Wąskie gardło pod samym Wawelem do poprawy? Jest cień szansy
Podczas poniedziałkowego posiedzenia Komisji Infrastruktury Rady Miasta Krakowa wrócił temat jednego z najbardziej problematycznych fragmentów Bulwarów Wiślanych – wąskiej alejki u stóp Wawelu.
Dziś na bardzo ograniczonej przestrzeni muszą się tam mieścić piesi i rowerzyści, co od lat powoduje konflikty i utrudnia wszystkim korzystanie z niej. Górna alejka nie jest najlepszą alternatywą, bo tam z kolei – w sąsiedztwie rzeźby smoka wawelskiego – kumuluje się bardzo nasilony ruch pieszy.
Przy okazji konsultowania projektu rewitalizacji Bulwarów Wiślanych środowiska rowerowe przedstawiały to przewężenie jako jedno z miejsc najbardziej wymagających nowego rozwiązania. Temat powrócił po tym, jak urzędnicy pochwalili się w marcu pozwoleniem na budowę i zapowiedzieli dalsze kroki w stronę realizacji.
Miasto przyznaje, że w obowiązującym projekcie przebudowy ten odcinek zasadniczo nie zmienia swojej formy. Katarzyna Opałka, Ogrodniczka Miasta Krakowa, tłumaczyła radnym z komisji, że przez lata nie było zgody na ingerencję w to miejsce.
Jest szansa na zmianę?
Urzędnicy liczą jednak na zmianę stanowiska obydwu instytucji i na to, że ich obecne władze spojrzą na sprawę przychylniej niż poprzednicy. Mowa raczej o kosmetycznej korekcie niż radykalnej zmianie szerokości alejki.
– W trakcie rozmów pojawiła się jakaś nadzieja, że być może niewielka ingerencja, ale poprawiająca komfort użytkowników chociażby o te 50 cm, byłaby możliwa – wskazywała Katarzyna Opałka.
Rozważane są różne warianty, m.in. przesunięcie barierek lub ich nadwieszenie poza obecny obrys ścieżki. Każde z tych rozwiązań wymaga jednak uzgodnień.
Czy jest sens?
– To jest największy węzeł gordyjski całego rozwiązania. Realizacja projektu, który nie rozwiązuje problemu, który tam jest od lat i stwarza realne zagrożenie, jest marnotrawieniem pieniędzy – komentował radny Łukasz Maślona z klubu Kraków dla Mieszkańców.
Jak podkreślał, ewentualne przesunięcie barierek o kilkadziesiąt centymetrów nie rozwiąże problemu w pełni.
– Mówimy o jakichś kilkudziesięciu centymetrach, pół metra może maksymalnie. Natomiast tam brakuje całej szerokości chodnika – zaznaczył Łukasz Maślona.
Przetarg w tym roku
Ogrodniczka miejska przekonywała w odpowiedzi, że projekt ma swoje uzasadnienie i nie można mówić o marnowaniu środków. Zaznaczała, że dokumentacja powstawała długo m.in. ze względu na liczne uzgodnienia i ograniczenia formalne.
– Dyskutowaliśmy nad każdym centymetrem kwadratowym nawierzchni – przekonywała. Wyliczała m.in. korekty przebiegu alejek, rozwiązania dla osób z niepełnosprawnościami, rozdzielenie ruchu pieszego i rowerowego czy zmianę nawierzchni z dotychczasowych „kocich łbów” na podjazdach.
Urzędnicy zapowiadają, że w trzecim lub czwartym kwartale tego roku planowane jest ogłoszenie przetargu na wykonanie prac.
Ewentualne zmiany pod Wawelem mają być wprowadzane do projektu, jeśli uda się uzyskać wymagane zgody. Kluczowe będą decyzje Wód Polskich oraz konserwatora zabytków. Bez ich zgody alejka pozostanie bez zmian na kolejne długie lata.