Użytek na Klinach do zmiany? Nowa ekspertyza podważa obecny kształt ochrony
Nowa analiza wykonana na zlecenie miasta wskazuje, że znaczna część użytku ekologicznego „Łąki na Klinach” nie spełnia już kryteriów ochrony, które przyświecały jego ustanowieniu w 2021 roku.
Eksperci stwierdzili, że w wielu miejscach zaniknęły siedliska łąkowe, a obszary te uległy procesowi sukcesji – zostały porośnięte krzewami i młodymi drzewami, co znacząco zmieniło ich charakter przyrodniczy.
Dokument przygotowała firma Geomind na zlecenie Urzędu Miasta Krakowa.
Najcenniejsze siedliska tylko w jednym fragmencie
Z raportu wynika, że wartości przyrodnicze, na których opierała się uchwała Rady Miasta Krakowa, zachowały się głównie w jednym miejscu – tzw. enklawie nr 6, położonej w sąsiedztwie cieków wodnych.
To właśnie tam nadal występują gatunki roślin i bezkręgowców związanych z wilgotnymi łąkami, w tym m.in. kosaćce syberyjskie, mieczyki dachówkowate oraz rośliny kluczowe dla chronionych motyli z rodzaju modraszków.
Pozostałe części użytku w coraz większym stopniu tracą pierwotne cechy siedlisk łąkowych.
Użytek, który od początku budził spór
Użytek ekologiczny „Łąki na Klinach” został ustanowiony w grudniu 2021 roku po kilkuletnich sporach między mieszkańcami, radnymi i właścicielami gruntów.
Początkowo rozważano objęcie ochroną ponad 60 hektarów terenów pomiędzy autostradą A4 a osiedlami mieszkaniowymi. W inwentaryzacjach przyrodniczych wskazywano tam m.in. kilkadziesiąt gatunków ptaków, chronione motyle oraz cenne siedliska roślinne.
W toku prac w radzie miasta obszar ochrony został jednak znacząco ograniczony. Ostatecznie uchwalono użytek o powierzchni nieco ponad pięciu hektarów, podzielony na sześć oddzielnych enklaw.
Decyzję uzasadniano m.in. ryzykiem wysokich odszkodowań dla właścicieli działek, na których obowiązywały miejscowe plany zagospodarowania dopuszczające zabudowę. Według ówczesnych szacunków potencjalne roszczenia mogły sięgać nawet około 150 mln zł.
Wyrok sądu podważył część uchwały
W 2023 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił fragment uchwały dotyczący działki należącej do spółki Sawig Invest Group.
Sąd uznał, że radni nie wykazali, dlaczego właśnie ta nieruchomość powinna zostać objęta ochroną, a dostępne opracowania przyrodnicze nie potwierdzały konieczności jej włączenia do użytku.
WSA zwrócił również uwagę, że teren ten pierwotnie nie był przewidziany do ochrony i został dopisany dopiero poprawką na końcowym etapie prac. Jednocześnie w dokumentacji znajdowała się opinia, według której tak rozdrobniony użytek nie gwarantuje skutecznej ochrony przyrody.
Był to pierwszy niekorzystny dla miasta wyrok w tej sprawie.
Eksperci: Bez ochrony czynnej łąki znikają
Aktualna weryfikacja potwierdza, że bez regularnych zabiegów pielęgnacyjnych tereny łąkowe stopniowo zanikają.
Eksperci wskazują, że brak koszenia oraz usuwania krzewów powoduje naturalną sukcesję – pojawiają się trzciny, głogi i gatunki ekspansywne, które wypierają rośliny charakterystyczne dla łąk.
W efekcie teren staje się zielony, ale przestaje pełnić funkcję, dla której został objęty ochroną.

Miasto: granice można korygować, ale tylko z uzasadnieniem
Jak podkreśla Małgorzata Mrugała, dyrektorka Wydziału Środowiska, Klimatu i Powietrza Urzędu Miasta Krakowa, korekta granic użytku ekologicznego jest możliwa, ale musi wynikać z konkretnych przesłanek.
– Granice można jak najbardziej korygować. Zwracamy na to uwagę w planach miejscowych. Jeżeli w planie są wyrysowane drogi, to nie rysujmy użytku ekologicznego na drogach. To nie jest tak, że na podstawie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej można wybudować wszystko. Po to wprowadza się formę ochrony, żeby coś chronić. Przy ZRID-zie trzeba udowodnić, że doszło do utraty wartości przyrodniczych. Musimy wtedy jasno wytłumaczyć, że dokonujemy zmniejszenia obszaru – wyjaśnia.
Pod drogi i cele publiczne
Jak wyjaśnia dyrektorka, ewentualne korekty mogłyby dotyczyć konkretnych inwestycji celu publicznego.
– Jeżeli jako miasto mamy ten teren zagospodarować również pod kątem oczekiwań mieszkańców, to powinniśmy go na tyle „uwolnić”, aby nie generować problemów. Każdy, kto ma pozwolenie na budowę i na działce są rośliny objęte ochroną prawną, musi uzyskać zgodę dyrektora RDOŚ na ich zniszczenie albo przesadzenie. RDOŚ musi wtedy ocenić, czy siedlisko zostało na tyle przekształcone, że taka ingerencja jest dopuszczalna – dodaje Mrugała.