Trener Cracovii: To powinno być święto dla ludzi

Cracovia tylko zremisowała z Ruchem Chorzów 1:1, choć to i tak całkiem dobry wynik. Od 44. minuty zespół Pasów przegrywał i dopiero w końcówce udało mu się strzelić wyrównującego gola.

Było blisko, by w tym sezonie Cracovia po raz pierwszy u siebie przegrała. – Jak nie możesz meczu wygrać, to go przynajmniej zremisuj. Dziś tak się stało. Założenia jak to zawsze bywa oczywiście były inne. Dostaliśmy bramkę do szatni i musieliśmy gonić wynik. Mamy punkt i go szanujemy – krótko podsumował mecz z Ruchem Chorzów trener Pasów Jacek Zieliński.

Świetna asysta i jeszcze lepsza bramka

Bramka dla Cracovii padła po znakomitym podaniu Mateusza Wdowiaka. Świetna wrzutka w pole karne wprost na głowę Miroslava Covili pozwoliła na to, by jeden punkt został w Krakowie. Młody pomocnik Pasów zaliczył wejście smoka. W spotkaniu z Ruchem pojawił się na murawie dopiero w 82. minucie, a 120 sekund później padła bramka. – Mateusz dostaje dużo szans. Są mecze, gdy gra od początku, a są takie kiedy wchodzi z ławki. Jego czas na boisku jest adekwatny do tego, jaką przed spotkaniem prezentuje dyspozycję. Dziś dał bardzo dobrą zmianę i to trzeba podkreślić – zaznaczył opiekun krakowian.

Po świetnej asyście Wdowiaka, Covilo zdobył już swojego 4 w tym sezonie gola. Na ten moment jest najlepszym strzelcem w zespole Pasów. – Miro jest w takiej dyspozycji, że ta pika zawsze gdzieś trafi go w głowę i wpadnie do bramki. Jest naszym mężem opatrznościowym, a to też świadczy o naszym potencjale w ofensywie – tłumaczył trener Zieliński.

Okrojony skład

To już kolejny mecz, kiedy styl jaki prezentuje Cracovia nie jest najlepszy. Sprawy nie ułatwiają kontuzje, bo w meczu z Ruchem zagrać nie mogło aż 4 piłkarzy. Szansa na rotację i zmiany, które mogłyby wnieść do gry nieco ożywienia, były mocno ograniczone. – Kroję z tego, co mam. Było w sumie 13 zawodników ofensywnych, więc co miałem zrobić? Tomasz Siemieniec akurat jeszcze nie był gotowy do gry. Takie życie – stwierdził ironicznie szkoleniowiec.

Brzęcząca mucha

Mecz z Ruchem toczył się w dość smutnej atmosferze. Trybuny świeciły pustkami przez co spotkane w ogóle nie przypominało meczu o punkty. – To była ligowa gra sparingowa. Bez dopingu i całej piłkarskiej otoczki. Wszystko było słychać łącznie z brzęczącą muchą. Nie wiem czy gdzieś na świecie gra się mecze przy pustych trybunach. To powinno być święto dla ludzi. U nas jednak już tak jest. Zawsze się każe kibiców, zawodników - Komisja Ligi ma fajny ubaw, ale co z tego – zakończył trener Zieliński.