To już koniec zbiórki w sprawie referendum. „Spektakularny sukces”

– Kraków chce zmian i do nich dąży. Zebraliśmy prawie 134 tysiące podpisów. To spektakularny sukces – podkreślił Jan Hoffman. Teraz listy trafią do weryfikacji.

Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz rady miasta złożyli w środę w delegaturze Krajowego Biura Wyborczego ponad 130 tys. podpisów mieszkańców. To ponad dwukrotnie więcej niż minimalna liczba wymagana do ogłoszenia głosowania.

Kiedy zapraszaliśmy państwa na konferencję, rozpoczynającą zbiórkę, nie sądziliśmy, że zakończy się tak spektakularnym sukcesem – podkreślił Jan Hoffman, lider komitetu.

Jego zdaniem to znak, że Kraków chce zmian i do nich dąży.

Składanie podpisów pod referendum
Składanie podpisów pod referendum
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

– Przypominam, jakie były warunki do zbierania podpisów: ferie, deszcz, mróz – relacjonował.

Teraz listy trafią do weryfikacji. Urzędnicy wyborczy będą sprawdzać każdy podpis – od numeru PESEL po poprawność danych adresowych. 

Jeśli ważnych okaże się co najmniej ok. 58 tys. podpisów, komisarz wyborcza będzie mogła zarządzić referendum.

Dlaczego aż 130 tysięcy podpisów

Liczba zebranych podpisów nie jest przypadkowa. Minimalny próg wymagany przez prawo to niespełna 58 tys. ważnych podpisów mieszkańców Krakowa.

Inicjatorzy akcji – z Janem Hoffmanem na czele – od początku zakładali jednak znacznie wyższy wynik. Celowali w pułap 100–120 tys. podpisów, aby stworzyć „poduszkę bezpieczeństwa” na wypadek odrzucenia części list z powodów formalnych.

Lekcja z przeszłości

Łukasz Gibała składający podpisy pod referendum w 2016
Łukasz Gibała składający podpisy pod referendum w 2016
Krzysztof Kalinowski

To lekcja z przeszłości. W poprzednich próbach referendalnych w Krakowie właśnie błędy formalne – nieczytelne dane czy pomyłki w numerach PESEL – decydowały o losie całej inicjatywy. 

Najgłośniejszy przykład to niedoszłe referendum z 2016 roku, kiedy środowisko Łukasza Gibały zebrało ponad 80 tys. podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Jacka Majchrowskiego.

Jacek Majchrowski komentuje informacje, że referendum w 2016 jednak się nie odbędzie
Jacek Majchrowski komentuje informacje, że referendum w 2016 jednak się nie odbędzie
Krzysztof Kalinowski

Na pierwszy rzut oka próg był bezpiecznie przekroczony. Po weryfikacji list przez komisarza wyborczego okazało się jednak, że blisko 40 tys. podpisów jest nieważnych

Powody były z pozoru prozaiczne: błędy w numerach PESEL, brak pełnych danych adresowych, nieczytelne podpisy czy wpisy osób, które nie były zameldowane w Krakowie.

Ostatecznie liczba ważnych podpisów spadła poniżej wymaganego progu i referendum w ogóle nie zostało ogłoszone.

To właśnie dlatego obecni organizatorzy zbiórki od początku mówili, że chcą zebrać znacznie więcej podpisów niż wymagane minimum.

Ich zdaniem dopiero tak duża nadwyżka daje realną szansę, że po weryfikacji przez urzędników liczba ważnych podpisów nadal przekroczy ustawowy próg.

Presja ulicy i „referendalna korekta”

Aleksander Miszalski
Aleksander Miszalski
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Jak informowaliśmy na LoveKraków.pl, tempo zbiórki podpisów zaczęło wpływać także na ton wypowiedzi władz miasta.

Jeszcze w połowie stycznia prezydent Aleksander Miszalski nie przewidywał zmian w projekcie strefy czystego transportu. Jednak gdy liczba podpisów przekroczyła 45 tys., zapowiedział „wielką korektę” SCT.

Wśród zapowiedzianych zmian pojawiły się m.in. darmowe niedziele w strefie parkowania oraz obniżka cen biletów miesięcznych komunikacji miejskiej. W internecie szybko pojawiło się określenie „referendalna promocja”.

Lista zarzutów wobec władz miasta

Wyrok ws. SCT
Wyrok ws. SCT
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Inicjatorzy referendum od tygodni przedstawiają powody, dla których – ich zdaniem – mieszkańcy powinni odwołać obecne władze miasta.

Na liście zarzutów pojawiają się m.in. rosnące zadłużenie Krakowa, brak kompleksowego audytu finansów miasta oraz zarzuty dotyczące obsadzania stanowisk w miejskich spółkach.

Spór o pieniądze

Jednym z najgorętszych tematów wokół referendum jest finansowanie całej akcji.

