Trzy lata więzienia za jeden cios. Sąd zmienia wyrok
Kłótnia, szamotanina, dwa ciosy. Ten drugi, który zadał Piotr A., może zaważyć na jego dalszym życiu, bo właśnie po nim na ziemie pada mężczyzna, który później, w wyniku obrażeń, umiera. Sąd Okręgowy skazuje A. na trzy lata więzienia. Sprawa jednak trafia do Sądu Apelacyjnego w Krakowie, który zupełnie inaczej ocenia zdarzenie.
15 marca 2015 roku kilku mężczyzn jechało samochodem, wśród nich był Piotr A. W pewnym momencie na jezdnie wyszedł poszkodowany. Zachowywał się agresywnie, doszło do próby wyciągnięcia podróżujących osób z auta. Piotr A. został uderzony i zrewanżował się tym samym napastnikowi. Ten upadł na ziemię i tak niefortunnie uderzył o nią głową, że kilkanaście dni później zmarł.
Sąd Okręgowy w Kielcach uznał, że Piotr A. jest winny nie tylko uderzenia, ale również spowodowania śmierci mężczyzny. Zdaniem orzekającego, oskarżony powinien przewidzieć, co może spowodować jego cios. Dlatego został skazany na trzy lata pozbawienia wolności, 20 tys. zł zadośćuczynienia oraz zwrot 11 tys. zł kosztów sądowych. To zdaniem obrony zbyt duża kara i niesprawiedliwy wyrok.
Niefortunny zbieg okoliczności
Mecenas Marek Banasiewicz przekonywał krakowski skład, iż oskarżony nie mógł przewidzieć tego, że w wyniku jego ciosu nastąpi śmierć. Zwłaszcza, że to pokrzywdzony sprowokował zdarzenie. Sytuacja, zdaniem obrońcy, była dynamiczna. Oskarżony też od samego początku przyznał się do faktu uderzenia pokrzywdzonego, opisał okoliczności.
Piotr A. nie próbował też w żaden sposób utrudniać śledztwa. – Jest on niekarany, ma nieposzlakowaną opinię. To jedyne zdarzenie, przez które stanął przed sądem. Kara więzienia jest niewspółmierna – zaznaczył Banasiewicz. Obecny na rozprawie Piotr A. poprosił tylko i wyłącznie o sprawiedliwy wymiar kary.
Sąd Apelacyjny w Krakowie nie uniewinnił Piotr A. w całości. Jednak mężczyzna nie trafi za kratki. Został skazany, ale jedynie za uderzenie poszkodowanego. W uzasadnieniu wyroku, sąd stwierdził, że sytuacja miała przebieg szybki i dramatyczny. Oskarżony nie miał szans na to, aby pomyśleć o tym, że uderzenie spowoduje upadek, a upadek obrażenia ciała, które doprowadzą do śmierci. Zresztą, jak dodał sąd, sam upadek, po którym ktoś umiera to zjawisko dość rzadkie.
Stąd najłagodniejszy wymiar kary, czyli kara grzywny, która przez to, iż oskarżony był zatrzymany, została spłacona. – Oskarżony nie jest zdemoralizowany, sam zgłosił się na policje, bardzo przeżywał całe zdarzenie. Jest osobą, która zasługuje na to, aby usłyszeć najłagodniejszy wymiar kary – podsumował sędzia Jacek Polański. Oprócz tego obniżono zadośćuczynienie do 5 tys. zł.