W Krakowie większość rzeczy odbywa się małymi krokami [Rozmowa]
Z radnym Jerzym Woźniakiewiczem (PO), przewodniczącym Komisji Praworządności o bezpieczeństwie w Krakowie, straży miejskiej, problemie parkingów oraz komunikacji miejskiej rozmawiał Dawid Kuciński.
Dawid Kuciński: Przez ostatnie miesiące mieliśmy małą psychozę pod względem bezpieczeństwa w Krakowie. Uważa pan, że teraz ludzie czują się bezpieczniej?
Jerzy Woźniakiewicz: Nastąpiło wtedy wyraźne zmniejszenie poczucia bezpieczeństwa wśród mieszkańców. Trudno się dziwić, bo krwawe wydarzenia nagłaśniane przez media tak właśnie działają. Ale i media, i politycy, jak również służby strzegące naszego bezpieczeństwa stanęły na wysokości zadania. Mieszkańcy chyba już zrozumieli, że jednostkowe przypadki nie świadczą o tym, że w Krakowie dzieje się coś nadzwyczajnego, bo tego samego dnia kiedy na ul. Grodzkiej zginął człowiek, to do tego typu niepotrzebnych, przypadkowych zabójstw doszło w pięciu innych miejscach w Polsce.
Jednak ani politycy, ani policja nie zlekceważyli tego, co się działo. Krakowianie zobaczyli, że zostały podjęte konkretne działania. Przyjechał też na nasze zaproszenie minister Sienkiewicz. Zostaliśmy potraktowani przez niego dość wyjątkowo, ponieważ po Warszawie, będziemy drugim miastem w Polsce, gdzie swoje staże aplikanckie będą odbywać funkcjonariusze po ukończeniu szkoły policyjnej. Do służby trafili też nowi funkcjonariusze. Większa widoczność policjantów na ulicach wpływa pozytywnie na poczucie bezpieczeństwa.
Jeśli mówimy o policji… Jeszcze kilkanaście dni temu komendant Mariusz Dąbek chciał iść na emeryturę, a kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że jednak zostaje. Od szefa policji trzeba wymagać stanowczości. Nie dziwi pana takie zachowanie?
Byłem zaskoczony tą decyzją, ale też starałem się ją zrozumieć. Wiem, że komendant miał swoje powody, aby ją podjąć. By móc wprowadzać nowe koncepcje, trzeba mieć szerokie wsparcie. Cieszę się, że minister poprosił gen. Dąbka o wycofanie raportu o przejście na emeryturę, bo rozumiem tę sytuację również tak, że minister Sienkiewicz dalej będzie wspierał działania podjęte wspólnie przez policję i krakowski samorząd. Dla mnie to bardzo dobra wiadomość, bo również pracowałem nad planem mającym doprowadzić do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa mieszkańców, który udaje się wprowadzać w życie. Jednym z jego punktów jest budowa centrum monitoringu, które miałoby być gotowe na Światowe Dni Młodzieży. Komendant, jako jeden z ojców tego pomysłu, powinien przy nim dalej pracować.
Po wrześniowej Komisji Bezpieczeństwa i Porządku, przewodniczący Rady Miasta Bogusław Kośmider zapewniał, że jednym z doraźnych środków będzie „dokupienie” dodatkowych patroli policyjnych.
Tak, i to się dzieje. Prezydent po posiedzeniu komisji już przesunął 150 tys. zł na dodatkowe patrole. Wiem też, że wkrótce na ten cel zostanie przesunięte kolejne 200 tys. złotych. Projekt budżetu na 2014 rok jeszcze nie jest znany, ale nie wyobrażam sobie, aby nie było w nim zabezpieczonych środków, by kontynuować ten program, ponieważ ludzie chcą widzieć więcej policjantów na ulicach.
Na ostatniej debacie o straży miejskiej, w której zresztą uczestniczyliśmy, wydawało się, że ludzie nie zgadzają się ze sobą, ale jednak jakieś wspólne wnioski zostały wyciągnięte.
Z tej debaty wypłynęło kilka ciekawych wniosków. Tak naprawdę nie dyskutowaliśmy o tym, że trzeba tę jednostkę rozwiązać, tylko rozmawialiśmy o tym, jaka ta straż miejska ma być.
Oczywiście, każdy ma swoją wizję. Moim zdaniem, na pewno powinna być dobrze zarządzana przez komendanta, który rozumie istotę działania tej służby, potrafi zarządzać ludźmi oraz wyznaczać cele, którymi nie są jedynie mandaty.
Komendant Adam Młot dobrze to rozumie, ale to nie wystarcza. Kluczowi są strażnicy na ulicy – oni są wizytówką straży miejskiej. Społeczeństwo ocenia straż miejską nie na podstawie komendanta, a strażników, których spotyka na ulicy i ich interwencji.
A jacy są ci strażnicy? Padają głosy, że zupełnie nieprzygotowani do służby.
Uważam, że większość strażników jest bardzo dobrze przygotowana do służby. Przechodzą ciężkie testy, aby się dostać do straży, ale to nie znaczy, że powinni później spocząć na laurach. Muszą cały czas podnosić swoje kwalifikacje, a przede wszystkim bardzo świadomie i elastycznie reagować na zdarzenia na ulicy.
