Wiceprezes Garbarni odpowiada: To kompletnie nieodpowiedzialne! [ROZMOWA]
Marek Siedlarz, wiceprezes zarządzający Garbarni odpowiada na zarzuty członków klubu, którzy formułują oskarżenia i złożyli wniosek o nadzwyczajne walne zgromadzenie, na którym ma się odbyć głosowanie w sprawie odwołania zarządu. – Grupa osób stawia na szalę losy klubu, bo ma swoje interesy i ambicje – grzmi wiceprezes beniaminka I ligi.
Michał Knura, LoveKraków.pl: Jak pan przyjął wniosek, który 16 listopada został złożony w klubie? Jak zarząd odbiera to pismo i działania tej grupy osób?
Marek Siedlarz, wiceprezes Garbarni, koordynator ds. inwestycji klubu: Byliśmy bardzo zaskoczeni. To problem dla klubu i rzecz kompletnie niepotrzebna. Ale cóż zrobić? Takie jest prawo i członkowie mogą taki wniosek złożyć. Niebawem mamy zebranie zarządu i niedługo się do tego odniesiemy. To kwestia mniej więcej tygodnia.
Pod wnioskiem podpisał się m.in. Tadeusz Zapiór, który wciąż jest członkiem zarządu. Przekonuje, że dwa miesiące temu został pozbawiony funkcji skarbnika, bo zgłaszał do komisji rewizyjnej uwagi w sprawie funkcjonowania klubu. Zarzuca też, że nie ma dostępu do pokoju zarządu, bo na szybko zostały zmienione zamki.
Jeżeli chodzi o zamki, to jak pan widzi pokój zamknięcie ma od wewnątrz, a wejście jest przez sekretariat. Przewodniczący komisji rewizyjnej, pan Paweł Ciszek, nie otrzymał od pana Zapióra żadnych uwag.
Co do jego odwołania skarbnika, to prezes klubu Jerzy Jasiówka ma delegację wprost ze statutu i powołuje lub odwołuje członków na różne funkcje. I tak powołał na wiceprezesa ds. marketingu pana Grzegorza Bartosza oraz odwołał pana Zapióra, przekazując stanowisko skarbnika panu Władysławowi Florkowi.
Przyczyną pozbawiania funkcji pana Zapióra była utrata zaufania. Jednym z powodów był wywiad, jakiego udzielił „Dziennikowi Polskiemu”. Podał w nim nieprawdę i przedstawił zarząd sprzed kilku kadencji w bardzo niekorzystnym świetle. Siebie zaś pokazał jako osobę, która była zbawcą klubu. Powiedział, że klub podpisał akt notarialny sprzedaży sześciu hektarów gruntu, a on przyczynił się do jego unieważnienia. Taka sytuacja nie miała miejsca. Ja w tamtej kadencji byłem skarbnikiem, a pan Jasiówka wiceprezesem. Zwróciliśmy koledze Zapiórowi uwagę, że przedstawianie nieprawdziwych informacji prasie jest niestosowne.
Drugim powodem było przekazywanie informacji z posiedzeń zarządu osobom, które nie powinny ich posiadać. Pan Zapiór złożył również ofertę pracy dla klubu, gdy utracił swoją wcześniejszą posadę. Chciał być zatrudniony na pół etatu i przyjmować wynagrodzenie w odpowiedniej proporcji na poziomie koordynatora ds. inwestycji, którym ja jestem. Nie było na to zgody zarządu. To spowodowało, że pan Zapiór zmienił front. Podjął inną pracę, co mocno utrudnia mu udział w posiedzeniach władz klubu.
Wypomina się mi moje zarobki. W klubie na umowie o pracę jestem zatrudniony jako koordynator ds. inwestycji od 1 lutego 2012 roku. Jednocześnie aneksem do tej umowy od 2014 przyjąłem na siebie kolejne obowiązki wiceprezesa zarządzającego, a warunki umowy – czyli pensja – nie uległy zmianie.
Jednym z zarzutów pana Zapióra są terminy posiedzeń. Twierdzi, że godziny zebrań zarządu są planowane tak, że często kolidują z jego pracą.
Członkowie zarządu pełnią funkcje społecznie, więc trzeba dostosować się do ich zawodowych obowiązków. Zwykle spotykamy się we wtorki o godzinie 17, mając na uwadze, że w ten dzień gra też Liga Mistrzów. Tak to planujemy, by mieć czas na pracę i zdążyć do domu na mecz. Pan Zapiór jednak nie mógł brać udziału w posiedzeniach.