Prezydent Miszalski pytał publicznie: „Kto finansuje tę kampanię? Kraków nie jest na sprzedaż”

Podobne pytania pojawiały się już przy poprzedniej próbie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. Gdy środowisko Łukasza Gibały zbierało podpisy przeciwko Jackowi Majchrowskiemu, również wtedy w debacie publicznej pojawił się wątek pieniędzy i zaplecza organizacyjnego akcji.

Majchrowski sugerował wówczas, że tak szeroko zakrojona zbiórka podpisów – prowadzona na ulicach, w galeriach handlowych i przy wykorzystaniu materiałów promocyjnych – musi być finansowana z konkretnych źródeł.

Składanie podpisów pod referendum
Składanie podpisów pod referendum
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Podkreślał, że „takie akcje nie dzieją się za darmo” i pytał publicznie, kto stoi za organizacją przedsięwzięcia.

Do sprawy wówczas dotarli również dziennikarze LoveKraków.pl.

Portal rozmawiał z osobami zbierającymi podpisy na ulicach i ustalił, że część z nich otrzymywała wynagrodzenie za swoją pracę

W artykułach opublikowaliśmy także skany dokumentów i ofert pracy, z których wynikało, że za zbieranie podpisów przewidziane było wynagrodzenie.

Finanse

Inicjatorzy obecnego referendum opowiadają, że zbiórka podpisów ma charakter społeczny. Lider komitetu Jan Hoffman przekonywał, że sam komitet referendalny działa skromnie finansowo.

– Jeśli chodzi o sam komitet, o te 21 osób, to nasze wydatki na kamizelki, biuro, stronę internetową i bieżące sprawy są groszowe. Myślę, że całościowo to nie przekroczy kilku tysięcy złotych – mówił podczas konferencji prasowej. 

Słup reklamowy z ogłoszeniem dotyczącym referendum
Słup reklamowy z ogłoszeniem dotyczącym referendum

Wątpliwości pojawiły się jednak w związku z widoczną w mieście kampanią outdoorową. 

Dziennikarze LoveKraków.pl zwrócili uwagę, że na słupach ogłoszeniowych pojawiły się plakaty zachęcające do poparcia referendum. Hoffman przyznał wtedy, że część tych działań nie jest finansowana bezpośrednio przez komitet. Wyjaśniał, że w akcję włączyły się środowiska wspierające inicjatywę, w tym stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały, które pokryło koszty części kampanii reklamowej. 

Sam Łukasz Gibała, w rozmowie z LoveKraków.pl, nie ukrywał, że jego środowisko zdecydowało się wesprzeć inicjatywę referendalną.

Podkreślał jednak, że zrobił to dopiero po tym, gdy powstał obywatelski komitet mieszkańców. Jak tłumaczył, stowarzyszenie pomagało przy zbiórce podpisów oraz zaplanowało i sfinansowało kampanię outdoorową, m.in. na słupach ogłoszeniowych.

Jednocześnie opozycja wobec Aleksandra Miszalskiego zwracała uwagę, że w tym samym czasie miasto przeznaczyło 1,5 mln zł na druk 220 tys. egzemplarzy urzędowej gazety, co krytycy uznali za próbę prowadzenia politycznej kampanii za publiczne pieniądze.

Lekcja z 2016 roku

Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Dzisiejsza akcja przypomina wydarzenia sprzed niemal dekady. W 2016 roku Łukasz Gibała zebrał ponad 87 tys. podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Majchrowskiego.

Wydawało się wtedy, że referendum jest pewne. Jednak komisarz wyborczy odrzucił aż 39 tys. podpisów – głównie z powodu błędów formalnych.

Referendum to nie zabawa dla amatorów – komentował wtedy Majchrowski.

Największa bariera: frekwencja

Krzysztof Kalinowski

Nawet jeśli podpisy przejdą weryfikację, przed inicjatorami stoi jeszcze trudniejsze zadanie.

Aby referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej 3/5 liczby wyborców, którzy wzięli udział w ostatnich wyborach samorządowych. W przypadku Krakowa oznacza to ponad 158 tys. osób.

W historii polskiego samorządu tak wysoka frekwencja w referendum lokalnym zdarza się rzadko.

Lekcja z Warszawy

Dobrym przykładem jest referendum w Warszawie w 2013 roku w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Choć aż 94 proc. głosujących opowiedziało się za jej odwołaniem, referendum okazało się nieważne.

Frekwencja wyniosła 25,66 proc., a wymagany próg był wyższy – wynosił 29,07 proc.

Teraz decyzja komisarza

Krajowe Biuro Wyborcze ma 30 dni na sprawdzenie list. Jeśli liczba ważnych podpisów przekroczy wymagany próg, komisarz wyborczy wyznaczy termin referendum.

Według wstępnych szacunków głosowanie mogłoby odbyć się 17 lub 24 maja.