W jakich zawodach najłatwiej znaleźć pracę w Małopolsce?
Graficy komputerowi, kucharze, kierowcy, blacharze, lekarze i pielęgniarki – to tylko niektóre zawody, w których najłatwiej będzie znaleźć pracę w tym roku w Małopolsce. Po przeciwnej stronie bieguna są absolwenci kierunków humanistycznych, którzy mocno będą musieli się natrudzić, by znaleźć prace w swoim zawodzie.
Jak pokazuje siódma edycja badania „Barometr zawodów w Małopolsce”, sytuacja na lokalnym rynku pracy jest mocno zróżnicowana. Badanie prognozuje szanse na znalezienie zatrudniania w różnych branżach, dzieląc je na trzy grupy: zawody deficytowe, zrównoważone i nadwyżkowe.
Przebierać w ofertach mogą między innymi kierowcy. Na małopolskim rynku pracy widoczny jest niedobór osób prowadzących samochody ciężarowe, autobusy czy ciągniki siodłowe. Brakuje również diagnostów, blacharzy, lakierników, spedytorów, logistyków, grafików komputerowych, administratorów baz danych czy fryzjerów.
Problemy humanistów
Zdaniem wicemarszałka Stanisława Sorysa, badanie przeprowadzane na zlecenie Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej powinno być lekturą obowiązkową zarówno dla osób poszukujących pracy, jak również dla pracodawców.
– Wskazuje bowiem w jakich zawodach będzie łatwiej, a w jakich trudniej znaleźć pracę w najbliższym czasie. W przypadku braku ofert pracy w poszukiwanej branży w danym powiecie pokazuje, gdzie jest większa szansa na znalezienie zatrudnienia – ocenia Stanisław Sorys.
Mimo niskiego poziomu bezrobocia nadal są zawody, w których liczba wykształconych osób przewyższa liczbę wakatów. Obecnie nie ma zapotrzebowania na socjologów i specjalistów ds. badań społeczno-ekonomicznych, politologów, kulturoznawców, filozofów czy nauczycieli ogólnokształcących.
Szansa i zagrożenie
Jak mówił w rozmowie z LoveKraków.pl Jacek Pająk, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie, szansą dla regionu może być sektor BPO, gdzie w Krakowie pracuje już około 50 tysięcy osób. Cały czas trzeba jednak monitorować sytuację.
– Również osoby z wykształceniem humanistycznym, znające języki, mogą znaleźć tam pracę. Mówi się też o tym, że korporacje tak intensywnie angażują pracowników, że za kilka lat mogą doprowadzić do wypalenia zawodowego. Pewnego rodzaju szklanym sufitem dla tego sektora jest niewystarczająca liczba osób znających języki obce, a przecież nie ma problemu przenieść siedzibę z Krakowa do Rzeszowa czy Kijowa. Chcemy oczywiście uniknąć takiej sytuacji, dlatego analizujemy sytuację i rozmawiamy – mówił Pająk.