.

już przygotowane działki pod nowe instalacje, które nie kolidują z obecnie działającymi. Jest wybrana technologia, wykonano wiele działań formalnych i wyliczeń. Azoty jednak chcą już teraz działać aktywnie na rynku zbrojeniowym.

Wykres giełdowy
Wykres giełdowy
Materiały prasowe

Sprzedawaliśmy do tej pory oleum kwasu siarkowego jako nasz produkt militarny, ale mamy naszą spółkę tworzywową i stąd możliwość wyprodukowania półproduktów z granulatu czy poliamidu pod różnego rodzaju sprzęt militarny. I jest zainteresowanie ze strony PGZ – twierdzi dyrektor generalny.

Do Polskiej Grupy Zbrojeniowej poszła też oferta ze strony spółek remontowych i budowlanych i projektowych. Pierwsze zamówienia mogą nadejść jeszcze w tym roku.

Przypomnijmy, że zadłużenie Grupy Azoty wynosi obecnie 18,2 mld zł. Umowa zbycia spółki Grupa Azoty Polyolefins (GAP) na rzecz Orlenu zmniejszy je o 4,7 mld zł, do 13,5 mld zł. Do transakcji ma dojść w III kwartale.

W ostatnich dniach za akcję GA płacono na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych około 21,70 zł.