UJ czeka na wyjaśnienia ws. Irakijczyka
Podczas niedzielnego protestu osoby, które nie zgadzają się na deportację doktoranta UJ Ameera Alkhawlany’ego, zastanawiały się dlaczego uczelnia milczy w tej sprawie. – W czasach PRL-u takie rzeczy były nie do pomyślenia. Sam otrzymałem pomoc, gdy w 1968 władza nas pacyfikowała – stwierdził jeden z demonstrantów.
Przypomnijmy, że Alkhawlany jest doktorantem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Jagiellońskiego. W poniedziałek przed Czarnym Protestem został zatrzymany i przewieziony do Przemyśla, gdzie przebywa w ośrodku dla cudzoziemców. Do tej pory powody zatrzymania nie są znane. ABW przyznaje jedynie, że chodzi o zagrożenie bezpieczeństwa kraju. Jak informuje prof. Paweł Koteja z Instytutu Nauk o Środowisku UJ, Ameer nie miał nic wspólnego z żadnymi manifestacjami.
W niedzielę grupa ok. 70 osób protestowała przed Sądem Okręgowym przeciwko traktowaniu kogokolwiek w ten sposób. Jeden z demonstrantów przypominał czasy Polski Ludowej i zachowania rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który miał pomagać represjonowanym studentom. – Gdzie jest więc teraz rektor? – pytał.
UJ czeka
– Z dokumentów, które w sposób nieoficjalny trafiły do Uniwersytetu Jagiellońskiego wynika, że Ameer Alkhawlany został zatrzymany w trakcie kontroli legalności pobytu cudzoziemców oraz że została wydana wobec niego decyzja Komendanta Karpackiego Oddziału Straży Granicznej w Nowym Sączu o zobowiązaniu do powrotu do Iraku – tłumaczy Adrian Ochalik, rzecznik prasowy uczelni.
Jak zapewnia przedstawiciel uniwersytetu, uczelnia, która nie jest stroną w tej sprawie, nie zna szczegółów. Nie jest jednak tak, że nic w tej sprawie się nie dzieje. – Zwróciliśmy się w ubiegły czwartek z prośbą o udzielenie informacji o doktorancie do Komendanta Karpackiego Oddziału Straży Granicznej – twierdzi Ochalik.