Variete otwiera się w maju, ale nie ma głównej aktorki

„Legalna blondynka” to premierowe przedstawienie, które będzie można obejrzeć w Teatrze Variete. Problemów jest jednak kilka. Po pierwsze, nie ma głównej odtwórczyni roli, po drugie, nie jest znana data premiery. Dyrektor Janusz Szydłowski utrzymuje, że nastąpi to w maju i jest potencjał, by zapełniać każdy wieczór widzami.

W sumie miasto wydało ponad 30 milionów złotych na przystosowanie budynku przy ul. Grzegórzeckiej do międzynarodowych standardów. Dyrektor Szydłowski uważa, że poprzez formę teatru łatwe będzie zapełnianie sali zagranicznymi turystami, zwłaszcza latem. – Nasz teatr powinien zapełnić lukę repertuarową, zwłaszcza że nie będzie bariery językowej ani kulturowej. Nie będziemy serwować Słowackiego – stwierdza reżyser. – Jak mówią moi znajomi, poza zabytkami i piwem na Rynku, nic się w Krakowie nie dzieje.

Legalna blondynka bez blondynki

Mimo że do planowanej premiery pozostało niewiele czasu, wciąż brakuje odtwórczyni tytułowej roli. Dlaczego? – Spektakl odbiega od tradycyjnego musicalu w Polsce. Jest to specyficzna forma muzyczna, trudna. Ale jeśli się uda, to dotrze do każdego widza, który poznaje wszystkie rodzaje muzyki. Nie będzie odbiegał od wersji w Londynie czy na Broadwayu – tłumaczy Szydłowski. Warto też dodać, że w ogólnopolskich castingach do przedstawienia przesłuchano 700 kandydatów – również tych, którzy występowali w telewizyjnych talent shows.

Szeroki repertuar

Reżyser i dyrektor teatru chciałby mieć jak najszerszy repertuar, a samo wnętrze ma być jak najbardziej estetyczne, tworząc pewnego rodzaju wizytówkę tego miejsca. – Chcemy, by był wytworny, miał rangę. Aby każdy mógł go polecić innym – dodaje Szydłowski. Oprócz musicalów mają się tam odbywać Nocne Variete, fado czy takie formy dramatyczne jak farsa czy komedia muzyczna.

– W celu uzupełnienia repertuaru będziemy zapraszać zespół Teatru Kwadrat z Warszawy. Co ważne, ceny biletów będą niekomercyjne, czyli tańsze niż od tych w Bagateli czy Operze Krakowskiej – podkreśla Janusz Szydłowski.

Pomoc młodym

Variete w Krakowie miałby się również stać miejscem, gdzie doskonalić się będą mogli absolwenci krakowskich szkół aktorskich, którzy według Szydłowskiego teraz kelnerują, statystują lub grają w okrutnych serialach telewizyjnych. Problem, rzecz jasne, w pieniądzach. Te miałoby dostarczyć ministerstwo kultury. Rozmowy ponoć trwają.

Dyrektor podkreśla również, jak nowoczesny i odbiegający od Polskich standardów jest Variete. Wśród niewątpliwych zalet wymienia m.in. salę baletową czy garderobę, która ma być przestronna, by po spektaklu oferować odpoczynek, a nie ciasnotę.