Urzędniczy sukces, protesty trwają. Pierwsze dni SCT w Krakowie według magistratu
Pierwsze dni obowiązywania Strefy Czystego Transportu w Krakowie miasto podsumowało w tonie zadowolenia. Podczas konferencji prasowej dominowały statystyki, podziękowania i przekaz o sprawnie działającym systemie.
W tle pozostawały jednak zapowiadane na weekend protesty, wiele krytycznych komentarzy w mediach społecznościowych i niszczone oznakowanie strefy.
„Ta decyzja musiała zostać podjęta”
Wiceprezydent Stanisław Kracik podkreślał podczas konferencji, że SCT nie jest polityczną fanaberią, lecz obowiązkiem wynikającym z prawa i stanu jakości powietrza.
– Strefa czystego transportu nie jest wymysłem pana prezydenta, nie jest zachcianką rady miasta. Wynika z konieczności, a ta konieczność rodzi się z tego, że Kraków ciągle ma przekroczone normy tlenków azotu i jako miasto powyżej 100 tysięcy mieszkańców jest ustawowo zobligowane do wprowadzenia strefy – mówił.
Zaznaczał, że o ile w sprawie emisji z pieców udało się zrobić duże postępy, emisja pochodząca z transportu pozostaje problemem.
Kracik przekonywał też, że ograniczenie strefy do najmniejszego obszaru nie miałoby sensu.
Skala operacji i liczby z systemu
Miasto budowało dziś przekaz o dużej skali przedsięwzięcia i sprawnym wdrożeniu. Wiceprezydent Łukasz Sęk mówił o rekordowej liczbie wniosków i zapytań.
– Ponad 85 tysięcy złożonych wniosków, ponad 1,2 mln sprawdzonych pojazdów. To nie tylko mieszkańcy, ale też osoby spoza Krakowa – wyliczał.
Jak dodawał, wsparcia udzielano także stacjonarnie. – To także około 13 tysięcy osób, które skorzystały z pomocy w punktach obsługi mieszkańców – mówił Sęk.
Normy NO2: 40 to nie koniec, będzie 20
Jednym z istotnych wątków konferencji była kwestia tlenków azotu oraz obowiązujących i przyszłych norm.
– Tu chodzi głównie o ochronę zdrowia Krakowian. Jeśli chodzi o dwutlenek azotu, te przekroczenia, przede wszystkim na stacji na Alei Krasińskiego, są widoczne od wielu lat – mówił Paweł Ścigalski, pełnomocnik prezydenta ds. jakości powietrza.
Urzędnicy przypominali też, że obowiązująca obecnie norma średnioroczna wyznaczona na poziomie 40 mikrogramów zostanie od 2030 roku zmniejszona do poziomu 20 mikrogramów, więc nie ma mowy o tym, by obecny poziom zanieczyszczeń w Krakowie był zadowalający.
Wiceprezydent Łukasz Sęk odniósł się też do wskazań WHO, które jako poziom bezpieczny wskazuje dopiero 10 mikrogramów.
– Jeżeli nawet oficjalne pomiary zakończą się na poziomie 39,6, to do zejścia do poziomu 10 mikrogramów, czyli takiego, żeby było zdrowo dla wszystkich, którzy w Krakowie przebywają, jest jeszcze długa, długa droga – dodał.
Pieniądze z SCT i zarzut „łatania budżetu”
Urzędnicy bronili się przed zarzutami, że SCT służy poprawie finansów miasta i łataniu dziury w budżecie. Wielokrotnie powtarzali, że środki są ściśle ograniczone zapisami ustawy o elektromobilności.
– Środki są przeznaczone przede wszystkim na zrównoważony transport, czyli będą przeznaczone przede wszystkim na zakup nowego ekologicznego taboru – tłumaczył Łukasz Sęk.
Jednocześnie miasto deklaruje przekazywanie równowartości wpływów do gmin wokół Krakowa.
– Równowartość tych wpływów ze strefy, po odjęciu kosztów jej funkcjonowania, zgodnie z deklaracją prezydenta, będzie przeznaczona na działania proekologiczne w gminach z pomocą Stowarzyszenia Metropolia Krakowska – mówił wiceprezydent.
Pouczenia zamiast mandatów
Urzędnicy uspokajali też, że choć kontrole straży miejskiej są prowadzone, w zdecydowanej większości kończą się pouczeniami.
– Od 1 stycznia do 8 stycznia strażnicy miejscy przeprowadzili 824 kontroli pojazdów wjeżdżających do strefy czystego transportu. Ujawniono 116 wykroczeń i 113 osób zostało pouczonych – wyliczała Maria Wojtacha, Dyrektor Departamentu Komunalnego.
– Jedynie trzy osoby otrzymały mandaty karne, natomiast nie dotyczyło to funkcjonowania SCT, a zachowania osób zatrzymanych – dodała.
Nastroje na ulicy
Z zadowoleniem urzędników kontrastuje ton komentarzy dominujących w publicznych dyskusjach, w tym pod niemal każdym wpisem na profilu prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
Od pierwszych dni obowiązywania strefy w internecie krążą informacje o uszkadzanych czy kradzionych znakach, wiele osób krytykuje albo samą ideę wprowadzania SCT, albo konkretne przyjęte rozwiązania. Wokół tematu mocno mobilizują się opozycyjne środowiska polityczne, podając tę sprawę m.in. jako argument za odwołaniem prezydenta w referendum.
Na weekend zaplanowane zostały protesty przeciwników strefy.
Wiele w tej sprawie będzie zależeć od zapowiedzianego na 14 stycznia wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który będzie rozpatrywał cztery złożone skargi.
Przeciwnicy liczą na to, że uchwała zostanie całkowicie uchylona, możliwe jest też uchylenie konkretnych zapisów. Miasto na razie deklaruje, że w przypadku niekorzystnego wyroku będzie się odwoływać do NSA, co do czasu kolejnego rozstrzygnięcia utrzyma uchwałę w mocy.