„Uchem po mapie” - Orientalna Kayah w Kijowie
W minioną sobotę sala Kijów.Centrum rozbrzmiała muzyką żydowską. Wszystko za sprawą Kayah, która odwiedziła Kraków ze swoją multikulturalną orkiestrą.
Najnowszy projekt piosenkarki to „Transoriental Orchestra”. Kayah po raz kolejny zajęła się muzyką, której daleko do mainstreamu. Po znakomitej płycie z Goranem Bregovicem, która utrzymana była w klimatach Bałkanów, przyszedł czas na muzykę żydowską. Piosenkarka proponuje świeże spojrzenie na kulturę i muzykę Żydów, a jednocześnie posługuje się tradycyjnymi instrumentami i językami. Śpiewa między innymi w jidysz, po macedońsku, arabsku i hebrajsku. Płyta była znakomita, lecz byłem ciekaw, jak utwory wybrzmią na scenie.
Kayah pojawiła się w bogato ozdobionej, turkusowej sukni. Na tle swojej orkiestry dosłownie błyszczała. Rozbrzmiał pierwszy utwór „Kondjia Mia, Kondja Mia”, po czym piosenkarka ciepło przywitała publiczność: – Witajcie kochani! Mamy dzisiaj komplecik! Komplecik oznaczał muzyków zgromadzonych na scenie, naliczyłem ich jedenastu. Transoriental Orchestra to dziesiątki instrumentów składających się na orientalne brzmienie każdego utworu. Słyszymy tu skrzypce, akordeon, cymbały, flety, bębny, gitary i całą masę przyrządów o orientalnych nazwach, które nic mi nie mówią. O dziwo, w niektórych kawałkach możemy dostrzec delikatną elektronikę i dubstepowe basy.
Artystka przeplata utwory osobistymi historiami i dygresjami, zwraca się do publiczności, zaczepia osoby przechodzące przed sceną w trakcie występu. Jest niesamowicie serdeczna. Namawia publiczność do tańca, lecz szaleje tylko ostatni rząd. Na koncert przyszły w większości osoby dojrzałe, zauważyłem sporo par z dziećmi. Nie zaskoczyło mnie to, wszak rozkwit kariery piosenkarki to lata 90.
Oprócz utworów z najnowszego krążka, krakowska publiczność usłyszała dwie kompozycje z płyty będącej wynikiem współpracy z Bregovicem. „100 lat młodej parze” i „Jeśli Bóg istnieje” były zaskoczeniem, ale równocześnie miłą niespodzianką. Idealnie pasowały do orkiestrowych aranżacji i wplotły się muzycznie między utwory z najnowszego krążka.
Kayah otrzymała zasłużoną owację na stojąco i kilka bukietów kwiatów. Krakowska publiczność przyjęła ją ciepło, chociaż spokojnie. Na bis wykonała „El Eliyahu” – pieśń na koniec szabatu, a więc na sobotni wieczór. Utwór w niemal tanecznej aranżacji rozbujał publicznością, której nareszcie udało wstać się z foteli.
Występ Kayah i jej orkiestry to doskonałe muzycznie show (w dodatku świetnie nagłośnione). Artystka wydaje się być stworzona do wykonywania bogatych, folkowych kompozycji. Może i lata świetności ma już za sobą, lecz jej głos wciąż ma się dobrze.
fot. materiały prasowe