Wiceprezydent o sytuacji w Szpitalu Narutowicza: „stary bałagan”. Jaka przyszłość placówki?

Szpital im. Narutowicza jest zadłużony na 140 mln zł. Wiceprezydent Krakowa Stanisław Kracik stwierdził, że sytuacja miejskiej placówki jest trudna, jednak nie można sobie pozwolić na jej zamknięcie. Padło pytanie: co dalej?

W ostatnich dniach na LoveKraków.pl jako pierwsi poinformowaliśmy o wnioskach z kontroli, która została przeprowadzona w szpitalu im. Narutowicza. Jak podaliśmy, miejscy kontrolerzy stwierdzili m.in., że w zmagającej się z problemami finansowymi placówce wypłata nagród była pozbawiona podstawy prawnej. Zastrzeżenia dotyczą też zakupu kwiatów. O sprawie pisaliśmy poniżej.



Alicja Szczepańska (Koalicja Obywatelska) z komisji zdrowia Rady Miasta Krakowa komentowała, że informacje na temat sytuacji szpitala zdruzgotały radnych. – Cytując klasyka, stoimy o krok nad przepaścią – mówiła Szczepańska. Dodała, że za nowej dyrekcji sytuacja placówki się nie polepszyła. Stwierdziła, że na czele Szpitala Narutowicza powinien stać bardzo dobry biznesmen, a jednocześnie osoba, która nie jest związana z różnymi frakcjami w lecznicy. – Po to, by załagodzić konflikty. I po to, żebyśmy mieli pewność, by pieniądze nie poszły tylko na spłatę zobowiązań – mówiła przewodnicząca komisji zdrowia. Stwierdziła, że na ten moment nie widzi możliwości udzielenia szpitalowi pożyczki. – Nie wiem, na co ona ma być. Nikt cudów nie potrafi robić, ale kredyt zaufania, który dostała nowa dyrekcja, został nadszarpnięty – podkreślała Szczepańska.

Radna Edyta Nowak (Koalicja Obywatelska) mówiła, że jej zdaniem protokół z kontroli jest niekompletny. Uznała, że pożyczkę można udzielić, ale tylko po dogłębnej restrukturyzacji kadr lecznicy. – Szpital nie jest przedsiębiorstwem produkcyjnym. To instytucja, gdzie człowiek świadczy usługi drugiemu człowiekowi. Ważne są więc relacje z personelem – dodała radna Nowak. Obawia się, że pacjenci cierpią na atmosferze, która panuje obecnie w szpitalu.

Do tematu będziemy wracać.