Urzędnicy przejmują ZIO 2022

Urząd Miasta Krakowa postanowił wziąć na swoje barki ciężar zmierzenia się z negatywnie nastawioną opinią publiczną i przekonać krakowian do poparcia idei organizacji igrzysk olimpijskich w Krakowie. Po kompromitacji poprzednich władz Komitetu Konkursowego, odeszła jego przewodnicząca Jagna Marczułajtis-Walczak. W piątek zaś ze stanowisk zrezygnowali Rafał Dyląg i Patrycja Tocka – dyrektor i zastępczyni dyrektora biura komitetu.

Marcin Kandafer, do tej pory mało znany (bo i niewiele udzielający się w mediach) dyrektor Wydziału Informacji, Turystyki i Promocji Miasta, przez około dwa miesiące będzie pełnił rolę dyrektora biura Komitetu Konkursowego. Angażując się w jego pracę, Kandefer bierze bezpłatny urlop w urzędzie miasta.

Jakie są główne zadania p.o. dyrektora? Oprócz poprawienia komunikacji, tak wewnętrznej jak i zewnętrznej, nowy dyrektor będzie musiał stworzyć i przedstawić plan współpracy komitetu z gminą w trakcie kampanii referendalnej, podczas której mieszkańcy Krakowa mają dostać kompleksowe informacje dotyczące ZIO w naszym mieście. Kandafer bierze też odpowiedzialność za podejmowane zobowiązania finansowe komitetu, będzie nadzorował wydatki i określi zasady funkcjonowania biura. Zastępczynią dyrektora została główna księgowa KKK 2022 Anna Mroczka. Dodatkowo wszyscy zatrudnieni w stowarzyszeniu będą urzędnikami w pełnym tego słowa znaczeniu. Jak podkreślała Sroka, wszyscy będą musieli mieć zdany egzamin na urzędnika państwowego, co ma gwarantować znajomość prawa oraz procedur.

Bo źle funkcjonowało

Wiceprezydent Magdalena Sroka, która zastąpiła Jagnę Marczułajtis-Walczak na (honorowym) stanowisku przewodniczącej komitetu, po wstępnym zapoznaniu się z dotychczasową działalnością biura, stwierdziła to, co wszyscy wiedzieli od dawna, zaznaczając, że jednak nie było „uchybień formalno-prawnych”. Dodatkowo mocno chwaliła zarząd i biuro za pracę, jaką włożyły w przygotowanie wniosku aplikacyjnego i złożenie go w siedzibie MKOl-u na czas. Na tym jednak kończą się pochwały.

– Biuro nie było prowadzone zgodnie ze sztuką zarządzania, dlatego w piątek zdecydowaliśmy się przyjąć rezygnację pana Dyląga i pani Tockiej – powiedziała Sroka. Natomiast Jacek Krupa, wicemarszałek województwa małopolskiego i członek zarządu Komitetu Konkursowego stwierdził, że „nie dopełniono pewnych zasad”. – Do tej pory brakowało dobrej polityki informacyjnej. Teraz stawiamy na dialog ze społeczeństwem – powiedział Krupa. Wcześniej dialogu nie było. Dziennikarze tygodniami czekali na odpowiedzi na swoje pytania, strona internetowa ograniczyła się do roli bloga z opiniami, a nie rzetelnymi informacjami. Sporo kontrowersji wyniknęło z wyprodukowania i emisji za ponad 1,4 mln złotych spotu promującego igrzyska w Krakowie. – Brakowało transparentności, mnożyły się plotki – można było słyszeć w kuluarach magistratu.

W sieci znalazły się informacje (niepotwierdzone) na temat umów zawiązywanych przez biuro. Dyrektor Kandefer przyznał na środowej konferencji, że nie zna żadnych szczegółów ani dokumentacji komitetu i zapowiedział, że oprócz zapoznania się z dokumentami, spotka się z pracownikami biura. – W piątek otrzymają państwo kompleksową informację na temat tego, kto będzie pracował i na jakich stanowiskach przynajmniej do referendum. Będę także sprawdzał, jakie umowy zostały zawarte przez biuro – zapowiedział.

Głosujcie na tak

„Chcemy rozmawiać z organizacjami, które są za i tymi, które są przeciw. Chcemy tłumaczyć krakowianom i przekonywać ich, że warto pójść na referendum i zagłosować na 'tak'” – to zdanie wypowiedziane przez wicemarszałka odzwierciedla najważniejsze zadanie, jakie stoi przed komitetem i biurem. Nastroje społeczne, przynajmniej te internetowe, są bowiem fatalne. W naszej sondzie, w której głos oddało ponad trzy tysiące osób, zdecydowana większość (blisko 79%) deklaruje, że nie chce ZIO w Krakowie. Podobne wyniki są na stronach internetowych krakowskich dzienników – 79% i 91% na „nie”. Trzeba jasno stwierdzić, że takie głosowania nie są papierkiem lakmusowym, ale też nie można ich lekceważyć.

Czekamy więc na to, aż ruszy kampania informacyjna, przez innych nazywana „propagandową”. Nieprzekonanych nikt nie przekona, natomiast gra idzie o tych, którzy do tej pory byli obojętni bądź w ogóle nie przejmowali się tym, co dzieje się w sprawie ZIO. Obu stronom zależy, aby frekwencja była odpowiednia, czyli minimum 30%. Władze miejskie mają do zyskania mocny mandat od społeczeństwa, przeciwnikom natomiast zależy w pierwszej kolejności na frekwencji, a później na tym, aby większość powiedziała ZIO „nie”.