Tężnie na celowniku. „Takie bakterie występują w chlewniach i oborach”
– Temat, który dotyczy miejskich i osiedlowych tężni solankowych, jest sprawą pilną, bieżącą, która wymaga natychmiastowej reakcji Głównego Inspektora Sanitarnego, podlegającego bezpośrednio pod Ministra Zdrowia i Prezesa Rady Ministrów – mówiła radna Agnieszka Paderewska (PiS).
Projekt rezolucji
– W Polsce rośnie liczba miejskich i osiedlowych tężni solankowych. Obiekty te, budowane często w ramach budżetów obywatelskich lub z dofinansowaniem samorządów, stają się popularnym elementem infrastruktury miejskiej. W powszechnej opinii lokalnej społeczności pełnią funkcje „uzdrowisk w centrum miasta”, które zapewniają mieszkańcom dostęp do inhalacji jodowych bez konieczności wyjazdu do uzdrowisk – referowała projekt rezolucji krakowskich radnych z klubu Prawa i Sprawiedliwości.
Paderewska wskazywała, że badania przeprowadzone przez prof. dr hab. inż. Katarzynę Wolny-Koładkę, mikrobiolog z Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie, wykazały, że miejskie tężnie solankowe mogą nieść zagrożenie dla korzystających z nich osób.
Radni zwrócili uwagę, że mgiełka solankowa wytwarzana przez tężnie jest siedliskiem alergennych grzybów i promieniowców, a jak pokazały zeszłoroczne analizy – także bakterii kałowych (tężnia przy Zalewie Nowohuckim i Zalewie Bagry).
– W opinii naukowców ta sytuacja jest niebezpieczna z epidemiologicznego punktu widzenia – wskazali autorzy projektu.
Zdaniem radnych jak najszybciej na szczeblu centralnym powinny powstać ogólnopolskie, ujednolicone normy, wytyczne i rekomendacje dotyczące budowy, eksploatacji i kontroli miejskich tężni dla ich zarządców.
Trzeba zamknąć?
Radny Michał Drewnicki (PiS) pytał prof. Katarzynę Wolny-Koładkę m.in. o to, jak można rozwiązać tę sytuację, szczególnie teraz, gdy w Krakowie taka infrastruktura już istnieje.
– Czy zespół badawczy, który pochylił się nad tym tematem, wypracował jakieś rekomendacje? – pytał również radny Piotr Moskała (Koalicja Obywatelska).
– Od wielu miesięcy toczy się dyskusja w przestrzeni publicznej na temat zasadności budowy tężni miejskich. W Krakowie to już swego rodzaju moda. Reklamuje się je jako urządzenia, które poprawiają zdrowie osób inhalujących się tymi wyziewami – dodał radny Łukasz Maślona (Kraków dla Mieszkańców).
Dalej zwrócił się do prof. UR: – Dziękuję pani, że z odwagą potrafiła pani zająć się tym tematem. To już jest problem, który rozlał się na całą Polskę. To dobrze, że Kraków będzie w tym wypadku prekursorem. Mam nadzieję, że takich odważnych ekspertów będzie więcej.
Z kolei radna Renata Kucharska (PiS) zaproponowała, by przy każdej działającej już tężni zamieścić informację na temat niebezpieczeństwa i zagrożeń, które mogą płynąć z korzystania z tego typu infrastruktury.
– Jeżeli zagrażają zdrowiu, to dlaczego nie powinno się ich po prostu zamknąć? – pytała Małgorzata Kot (PiS).
„Troska o zdrowie mieszkańców i turystów”
– Moja obecność tutaj jest podyktowana głównie troską o zdrowie mieszkańców Krakowa, ale także turystów, którzy tak chętnie odwiedzają nasze miasto – mówiła prof. Katarzyna Wolny-Koładka.
Dalej zaznaczyła, że badania skażenia mikrobiologicznego krakowskich tężni (przy Zalewie Nowohuckim, Bagrach i ul. Padniewskiego) prowadzi od początku ich uruchomienia.
– Wraz z moim zespołem cyklicznie wykrywam w solance drobnoustroje chorobotwórcze (…). To są wszystko organizmy stanowiące zagrożenie dla zdrowia ludzi, szczególnie tych z obniżoną odpornością, dzieci czy też seniorów, którzy bardzo chętnie przychodzą w takie miejsca – podkreśliła.
– W całej swojej karierze naukowej bakterie kałowe wykrywałam w powietrzu tylko w bardzo specyficznych miejscach, takich jak budynki inwentarskie: chlewnie, obory czy stajnie. Natomiast w zeszłym roku bakterie Escherichia coli wykryłam w mgiełce pobranej w tężni nad Zalewem Nowohuckim, a także przy zalewie Bagry – zaznaczyła i dodała: – Myślę, że nie wymaga to już dalszego komentarza.
„Apelujemy do mieszkańców”
Dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie, Łukasz Pawlik, zaznaczył, że miejska jednostka apelowała już o niezgłaszanie w ramach budżetu obywatelskiego projektów związanych z budową nowych tężni.
Pawlik zaznaczył, że stosowana solanka musi być certyfikowanym produktem, a nie odpadem. – Główne koszty generuje transport i późniejsza utylizacja – wyjaśniał, dodając, że w Krakowie solanka jest wymieniana dwa razy w roku.
Dyrektor dodał też, że w każdej z tężni zamontowano dwie lampy UV. Przypomniał również, że w regulaminach obiektów nie ma zapisu o tym, że tężnie mają właściwości prozdrowotne.
– Nadal czekamy na wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego, do których chcielibyśmy się dostosować – podsumował.
„Korzystasz na własną odpowiedzialność”
Profesor UR zaznaczyła, że pod żadnym pozorem nie można stawiać znaku równości między miejskimi tężniami a tężniami w uzdrowiskach. Jak ocenia, te pierwsze to wyłącznie „mała architektura”.
– Nazywanie ich prozdrowotnymi tężniami solankowymi jest po prostu kłamstwem – dodała, zaznaczając, że dowody na prozdrowotne działanie istnieją tylko w przypadku dziewięciu tężni uzdrowiskowych w kraju
Skąd taka różnica? Ekspertka wskazała, że wpływ na skażenie mają m.in. małe gabaryty instalacji (w porównaniu np. do Ciechocinka) oraz zamknięty obieg wody.
Ekspertka wskazała też, że do solanki trafiają zanieczyszczenia od osób, które obmywają w niej ręce lub twarz. – Zainstalowane przez ZZM lampy UV również nic nie dały. Tego typu lampy nadają się do dezynfekcji wody basenowej, a nie tężni – podkreśliła.
Podsumowując, prof. UR stwierdziła, że przy tężniach powinny pojawić się tablice z napisem: „korzystasz na własną odpowiedzialność”.
Zaraz po dyskusji radni głosowali nad projektem. Rezolucja została przyjęta jednogłośnie: 40 głosów za, nikt nie był przeciw i nikt nie wstrzymał się od głosu.