W Krakowie zakażą wieszania reklam wyborczych na latarniach? Nie, bo nie
Inne miasta w Polsce, takie jak np. Warszawa, wprowadziły zakaz wieszania reklam wyborczych na latarniach. W Krakowie urzędnicy mówią twarde „nie”, chociaż nie radzą sobie z bałaganem, jaki panował na ulicach przed tegorocznymi wyborami.
Krakowscy politycy startujący w tegorocznych wyborach parlamentarnych, po raz kolejny skorzystali z mało estetycznej formy reklamy. Jednym z elementów kampanii wyborczej w naszym mieście było umieszczanie dykt z plakatami na latarniach ulicznych.
Oficjalnie: 2124 dykty
Z informacji uzyskanych z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu (jednostka zarządza latarniami w Krakowie), kandydaci za możliwość ekspozycji reklamy wpłacili do miejskiej kasy w sumie 16 800 zł. Na krakowskich latarniach powinny znaleźć się maksymalnie 2124 dykty. Jednak rzeczywistość wyglądała całkowicie inaczej.
Najwięcej za ekspozycję 250 plakatów zapłacić musiał radny miejski Ryszard Kapuściński, który bez powodzenia startował z listy Prawa i Sprawiedliwości. Musiał przelać na konto ZIKiT 2750 zł. Niewiele miej, bo 2596 zł za 300 dykt zapłacił kolejny kandydat PiS, Jarosław Gowin. Na podium znalazła się radna z Platformy Obywatelskiej Marta Patena, która za ekspozycję 182 plakatów uiściła opłatę w wysokości 2020 zł.
Z latarni ulicznych postanowił skorzystać także kandydat na senatora PO, Bogdan Klich. Za 286 dykt zapłacił 1485 zł. Na kolejnym miejscu znalazł się kolega partyjny Klicha, Grzegorz Lipiec. W sumie za 222 plakaty zapłacił 964 zł. Kandydat PiS na senatora, Mieczysław Gil, przelał na konto miasta 890 zł za możliwość ekspozycji stu plakatów.
Rekordzistą pod względem liczby dykt był Jarosław Gowin (zapłacił najwięcej ze wszystkich kandydatów), który umieścił 300 plakatów. Na kolejnym miejscu znalazł się Bogdan Klich (286 dykt), a następnie kolejno Ryszard Kapuściński (250), Grzegorz Lipiec (222) i Kazimiera Szczuka (200).
Krakowska królowa latarni
Jednak najbardziej intensywną kampanię z dykty przeprowadziła Katarzyna Pabian, radna z Platformy Obywatelskiej, która z 15. miejsca na liście chciała trafić do sejmu. Oficjalnie powiesiła tylko 104 plakaty, za co zapłaciła 720 zł. Jednak na ulicach Wielickiej, Limanowskiego czy Kamieńskiego można było naliczyć ponad 70 dykt. Intensywną kampanię przeprowadziła również w innych częściach Krakowa. Jednak urzędnicy nie byli zainteresowani przeliczeniem, ile dykt ponad stan powiesili konkretni kandydaci.
Piotr Hamarnik z biura prasowego Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu próbuje przekonać nas, że inspektorzy miejskiej jednostki panowali nad ekspozycją plakatów wyborczych. Jednak ich umieszczenie przez wielu kandydatów było prawdopodobnie łamaniem rozporządzenia ministra transportu z 1999 roku ws. warunków technicznych dróg publicznych.
We wspomnianym rozporządzeniu wszelkie elementy na latarniach nie mogą być umocowane niżej niż 2 metry od gruntu. Jednak np. na ulicy Monte Cassino reklama Katarzyny Pabian była umieszczona na sygnalizatorze i na wysokości 1,2 metra. Również sztabowcy Jarosława Gowina nie szczędzili skrzyżowań i np. u zbiegu ulicy Limanowskiego i Lwowskiej na latarni umieszczonej pośrodku powiesili dyktę zasłaniająca widoczność pojazdom.
Straż miejska ukarała 6 osób
Przedstawiciel ZIKiT na nasze uwagi o brak odpowiedniego działania służb miejskich odpowiada, że jest za mało pracowników, którzy mogliby kontrolować, czy politycy chcący tworzyć polskie prawo przestrzegają go np. przy umieszczaniu plakatów. – Po interwencjach od mieszkańców, staramy się usuwać plakaty z latarń – dodaje. Jednak nie był w stanie powiedzieć, czy choć jedną dyktę np. z sygnalizatorów ulicznych udało się ściągnąć urzędnikom kontrolującym drogi.
Kandydatom na posłów i senatorów za złamanie prawa nie grozi prawie żadna kara. ZIKiT nie zajmuje się wystawiania dodatkowych opłat za zbyt dużą ilość wieszanych plakatów. Powodem są ograniczenia prawne. Karaniem za nielegalne umieszczanie dykt i afiszy wyborczych zajmują się policjanci i strażnicy miejscy.
Przez cały okres kampanii wyborczej funkcjonariusze straży miejskiej wystawili łącznie 6 mandatów na kwotę 500 złotych.
Zakaz wieszania dykt podczas przyszłych wyborów?
Niektóre polskie miasta, jak np. Warszawa, Lublin, Biała Podlaska czy Radom zakazały wieszania reklam na latarniach. Władze Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie nie wydają takich pozwoleń. – Ze względów bezpieczeństwa nie ma szans, aby uzyskać zgodę na powieszenie plakatów wyborczych. Uznajemy, że zagraża to widoczności i może powodować niebezpieczne sytuacje na drogach – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Karolina Gałecka, rzeczniczka ZDM w Warszawie.
Są jednak wyjątkowe miejsca, w których władze stolicy zezwoliły na umieszczenie reklam. To np. wybrane estakady, wiadukty czy mosty. – Przy współpracy z biurem architektury i planowania przestrzennego ustaliliśmy, że całkowicie i tak zostanie wyłączony obszar mający charakter zabytkowy czy śródmiejski – dodaje Gałecka.
W Krakowie urzędnicy nawet nie myślą o wprowadzeniu zakazu wieszania reklam wyborczych na latarniach. – Nie bierzemy tego pod uwagę – podkreśla Piotr Hamarnik z ZIKiT i nie podaje żadnego argumentu.