W piątek zorganizowaliście spotkanie z członkami klubu. Zaproszenie otrzymało część osób, które podpisało się pod wnioskiem o nadzwyczajne walne zebranie. Dochodzą jednak głosy, że nie wszyscy członkowie zostali powiadomieni. Tak było?
Zaproszenie na spotkanie było bardziej nieformalne, zorganizowaliśmy je na gorąco. W związku z wnioskiem podpisanym przez 22 osoby, prezes poprosił, by do niego doszło. Było kilka osób z listy, ale przede wszystkim zależało mu, by wyjaśnić sytuację tym członkom, którzy nie mają bieżącej wiedzy o funkcjonowaniu Garbarni. We wniosku jest punkt przewidujący głosowanie nad odwołaniem zarządu. W obecnej sytuacji klubu jest to kompletnie nieodpowiedzialne. Dokonały się duże zmiany – począwszy od infrastruktury, zwycięstwie juniorów w lidze małopolskiej i na awansie do I ligi kończąc.
Garbarnia dzięki pracy garstki osób odzyskuje należny szacunek, który przez wiele dekad narażony był na szwank. Tymczasem pewna grupa osób stawia na szalę losy klubu, bo ma swoje interesy i ambicje. Na spotkaniu przekazaliśmy, że nic nadzwyczajnego i niespodziewanego się nie dzieje.
Dlaczego pan Zapiór nie otrzymał zaproszenia?
Bo jest inicjatorem wniosku o walne i przedstawia sytuację całkiem inaczej. Pan Jasiówka uznał, że panowie Zapiór i Jacek Kaim – inicjator spotkania – są w klubie od lat i znają sytuację. Wiedzą, jak funkcjonuje, skąd i z jakim trudem zdobywa środki. Nam chodziło o to, by informacje otrzymali ci członkowie, którzy nie są zorientowani w sytuacji z różnych powodów, a są członkami klubu i mają głos.
Pod pismem skierowanym do zarządu 16 listopada podpisało się wiele osób, które przez długi czas nie opłacały składek członkowskich, ale nie podejmowaliśmy działań, które skutkowałyby wykreśleniem. Zostali zmobilizowani do podpisania. Często składki opłacili za nich inni, wykonując przelew ze swojego konta. To było zaplanowane działanie, by mieli status aktualnego członka klubu. Takie ich prawo.
Nie podoba im się również zwolnienie trenera Mirosława Hajdy, który przez cztery lata pracy w klubie wywalczył dwa awanse. Da się słyszeć, że pan tylko czyhał na jego potknięcia.
To tak absurdalne słowa, że nawet nie chcę ich komentować.
Hajdo wypowiadał się, że słyszał od piłkarzy o jego odejściu, bo nie wystawiał w składzie pana syna – Marcina Siedlarza. Przyszedł trener Bogusław Pietrzak i Marcin Siedlarz ani razu nie znalazł się w kadrze.
Mój syn już 24 sierpnia poprosił, by do końca rundy mógł trenować z drugim zespołem. Decyzję motywował tym, że nie znajdywał uznania trenera. Oczywiście przestał pobierać wynagrodzenie jako zawodnik kadry pierwszego zespołu. Proszę więc zwrócić uwagę na terminy. Prośba zawodnika wpłynęła 24 sierpnia, a decyzja o zwolnieniu trenera zapadła prawie dwa miesiące później.
Motywy rozstania z trenerem przedstawiliśmy w komunikacie na stronie klubu. Wszystkie decyzje zapadają w sposób demokratyczny. W tym przypadku zdecydowana większość była za rozstaniem ze szkoleniowcem, który na spotkaniu z zarządem przed meczem z Chrobrym Głogów nie przygotował analizy stanu drużyny i nie pokazał planu naprawczego, dzięki któremu wyniki miałyby być lepsze.
Pan Zapiór mówi, że nie pozwoliliście mu zabrać głosu w sprawie trenera.
To nieprawda. O każdym spotkaniu zarządu członkowie są informowani telefonicznie, a pan Zapiór otrzymuje również maila. Również na spotkanie z trenerem był zaproszony, ale nie przybył.
„Nepotyzm, prywatny folwark”. W stosunku do zarządu, w tym pana padają mocne oskarżenia. Podejmiecie jakieś kroki prawne wobec pana Zapióra?
Odniesiemy się do tego na zebraniu zarządu, które będzie poświęcone tej sprawie. Temat jest bardzo świeży i jesteśmy zaskoczeni sposobem oraz stylem, w jakim to wszystko jest prowadzone. Ubolewam, że nie szanuje się dobrego imienia klubu. Dla osobistych interesów przedstawia się informacje, które dla osób stojących z boku są bardzo atrakcyjne.
