"Tulipan" skazany

Sąd uwierzył słowom pokrzywdzonej kobiety, która zeznała, że Robert W. zdobył jej zaufanie i wyłudził 280 tys. złotych. Wyrok w tej sprawie zdziwił obserwatorów procesu. Sam oskarżony stwierdził, że dostał dwa lata, bo ma „ch… twarz”.

Robert W. to znany, zwłaszcza kobietom, „Tulipan”, kilkukrotnie skazany za oszustwa i stosowanie gróźb. Tym razem sąd orzekł, że za swoje przestępstwa musi odsiedzieć dwa lata w więzieniu oraz naprawić szkody w wysokości 140 tys. złotych względem Moniki B., która uwierzyła mężczyźnie, że ten pomoże jej w biznesie.

Zarzuty

W 2012 roku Monika B. poznała Roberta W. przy ul. Mogilskiej. Kobieta załatwiała tam sprawy związane z rozwodem. W. przedstawia się jako Marcin B., komornik. Zostali „partnerami biznesowymi”.

Jak przekonywała prokurator, materiał dowodowy, a w szczególności zeznania pokrzywdzonej, jasno wskazują na to, iż oskarżony dopuścił się zarzucanych mu czynów. Robert W. przedstawiający się jako komornik, wzbudził zaufanie Moniki B. m.in. przeprowadzeniem kilku transakcji, które były korzystne dla kobiety.

Pokrzywdzona chciała otworzyć zakład kosmetyczny przy ul. Kościuszki. „Tulipan” stwierdził, że ma na oku lokal po atrakcyjniej cenie. Monika B. przekazała mu w trzech transzach 280 tys. złotych na zakup nieruchomości. Do transakcji jednak nie doszło, a pieniądze rozpłynęły się. Kiedy Monika B. zawiadomiła organy ścigania, Robert W. zagroził kobiecie, że ją zabije, jeśli nie wycofa swoich zeznań.

Za opisane czyny, prokuratura domagała się dwóch lat więzienia i naprawienia szkody w wysokości 280 tys. złotych.

Obrona

Adwokaci Roberta W. nazwali zeznania Moniki B. „kreatywnością na miarę Sapkowskiego” i stwierdzili, że cała historia jest niewiarygodna. Obrona podała w wątpliwość przekazanie pieniędzy oskarżonemu przez pokrzywdzoną. – Nie ma żadnych dowodów na to, że dała mojemu klientowi te pieniądze – stwierdziła adwokat „Tulipana”.

Mecenas przekonywała sąd, że Monika B. wielokrotnie mówiła nieprawdę. Obiecywała, że przedstawi dokumentację potwierdzającą, że była w posiadaniu odpowiedniej ilości pieniędzy, a ostatecznie potrafiła udokumentować jedynie to, że miała 15 tys. złotych. Zdaniem obrony Roberta W., także jej mąż nie był w stanie uzbierać takiej kwoty. Również z dokumentów zdobytych z Urzędu Skarbowego nie wynikało, aby Monika B. kiedykolwiek posiadała kwotę zbliżoną do tej, którą miała przekazać mężczyźnie na zakup lokalu na Zwierzyńcu.

Robert W. aż do ogłoszenia wyroku był cichy i z pokorą odnosił się do zarzutów. – Od samego początku postępowania zależało mi na wyjaśnieniu tej sprawy. Udzielałem informacji i skłaniam się do wniosku obrońców o uniewinnienie – stwierdził mężczyzna.

Winny

Sędzia Anna Cichoń nie miała jednak wątpliwości i uznała, że Robert W. jest winny. Wyrok został oparty na zeznaniach Moniki B. i jej męża. Na niekorzyść oskarżonego zeznały również inne osoby, które, na ich nieszczęście, poznały Roberta W.  – Ludzie ci stwierdzili, że już w 2015 roku Monika B. opowiadała im, że została oszukana – dodała sędzia.

A więc zeznania innych pokrzywdzonych wraz z relacją Moniki B. i jej męża okazały się wiarygodniejsze niż wyjaśnienia W., który nie przyznał się do żadnego z zarzucanych czynów, a nawet zaprzeczył, iż kiedykolwiek znał Monikę B.

Jednak w czasie składania wyjaśnień stwierdził też, że nie będzie niczego wyjaśniał i musi przemyśleć sprawę. Złożył też wniosek o mediację. – Ktoś, kto jest niewinny i nie zna oskarżyciela, w taki sposób nie ustosunkowuje się do stawianych mu zarzutów – zauważył sąd. Anna Cichoń dodała również, że nie znalazła powodów, aby pokrzywdzona miała bezpodstawnie obciążyć oskarżonego.

W uzasadnieniu do wyroku znalazła się ciekawa rzecz. Otóż pokrzywdzona nie musiała w żaden sposób udowadniać, że posiadała kiedykolwiek taką sumę pieniędzy, jaka pojawiła się w akcie oskarżenia. Sąd uznał, że środki te mogły pochodzić z darowizn czy od rodziny. Może też tak być, że Monika B. bała się mówić przed sądem, skąd ma te pieniądze, uznał sąd.

Sąd skazał Roberta W. na dwa lata pozbawienia wolności i zwrócenie 140 tys. złotych Monice B. Po ogłoszeniu nieprawomocnego wyroku Robert W. był rozjuszony. Stwierdził, że dostał dwa lata tylko i wyłącznie za „ch… twarz”.