Niektórym się wydaje, że jak się zrobi program typu „zero tolerancji” i za każdy upuszczony na ulicy papierek będzie się nakładać dotkliwe kary, to rozwiąże to wszystkie problemy. Niestety, szukanie na siłę mandatów się nie sprawdza. Strażnik sam musi potrafić ocenić, czy dane zachowanie kwalifikuje się na mandat, czy jedynie pouczenie, a może jednak wniosek do sądu. On nie może kierować się w każdym przypadku takimi samymi wskazówkami, musi dobierać środki tak, by doprowadzić do trwałego sukcesu, którym jest przywrócenie w danym miejscu, czy na danym terenie, porządku. Na przykład nie zawsze trzeba kierowców źle zaparkowanych samochodów, blokujących chodnik, karać mandatami. Wystarczy czasem informacja za szybą, że następnym razem nie unikną kary. Ważne, by przestali tam parkować.
Tak się uśmiecham, bo to o czym pan mówi to nie teoria. Sam dostałem takie upomnienie za złe parkowanie. I podziałało.
Ja też przegapiłem znak i takie ostrzeżenie dostałem.
Na tej samej debacie pojawiła się kwestia miejsc postojowych w centrum. Kilku mieszkańców postulowało o to, aby rozszerzyć strefę płatnego parkowanie, że tak powiem – czasowo, czyli o weekendy. To dobre rozwiązanie?
Ten problem jest dość skomplikowany. Sam pracuję w centrum miasta. Na ul. Rajskiej widzę rozjechany zieleniec i samochody parkujące tam nielegalnie. Ale to nie jest tak, że nie ma gdzie zostawić samochodu, jeśli już ktoś musiał przyjechać nim do centrum. Po drugiej stronie biblioteki jest płatny parking. Pusty. I dopóki ten parking będzie stał niewykorzystany, podobnie zresztą, jak ten przy Wawelu, to nie będą do mnie przemawiać takie argumenty, że mieszkańcy nie mają gdzie parkować.
Po prostu wszyscy szukają miejsc, gdzie można zaparkować i nie płacić, mimo że opłaty nie są wygórowane. Wiele zależy od mentalności ludzi. Niektórzy jak widać „muszą” wjechać do ścisłego śródmieścia, a czasem pod sam budynek, do którego się udają…
A miasto planuje budowę kilku parkingów: m.in. obok KS Korona w Podgórzu, przy placu Biskupim czy Muzeum Narodowym. I tu paradoks – mieszkańcy sami nie godzą się na takie inwestycje, a chcą rozszerzania strefy. Przykładem jest zablokowana inwestycja w Podgórzu właśnie i protesty mieszkańców okolicy placu Biskupiego.
Mieszkańcy centrum czują się zaniepokojeni. Nie dziwię się im. Zaufanie do budowy parkingów zostało nadwątlone przy okazji budowy tego przy placu Na Groblach. Wokół zlikwidowano miejsca postojowe, by parking mógł zarabiać. Okazało się jednak, że choć zgodnie z umową społeczną są miejsca dla mieszkańców na parkingu, to cena miesięcznego abonamentu wynosiła prawie tyle, ile minimalne miesięczne zarobki. Mieszkańcy poczuli się oszukani i stąd może takie nastawienie.
Pytanie także, czy teraz miejsc parkingowych brakuje? Jak już mówiłem, mamy miejsca postojowe na parkingu przy ul. Karmelickiej i są niewykorzystane, więc słusznie mieszkańcy pytają: Po co nowe? Problem jest obecnie chyba przede wszystkim w niechęci społeczeństwa do korzystaniu z płatnych parkingów.
Parkuj i Jedź, czyli coś dla osób z obrzeży i spoza miasta. Czy te parkingi się sprawdzają?
To dobre rozwiązanie i stosowane w różnych krajach, gdzie ludziom nie przychodzi do głowy, aby pchać się samochodem do samego centrum. Mam nadzieję, że będzie tak też u nas. Sieć tę należy rozwijać i zintegrować ją z KKM.
Co do komunikacje miejskiej. Jest pan zadowolony ze zmian po tej ostatniej, tzw. małej marszrutyzacji?
Nie jestem zadowolony z nowej sieci komunikacyjnej. Niestety wszystkie głosy jakie dochodzą do mnie od mieszkańców są „na nie”. Kilka przykładów: mieszkańcy os. Dywizjonu 303 narzekają na skrócenie trasy autobusu 142. Mieszkańcy „starych Czyżyn” i Łęgu, nie są zadowoleni, że autobusy z tego rejonu mają pętle na dworcu autobusowym. Dochodzą do mnie opinie, że przez to dzieci muszą przesiadać się na rondzie Czyżyńskim korzystając z niebezpiecznego i obskurnego przejścia podziemnego, aby podróżować w kierunku centrum Nowej Huty do szkół.
Wiadomo, że najbardziej zostały poszkodowane obrzeża Krakowa.
Miejmy nadzieje, że się to zmieni. Wcześniej było lepiej, a teraz naprawdę nie słyszałem pozytywnych opinii. Choć wiadomo, że nie da się „nadmuchać” tych wozokilometrów…
Dobrze, że miasto wycofało się z projektu przeorganizowania ruchu wokół Plant?
Jest to ciekawy pomysł i chciałbym zobaczyć, jak sprawdziłby się w praktyce. Cieszę się, że nie wycofano się też z całości, tylko zostaną wprowadzone odcinki zgodne z ta koncepcją i być może uda się przekonać zarządzających ruchem, aby był to taki pierwszy etap w zmianach na I obwodnicy.
Pamiętam, że gdy po mojej uchwale wprowadzano kontrapasy, ludzie byli negatywnie nastawieni, twierdzili, że będzie to niebezpieczne, a okazało się, że nie ma żadnego zagrożenia i kierowcy się przyzwyczajają. W Krakowie większość rzeczy odbywa się małymi krokami, bo nie lubimy rewolucji. I może na tym to polega, aby pozyskiwać poparcie opinii publicznej dla nowych rozwiązań poprzez małe zmiany.
fot. Jakub Ciećkiewicz