Po części klub odpowiedział tym 22 osobom w relacji po meczu z Wartą. Pan Jerzy Cierpiatka użył mocnych słów pisząc relację i tytułując ją „Spieprzony weekend”. Czy w klubowym serwisie powinny być zamieszczane takie treści?
Relacje pomeczowe pisane przez redaktora Jerzego Cierpiatkę mają swój styl i smak, dlatego tak wszyscy oczekują na jego kolejne teksty. Pan Cierpiatka jest związany z klubem od dziesięcioleci i bardzo emocjonalnie podchodzi do zdarzeń, które w niego uderzają. Być może jego reakcja była zbyt impulsywna, bo żyje klubem, a temat był świeży. Mecz odbył się dzień po złożeniu wniosku.
Trener Hajdo mówił po zwolnieniu, że pracy nie ułatwiał mu między innymi brak zgrupowań przed sezonem lub rundą. Teraz to się zmieni?
Przygotowania do rundy wiosennej będą się odbywały na naszych obiektach. Nie stać nas na wysłanie drużyny do Turcji. To koszt 120-150 tysięcy złotych na około 10 dni. A taki wyjazd ma sens tylko wtedy, gdy po powrocie trafia się na podobne warunki. Ryzyko, że po przylocie znów musimy trenować na sztucznej murawie, jest zbyt duże, a efektu by nie było. Do tego zgrupowania nie zawsze są skuteczne. Nie brakowało przecież doniesień, że drużyny ze znacznie wyższej półki spotykały na miejscu nie te warunki, na które się umawiały. Dostawały boisko o długości 60 lub 80 metrów długości.
Nasza baza zupełnie nam wystarczy. Nasza sztuczna płyta jest najbardziej zbliżona do naturalnych warunków. W nowym klubowym budynku mamy siłownię i wszystko da się dobrze zaplanować.
Będzie chcieli się utrzymać, ale chyba nie za wszelką cenę?
Dopóki matematyka będzie dawać szanse, będziemy wierzyć. Zdajemy sobie sprawę z trudnej sytuacji i mieliśmy tego świadomość po awansie. Jednak gdyby jeszcze raz nadarzyła się okazja wejścia do I ligi, to ponownie byśmy z niej skorzystali. Ambicja sportowa to jedno, ale w II lidze nie ma takich pieniędzy od sponsorów rozgrywek jak w I.
W oczy rzuca się bardzo słaba frekwencja. Pierwszy mecz zgromadził ponad dwa tysiące widzów, ale średnia na meczach w tym sezonie oscyluje koło 500 osób.
Liczyłem, że będzie więcej kibiców – koło tysiąca na spotkanie – choć to i tak lepsze wyniki niż w II lidze na naszym stadionie przy ulicy Rydlówka. Kibic przychodzi jednak dla wyniku, a myśmy przegrywali, więc wielu ich nie było. Liczę, że na wiosnę damy powody, by fani tłumniej odwiedzali obiekt przy ulicy Reymonta.
Jest pan zadowolony z pracy nowego trenera?
Gdyby w ostatnim meczu Jakub Wróbel wykorzystał rzut karny, pod wodzą nowego trenera mielibyśmy dziewięć punktów w siedmiu meczach. Za poprzedniego szkoleniowca drużyna osiągnęła taki wynik w 13 spotkaniach.
Jak wyglądają sprawy inwestycyjne, to jest budowa drugiego budynku i głównej trybuny?
Nowe prawo wodne zmieniło sytuację i spowodowało znaczne opóźnienia. Straciliśmy wszystkie pozwolenia na inwestycje na tym terenie. Odbudowaliśmy to i mamy teraz możliwość zadaszenia starej trybuny. Uzyskaliśmy również WZ-etkę na budowę nowej trybuny zakończonej podobnym budynkiem od strony ulicy Konopnickiej. Jego powstanie bardzo by nam pomogło, bo przewidujemy w nim przede wszystkim część usługową, z której klub czerpałby środki na funkcjonowanie.
Staramy się o pozwolenie na budowę, ale nie pomaga nam także nowo przyjęty miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Z terenów, które mamy między osiedlem Murapol, Wilgą i naszym sztucznym boiskiem – a były przedmiotem umowy przedwstępnej z inwestorem – utraciliśmy około hektar gruntu pod inwestycję. Teraz ten teren może być wykorzystany tylko jako teren zielony bez możliwości zabudowy. Mamy duży problem, bo musimy renegocjować umowę. Pozyskane środki miały być przeznaczone na budowę nowej trybuny. Na pewno nie będzie to kwota, która była pierwotnie zapisana w umowie.