Tarnowianie w Księdze Guinnessa. Współtworzyli najdłuższe tiramisu na świecie

Najdłuższe tiramisu na świecie ma prawie pół kilometra długości. Niedawno wykonano je w Londynie. A masę do niego ucierało dwoje tarnowskich kucharzy – Maria Tabbi i Rafał Ruszel.

Tiramisu to jeden z najbardziej kultowych deserów we Włoszech. I jak to w Italii bywa, wiele regionów kłóci się o jego wynalezienie. Na pewno jednak wiemy, że narodziło się ono na północy.

Tiramisu, czyli „Popraw mi humor!”

Niektórzy uważają, że powstało już w XVII wieku na cześć władcy Toskanii. Inna teoria głosi, że danie ma początki w XIX-wiecznym Turynie. Miało być prezentem dla pierwszego szefa włoskiego rządu Camilla Cavoura.

W północno-wschodnich Włoszech najpopularniejszym jest przekaz, że tiramisu zostało opracowane dopiero w latach 70. ubiegłego wieku. Miał to być pomysł Ady Campoel, właścicielki restauracji „Le Becchierie” w Treviso pod Wenecją. Ambicją kucharki miał być deser, który pomógłby odzyskać kobiecie energię po porodzie.

Mirko – kolekcjoner słodkich rekordów

Pomysłodawcą wyprodukowania najdłuższego tiramisu na świecie był włoski mistrz kuchni Mirko Ricci. To swoisty kolekcjoner kulinarnych rekordów Guinessa. Ma już koncie przygotowanie największego ptysia i napoleonki oraz najdłuższej focacci.

Mirko Ricci
Mirko Ricci
Facebook Mirko Ricci

Z rekordowym tiramisu Ricci mierzył się po raz drugi. Poprzedni rekord wyrwał mu w 2019 roku jeden z mediolańskich cukierników, którego produkt mierzył „zaledwie” 273,5 metra.

„Dwa dni młynu na pełny zegar”

Dla Rafała Ruszela i jego żony Marii Tabbi przygotowanie rekordowego tiramisu było przygodą życia. Do udziału w rekordowej próbie zostali zaproszeni przez stowarzyszenie włoskich kucharzy w Londynie, do którego należą.

O pomyśle bicia rekordu dowidzieliśmy się pół roku wcześniej. Wszystkie sprawy ogarniał syn, który mieszka w Londynie. Z Mirko nie znałem się wcześniej, ale z Włochami tak. Bo przez ponad dwadzieścia lat prowadziłem restaurację na południu Sycylii – uśmiecha się Rafał Ruszel.

Dwa dni zajęło setce kucharzy układanie kultowego włoskiego deseru. Gigantycznego ciastka nie wykonywano jednak w ojczyźnie tiramisu, ale w sercu Londynu. Dokładnie zaś tuż przy ratuszu w dzielnicy Chelsea.

W pierwszy dzień pracowaliśmy od 6.30 do 22. Nazajutrz od ósmej do szesnastej. Nam przypadłą najtrudniejsza i najbardziej wymagająca część pracy, czyli ucieranie kremu
Rafał Ruszel

Przestrzegano surowych reguł, których spełnienie dawało wpis do Księgi Rekordów Guinnessa. Naczynie tiramisu musiało być wysokie na minimum 8 centymetrów i szerokie na piętnaście. Do tego dochodziły wymagania w kwestii struktury wyrobu. Nad wszystkim czuwało specjalne jury.

Tona mascarpone, trzy tysiące jajek, hektolitry kawy

Przygotowanie tiramisu samo w sobie nie jest specjalnie wymagające. By doświadczyć smaku tego kultowego ciasta, potrzebujemy biszkoptów, jajek, serka mascarpone, kilku filiżanek espresso, likieru o smaku słodko-gorzkim – najlepiej amaretto – i sproszkowanego kakao.

Gdy jednak przychodzi do przygotowania rekordowego deseru, ilość użytych składników wbija w fotel. Do ułożenia warstw zużyto 150 tysięcy biszkoptów typu savoiardi, do masy wbito 3000 jajek. Mascarpone zużyto pewnie około tony a ilość przygotowanego espresso mogła przekroczyć spokojnie tysiąc litrów. Część z tego na pewno wypili kucharze. Tajemnicą pozostaje, ile likieru wlano do masy.

Rekordowe Tiramisu
Rekordowe Tiramisu
Rafał Ruszel. Archiwum prywatne

Rekordowe tiramisu zostało udekorowane specjalnymi detalami związanymi z monarchią. Z kakaowego proszku usypano koronę i okolicznościowe życzenia z podziękowaniem dla brytyjskiej rodziny królewskiej.

Tuż po wykonaniu gigantyczne ciasto, które mierzyło dokładnie 448 metrów i 60 centymetrów zostało pokrojone na kawałki. Zlicytowane zostało na cele charytatywne. Za dwukilogramowy kawałek trzeba było zapłacić minimum 45 funtów. Mniejsza porcja, która ważyła 250 gramów, została wyceniona na 10 funtów.

Takie jak z Londynu zjesz w Tarnowcu

Rafał Ruszel pochodzi z Tarnowa, ale przez ponad 30 lat prowadził restaurację na Sycylii. Na południu wyspy, niedaleko miejscowości Gela. To właśnie tam poznał swoją żonę, Marię Tabii.

Trzy lata temu wspólnie otworzyli włoską restaurację w Tarnowcu pod Tarnowem. W menu lokalu widzimy przed wszystkim dania kuchni sycylijskiej. Są między innymi kultowe arancini, czyli zasmażane kulki nadziewane szpinakiem, buratą czy szynką, nie może zabraknąć też bruschetty. Jak na kuchnię sycylijską przystało zamówimy także owoce morza czy ryby, jak choćby miecznika czy dorsza. Skosztować można pierożków, zwanych gniocchi.

Tiramisu w karcie też oczywiście jest.

Porcja kosztuje 25 zł. Ale deser nie jest codziennie dostępny. Przygotowywany jest wyłącznie na weekend. Można go zjeść między piątkiem a niedzielą.

– Czy jest tak dobry, jak ten rekordowy? Nie mnie to oceniać. Na pewno jednak przygotowywany z tą samą pasją, co w Londynie czy wcześniej na Sycylii – mówi na pożegnanie Rafał Ruszel.