Top 4 najwyższych budynków w Krakowie – czyli jak rosną (albo nie rosną) nasze wieżowce

W Krakowie wszystko ma swoją tradycję. Mamy tradycyjne obwarzanki, tradycyjny brak miejsca parkingowego i tradycyjne podejście do wysokości budynków. Tu nie ma pośpiechu. Kraków buduje tak, jakby mówił: „Spokojnie, wieże nam nie uciekną”. I rzeczywiście – nie uciekają, bo większość stoi w tym samym miejscu od dekad, a te najwyższe pamiętają jeszcze czasy, gdy pod Jubilatem ustawiały się kolejki po banany.

Kraków to miasto, w którym można dostać skrętu karku… od oglądania zabytków, a nie od zadzierania głowy w stronę drapaczy chmur. Tu nawet gołębie mają poczucie, że lepiej nie latać wyżej niż wieża hejnałowa Mariackiego, żeby przypadkiem nie dostać mandatu od nadzoru budowlanego.

A jednak (o dziwo) w mieście, gdzie dach na wysokości 30 metrów uchodzi już za ambitny projekt, stoi kilka „wieżowców”. Można by je policzyć na palcach jednej ręki, ale że palce mam krótkie, to wyszedł mi ranking TOP 4. Jednak zanim do niego przejdziemy, mała lekcja historii.

Wielu próbowało, ale tylko nieliczni sięgnęli krakowskich chmur. Zresztą w Krakowie „wysoki budynek” to pojęcie względne. Dlatego poniższa lista to nie tylko cyfry, ale też historie – czasem zabawne, czasem absurdalne, ale zawsze krakowskie.

Zestawienie przygotowałem w kolejności od miejsca 4 do 1, żeby było trochę napięcia – jak w teleturnieju, tylko bez nagrody głównej. Choć, kto wie… może nagrodą będzie satysfakcja, że teraz wiesz, który krakowski budynek patrzy na resztę z góry.

Miejsce 4 – Remis na szczycie (~55 m)

Na czwartym miejscu mamy ścisk jak w konkursie piosenki w przedszkolu tzn. wszyscy dostają nagrodę. Choć różnią się wysokością całkowitą (niektórym wyrosły iglice i inne obiekty na dachu), to zgodnie z planem zagospodarowania do dachu wszystkie mają 55 metrów. Jest ich tak dużo, że po prostu je wymienię.

  • Biprostal – biurowiec z 1965 r., prawdziwy zabytek modernizmu,
  • Quattro Business Park – kompleks biurowy przy ul. Bora-Komorowskiego, istny świeżak w towarzystwie starszych kolegów,
  • Rondo Business Park – przy Rondzie Barei, to tam, gdzie było Capgemini, ale już ich tam nie ma,
  • Wieżowiec Kijowska – oddany do użytku w 2009 roku, typowy „prostokątny gigant” bez zbędnych ozdób,
  • Akademiki AGH, czyli domy Kapitol, Babilon, Olimp i Akropol,
  • Szpital Rydygiera – 15 piętrowy gigant, ikona Nowej Huty,
  • Biurowiec Vinci – nie mylić z „da Vinci”, gdyż jak mawiał Cuma „inwestor nie był z Rosji”,
  • Dom Wschodzącego Słońca – swoją nazwę zawdzięcza przeszklonej fasadzie, która w słońcu mieni się tak, że sąsiedzi muszą nosić okulary przeciwsłoneczne nawet w listopadzie.


Miejsce 3 – Okrąglak przy ul. Bociana – 60 m

Jak to przystało na jeden z najwyższych budynków w Krakowie, „Okrąglak” swoją historię zaczyna w czasach głębokiego PRL-u. Biurowiec przy Bociana 6 powstał w 1974 roku, jednak nie od razu był tym, za co się obecnie podaje. Pierwotnie był tylko modelem badawczym, istnym eksperymentem inżynierów. W ten sposób uczeni sprawdzali nową metodę budowy. Wznieśli więc budynek w technologii „ślizgowej”, polegającej w skrócie na tym, że szalunek jechał w górę, a reszta musiała za nim nadążać (potem w ten sposób budowano tunele w Afryce).

