Termin ani kwota nie wpływają na frekwencję BO [Rozmowa]

Mieszkańcy stolicy mieli do podziału blisko sześciokrotnie większą kwotę w ramach budżetu obywatelskiego. Frekwencja nie była powalająca, ale zadowoliła urzędników. O tym, jak wygląda budżet obywatelski w Warszawie, opowiada Justyna Piwko.

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Warszawiacy zgłosili ponad 2,6 tys. projektów, w głosowaniu wzięło udział ponad 128 tysięcy osób. To Państwa satysfakcjonuje?

Justyna Piwko, koordynatorka warszawskiego budżetu obywatelskiego: Patrząc na trzy edycje, jesteśmy usatysfakcjonowani, bo liczba złożonych projektów jest w tym roku największa. Mieszkańcy Warszawy widzą, że budżet obywatelski to sposób na dokonywanie zmian w mieście według ich potrzeb.

Natomiast frekwencja jest niższa z powodu zasad głosowania. Wykluczyliśmy w tej edycji możliwość oddawania głosów w czyimś imieniu. Jeśli ktoś chciał zagłosować za pomocą papierowego formularza, musiał to zrobić osobiście.

To odpowiedź na nieprawidłowości z poprzednich edycji?

Tak. Karty głosowania były przynoszone do nas w dużych ilościach. Niektórzy oddający głosy nawet nie wiedzieli, że mogą zagłosować na więcej niż jeden projekt. Chcielibyśmy, aby głosowanie było bardziej świadome – stąd ta zmiana.

W Krakowie mówi się, że frekwencja jest zależna od kwoty. W stolicy pomimo 60 mln złotych, frekwencja nie była dużo wyższa niż w stolicy Małopolski. W takim razie co Pani zdaniem najbardziej wpływa na frekwencję?

Powiedziałabym, że kwota nie wpływa na frekwencję. Ważniejszy jest przepływ informacji i dotarcie z nią do mieszkańców. Kluczowe są również same projekty. Im więcej z nich odpowiada potrzebom mieszkańców, tym bardziej przyciągają i zachęcają do wzięcia udziału w głosowaniu.

Druga sprawa to promocja i edukacja. Ważne, aby ludzie zrozumieli czym jest budżet obywatelski i że mogą się w niego włączyć. Niektórzy myśleli, że nie mogą brać udziału w głosowaniu, bo nie są zameldowani w Warszawie. A to oczywiście nieprawda. Staramy się dotrzeć z informacją do wszystkich.

Przewodniczący Rady Miasta Krakowa stwierdził, że mogły na to wpłynąć Euro 2016 i pora wakacyjna.

W Warszawie głosowanie zawsze odbywa się w drugiej połowie czerwca ze względu na strukturę miasta. Na frekwencję składa się wiele czynników. Należałoby pewnie zrobić badanie, czy faktycznie jest tak, że więcej osób głosowałoby w innym terminie. Nie mam jednak takiego wrażenia.

Słyszała Pani o kontrowersyjnym projekcie "Skrzydła dla Krakowa"? Podpisy poparcia były zbierane za pieniądze. Można powiedzieć, że było to mało etyczne albo też można to określić następująco: nowatorskie podejście do sprawy.

To jest przykład, nad którym się w Warszawie zastanawiamy. Nie ma u nas budżetu ogólnomiejskiego, tylko dzielnicowy. Jednym z argumentów jest właśnie przypadek, kiedy dochodzą takie środki finansowe, że warto walczyć o nie różnymi sposobami, nie do końca etycznymi. Stąd też u nas zmiana sposobu głosowania. Nawet kosztem frekwencji. Wspólnie z radą ds. budżetu partycypacyjnego rozważamy jednak, jak miałby wyglądać budżet na poziomie ogólnomiejskim. To trudne decyzje i z doświadczenia wiemy, że pomysły prześcigają zabezpieczenia.

W jaki sposób urzędnicy promowali budżet w stolicy?

Promocja odbywała się na kilku szczeblach. Centrum Komunikacji Społecznej zajmuje się informowaniem na poziomie całego miasta. Mówimy o kolejnych etapach budżetu, wydajemy broszury informacyjne, prowadzimy stronę internetową i Facebooka. Dbamy też o to, aby materiały promocyjne znalazły się w przestrzeni publicznej, np. na przystankach komunikacji miejskiej oraz zatrudniamy animatorów, którzy zachęcają do głosowania.

Swoje zadania do realizacji mają również dzielnice. Istotne jest to, aby informowały one mieszkańców zasadach, które są różne dla każdej dzielnicy np. o kwotach, które są w danej dzielnicy przydzielone na budżet obywatelski. Następnym szczeblem są sami autorzy projektów, które są poddane pod głosowanie. My ich w tym wspieramy.

Jak wyglądał podział środków na dzielnice?

O tym decydowały zarządy dzielnic. Miały wyznaczyć od 1 do 2 % budżetu.

Obecnie jesteście Państwo na etapie ewaluacji. Czego się można po niej spodziewać?

Przed nami jeszcze dwa spotkania focusowe. Będziemy pytać autorów projektów o różne etapy. Czego się spodziewam? W większości podążamy za uwagami mieszkańców i staramy się  odpowiadać na ich potrzeby, pamiętając jednak, aby zachować ideę budżetu partycypacyjnego. Przyglądamy się też innym miastom i staramy się wyciągać wnioski z ich doświadczeń. Chcemy, aby budżet był jak najlepszy.

Z Krakowa można wyciągnąć coś pozytywnego?

Widzi pan, że najbardziej w pamięci zostają te negatywne przykłady, bo o nich jest najgłośniej. Ciężko z informacją o pozytywach. Musiałabym bardziej zgłębić  temat, ale jestem przekonana, że na pewno coś można wykorzystać.