„Tłuste koty” za 6,5 tys. zł? Kto chce zwalniać setki miejskich urzędników i dlaczego?
Radni Nowej Lewicy przygotowali rezolucje do prezydenta Krakowa, w której wyrażają sprzeciw wobec pojawiających się sugestii masowych, nielegalnych zwolnień urzędników samorządowych. Podkreślają, że takie wypowiedzi podważają stabilność zatrudnienia, godzą w osoby służące mieszkańcom i są sprzeczne z zasadami sprawiedliwości społecznej oraz solidarności.
W projekcie rezolucji radni przypominają, że konstytucyjna wolność zrzeszania się i działalności w partiach politycznych nie może być podstawą do kwestionowania pracy urzędników ani pretekstem do ich zwalniania. Wnioskują do Prezydenta Krakowa o przekazanie tego stanowiska pracownikom Urzędu Miasta i miejskich jednostek.
„Dobre kilkaset osób do zwolnienia”
Chodziło o tę wypowiedź Łukasza Gibały (Kraków dla Mieszkańców):
„Po tym jak zostałbym prezydentem to poprosiłbym o listę tych osób, które zostały zatrudnione w urzędzie po 7 maja 2024 roku, czyli po dniu zaprzysiężenia Aleksandra Miszalskiego na urząd prezydenta, każda z tych osób byłaby przeglądnięta pod kątem czy dostała tę pracę po znajomości, po linii partyjnej, to nie jest trudno, wystarczy sprawdzić, co robi ta osoba, czy pracuje dobrze czy źle".
I dalej: „Sądzę, że przytłaczająca większość z tych osób pracuje źle, bo dostała tę pracę po znajomości bądź po linii partyjnej i wszystkie te osoby byłyby zwolnione, a następnie tą samą procedurę powtórzylibyśmy w spółkach miejskich i w innych miejscach, sądzę, że to byłoby dobre kilkaset osób do zwolnienia, tłustych kotów, których zatrudniliście, które nic nie robią i które nadają się do zwolnienia”.
Głos w dyskusji zabrała Joanna Lipińska-Piekarska reprezentując Związek Zawodowy Pracowników Urzędu Miasta Krakowa. Stwierdziła, że ma swoje poglądy polityczne, z którymi się nie kryje. W ostatnich wyborach samorządowych kandydował do sejmiku z list Lewicy.
Zwracając się do radnego Łukasza Gibały, zapytała, czy zamierza ją kontrolować i wynająć prywatnego detektywa, aby sprawdzić z kim się spotyka. Zasugerowała również radnemu sprawdzenie kodeksu pracy, Konstytucji RP i regulaminu urzędu miasta pod kątem zbadania, czy któryś z tych dokumentów zabrania urzędnikowi posiadania legitymacji partyjnej.
– Spotkaliśmy się przed wyborami prezydenckimi i z pana usta padły słowa, że nie zwolni pan ani jednego urzędnika niższego szczebla. A jak po ostatniej sesji rady miasta mają się czuć te osoby? – pytała.
Zarzuciła też radnemu Gibale, że nazwał określił urzędników jako „tłuste koty i darmozjady”.
– Za 6,5 tys. złotych brutto? Jestem zbulwersowana pana wypowiedzią. Chce pan zrobić oszczędności kosztem urzędników? 5 proc. budżetu to wynagrodzenia wraz z miejscem pracy. Na tym chce pan oszczędzić? – pytała.
Joanna Lipińska-Piekarska dodała, że pracownicy magistratu są narażeni na stres i pracują w niezbyt komfortowych warunkach.
Skoordynowany atak i postawienie na staus quo
Łukasz Gibała stwierdził, że projekt rezolucji oraz wypowiedzi polityków z Koalicji Obywatelskiej w tej sprawie to „skoordynowany atak” i próba obrony obecnych praktyki, czyli „epidemii kolesiostwa”.
– Chodzi wam o to, aby dalej tak postępować – dalej zatrudniać swoich kolesi. A ja będę to dalej krytykował. Proszę tylko o nie przekręcanie moich słów – nie krytykuje zwykłych urzędników – podkreślił.
Radny potwierdził, że spotkał się z Joanną Lipińską-Piekarską, przypominając, iż wtedy również powiedział, że nikt z urzędników niższego szczebla nie musi czuć się zagrożony utratą pracy. – Chodziło o rewolucję na najwyższych stanowiskach. To tam są zatrudniani kolesie – powiedział Łukasz Gibała.
Stwierdził też, że sami pracownicy się do niego zgłaszają, narzekając na kompetencje swoich przełożonych.
Losy projektu
Wynik głosowania tej rezolucji nie ma większego znaczenia z uwagi na jej formę, czyli apel oraz to, że jest zaadresowana do prezydenta, który nie zamierza nikogo zwalniać, a tydzień temu potwierdził, że w przyszłym roku znajdą się pieniądze – 250 mln zł – na obiecane podwyżki.