Nic więc dziwnego, że budynek przez lata stał jak wielki termos, aż w 1987 roku ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić mu okna i przemianować go na biurowiec. Tak oto powstał 60 metrowy kolos, w którym swoje pokoje miały tu zarówno Uniwersytet Jagielloński, jak i przeróżne instytuty techniczne, które brzmiały tak poważnie, że nikt nie pytał, czym się zajmują.

Co ciekawe obiekt, którego patronem mógłby spokojnie zostać sam Balenciaga, jest obecnie do kupienia za 14,5 miliona złotych. Jeśli zatem chciałbyś mieć w swoim portfolio trzeci najwyższy budynek w mieście i przerobić go na największy na świecie pomnik puszki Coli to masz ku temu niepowtarzalną okazję.



Miejsce 2 – K1 (Błękitek) – 88 m

Budowę tego olbrzyma rozpoczęto w 1972 roku. Pierwotnie miał być to budynek Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa”, ale w 1975 wyszło na jaw, że budynek wytrzyma wszystko, tylko nie ciężar maszyn drukarskich. Został więc zamknięty w stanie surowym, pomalowanym na pomarańczowo-żółto i ozdobiony szybami ze złotem, które znikało szybciej niż kartki na mięso.

W latach 90. kupili go Szwedzi. Chcieli go zburzyć, ale policzyli i wyszło, że taniej będzie go przerobić. Przebudowa trwała dwa lata – część pięter obcięto, kilka dodano, całość obłożono błękitnym szkłem z Luksemburga. I tak oto powstał „Cracovia Business Center”, co w tłumaczeniu na krakowski oznacza „Błękitek”.

Później na długie lata zadomowiły się w nim banki – najpierw BPH, potem Pekao. A w 2014 roku ochrzczono go „K1” – prawdziwy szczyt krakowskich dachów, który finalnie osiągnął 88 metrów i zajmuje drugie miejsce w naszym cudownym zestawieniu.

Miejsce 1 – Unity Tower (Szkieletor) – 102,5 m

W 1968 ogłoszono konkurs na budynek NOT-u (Naczelna Organizacja Techniczna), w którym zwyciężyła propozycja przygotowana przez zespół Zdzisława Arcta. W 1975 zaczęto jego budowę, a w 1979 – przerwano. Powstał szkielet 24-piętrowego kolosa, który przez następne dekady stał i straszył, zyskując wdzięczne imię „Szkieletor”.

Pomysłów na niego było tyle, że starczyłoby na trzy miasta: raz miał być hotelem, raz mieszkaniami dla hutników, raz centrum wystawowym. Miał mieć kawiarnię z widokiem na Tatry, salę kongresową na 500 osób, potem elewację z kamienia i nawet dwie niższe wieże obok. Jednak zawsze „coś” – brak pieniędzy, brak zgody, brak decyzji – powodowało, że zamiast nowoczesnej wizytówki Krakowa mieliśmy największy w mieście pomnik niedokończonej myśli budowlanej.

W końcu w 2016 ktoś naprawdę wziął się za jego dokończenie. Oczywiście nie w terminie, ale jednak. W 2020 budynek oddano do użytku jako Unity Tower. Czyli po 45 latach od wbicia pierwszej łopaty. Finalnie „Szkieletor” osiągnął 102,5 metra i tym samym stał się najwyższym budynkiem w mieście.

Z szacunkiem do własnego dziedzictwa

Krakowski wieżowiec to oksymoron. Stolica Małopolski to chyba jedyne miejsce, gdzie uważa się, że dobry wieżowiec to taki nie za wysoki. Owszem, miasto ma Unity Tower i K1, które można by pokazać w prospekcie inwestycyjnym, ale wciąż dominuje tu filozofia „im niżej, tym lepiej”.

I może to dobrze, że Kraków woli kamienice z historią niż wieżowce z leasingiem. Dzięki temu panorama miasta nie kończy się na logo korporacji, tylko na wieży mariackiej. I chyba właśnie w tym tkwi urok – że Kraków potrafi być miastem nowoczesnym, ale nie na tyle, by przysłonić samego siebie.

---

Autor: Szymon Odolanowski – od lat chodzi po Krakowie, patrzy na budynki i zastanawia się, kto to wszystko tak… wybudował.